Ceny gazu ziemnego w Polsce i Europie znowu mocno rosną. Na Towarowej Giełdzie Energi, w transakcjach z dostawą natychmiastową, kurs 1 MWh (megawatogodzina) oscylował we wtorek i środę w pobliżu 1,1 tys. zł. Drożej było tylko na początku marca.

Równie wysokie koszty zakupu nękają pozostałe kraje Wspólnoty. Na kluczowej dla Startego Kontynentu giełdzie TTF cena surowca z dostawą na wrzesień zbliżała się już do 240 euro za 1 MWh. Jeszcze wyższe kursy odnotowywano w kontraktach z dostawą na miesiące zimowe.

Kluczowa jest pogoda

Powodem rosnących cen – tak jak we wcześniejszych miesiącach – są obawy, że na rynku zabraknie błękitnego paliwa. Niepokój podsycają Rosjanie, którzy ograniczają dostawy poprzez Nord Stream 1, główną magistralę służącą do transportu gazu do UE, w tym zwłaszcza do Niemiec. Gazprom cały