Pod koniec sierpnia prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację prawa energetycznego, która miała poprawić zapisy ustawy sieciowej i usunąć wątpliwości. Kancelaria prezydenta wskazała, że w marcu prezydent podpisał ustawę zmieniającą Prawo energetyczne, a po kilku miesiącach na jego biurko trafiają nowe przepisy, częściowo odwracające tamte zmiany.
Co miała zmienić nowela?
Projekt zawetowanej noweli ustawy złożyła sejmowa Komisja ds. Deregulacji. Problem dotyczył wejścia w życie przepisów przejściowych tzw. ustawy sieciowej dających niektórym projektom OZE zniżki na kaucję i wydłużających im terminy na uzyskanie pozwoleń na przyłączenie się do sieci. Ich wejście w życie odroczono do 15 października 2026 r., a więc sześć miesięcy po ogłoszeniu ustawy. Jednak w efekcie sześciomiesięcznego vacatio legis powstały luki w okresie obowiązywania przepisów przejściowych, bo od 30 kwietnia do 15 października 2026 r. nie znajdują zastosowania przepisy przejściowe dotyczące zaliczek, zabezpieczeń. Efekt? Brzmienie tych przepisów oznacza, że inwestorzy projektów już realizowanych będą zmuszeni ustanowić zabezpieczenia równe 100 proc. kwoty bazowej w miejsce proponowanych przez ustawodawcę 1/4, tak jak pierwotnie przewidywano w ustawie. Na to doprecyzowanie nie zgodził się prezydent. Branża uważa, że weto prezydenta usankcjonowało niezgodne z celem i duchem regulacji sieciowej dyskryminujące interpretacje uchwalonych przepisów wobec najbardziej zaawansowanych polskich inwestorów.
Czytaj więcej
Elementem budowy odporności energetycznej państwa mogłoby być „trzymanie z bronią u nogi” kilku bloków węglowych, aby przywracać je do pracy w razi...
Wątpliwości interpretacyjne
Inwestorzy niepokoją się, że powstaje dwugłos. Spółki przesyłowe i dystrybucyjne stosują się do zapisów ustawy tak, jak ona jest napisana. Jednak tu warto zwrócić uwagę na słowa wiceministra energii Wojciecha Wrochny, który pod koniec lipca, jeszcze na etapie prac sejmowych nad nowelą ustawy, wskazał na uwagę o charakterze systemowym, która zmienić może sens czytania zapisów prawa. – Zwracam się do wszystkich. W przypadku polskiego prawa, które jest dosyć kazuistyczne, jak powiedział pan przewodniczący, i trudne w interpretacji – my nie możemy stosować wyłącznie wykładni literalnej w oderwaniu od celu nowelizacji i w oderwaniu od wykładni systemowej – powiedział wówczas wiceminister. To otwiera pole do spekulacji, jak traktować niejasne zapisy ustawy, literalne czytanie ich przez spółki i interpretacje przedstawiciela ministerstwa energii. Zapytaliśmy o to jeszcze raz Ministerstwo Energii (ME). Tłumaczy ono, że ustawa może być aktualnie stosowana przez podmioty w sposób realizujący cel reformy przyłączeniowej, bez konieczności ingerowania w jej przepisy. W tym świetle wątpliwości rosną.
Czytaj więcej
Na poziomie prac Senatu, rządząca koalicja zgodziła się na szereg poprawek do tzw. ustawy sieciowej, która ma uporządkować i usprawnić proces przył...
Branża uważa, że w procesie legislacyjnym dotyczącym reformy sieciowej ME wykazało wolę poszanowania konstytucyjnej zasady ochrony praw nabytych, jednak niedoskonałości zapisów ustawy stworzyły lukę interpretacyjną. – Operatorzy, bardzo literalnie trzymając się przepisów, stosują zaostrzone warunki dla projektów w toku, co jest sprzeczne nie tylko z duchem i intencją reformy, ale też z brzmieniem konkretnych artykułów ustawy. Z powodu błędu legislacyjnego (przepisy przejściowe umieszczone w niewłaściwym artykule), powstała jednak luka interpretacyjna. Operatorzy, interpretując ustawę literalnie, stosują np. złagodzone zabezpieczenia (jedna czwarta standardowej kwoty), ale dopiero po 30 października, mimo że intencją było ich stosowanie od dnia wejścia ustawy w życie (30 kwietnia) – mówiprof. Henryk Majchrzak, członek Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR).
Potrzebne wytyczne?
Zdaniem prof. Majchrzaka podobna sytuacja dotyczy terminu na wniesienie nowych zaliczek, który zgodnie z wykładnią celowościową ustawy powinien upływać w kwietniu 2027 r., a nie w październiku 2026 r., tj. po uwzględnieniu zaakceptowanego w toku prac legislacyjnych dodatkowego terminu sześciu miesięcy na przygotowanie nowych, dużo wyższych opłat. Jego zdaniem stworzyło to niezamierzoną, półroczną blokadę zapisów ustawy i olbrzymie obciążenie dla tej grupy projektów. Poprawki, które miały wyeliminować te wątpliwości, zostały jednak zawetowane, co uniemożliwiło zastosowanie uzgodnionego z ME i zaakceptowanego przez posłów i senatorów vacatio legis. – W związku z niejasnością zapisów ustawy naszym zdaniem trzeba uwzględniać jej kontekst i cel (ducha), a nie opierać się wyłącznie na wadliwym, pojedynczym zapisie. Logika argumentacji powinna być nadrzędna: należy stosować wykładnię celowościową i systemową, a nie wyłącznie językową, zwłaszcza gdy prowadzi ona do absurdalnych i niezamierzonych przez ustawodawcę rezultatów (np. karanie projektów w toku) – wskazuje. Takie możliwości stwarza np. opracowanie przez operatorów jednolitych wytycznych dla uczestników rynku, które odzwierciedlałyby spójną interpretację ustawy.
Zdaniem mec. Arkadiusza Krasnodębskiego z warszawskiego biura kancelarii Clyde&no co do zasady przepisy należy interpretować zgodnie z jednoznacznym brzmieniem ustawy, ponieważ wykładnia językowa prawa powinna mieć pierwszeństwo. Nie oznacza to jednak, że nie są dopuszczalne odstępstwa, np. na rzecz wykładni celowościowej. – W mojej ocenie w taki właśnie sposób można interpretować niektóre przepisy nowelizujące Prawo energetyczne, wprowadzone tzw. ustawą sieciową. Przykładowo, literalna interpretacja tych przepisów doprowadziła do nieuzasadnionego zróżnicowania sytuacji podmiotów w zakresie kwot i terminów wniesienia zabezpieczenia oraz terminów wniesienia zaliczek wynikających z umowy przyłączeniowej. Źródłem problemu było błędne umiejscowienie przepisu przejściowego. W efekcie podmioty bardziej zaawansowane w procesie inwestycyjnym znalazły się w mniej korzystnej sytuacji i zostały obciążone większym ryzykiem finansowym – wskazuje.
Jak wybrnąć z obecnej sytuacji? Zdaniem naszego rozmówcy należy unikać doraźnych rozwiązań i pracować nad kolejnymi, lepiej przygotowanymi zmianami legislacyjnymi, ale warto także prowadzić dalszy dialog z operatorami sieciowymi, którzy te opłaty pobierają.
Jak mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, obecny kryzys regulacyjny dotykający OZE wynika albo z błędów legislacyjnych, albo technokratycznego podejścia do tworzenia prawa, albo celowych decyzji politycznych zabezpieczających interesy finansowych spółek energetycznych. – Niezależnie od tego, litera prawa przeważa nad ewentualnymi deklaracjami i wytycznymi organów, dlatego szybkie, polubowne lub instrukcyjne rozwiązania problemu po uchwaleniu ustawy sieciowej z błędami lub świadomie wprowadzonymi niejasnościami są iluzoryczne. Być może sam proces ustawodawczy wymaga prześwietlenia, ale trudno pozwać ustawodawcę. Zdecyduje praktyka wdrażania prawa, niewykluczone są wieloletnie procesy (sądowe – red.), jak to miało miejsce np. w sprawie wypowiadania przez spółki obrotu umów na zakup „zielonych certyfikatów”. W efekcie branżę OZE czekają koszty, ryzyko utraty projektów i możliwa konsolidacja aktywów przez spółki państwowe, przy braku realnych perspektyw szybkiej zmiany prawnej i rynkowej – kończy prezes Wiśniewski.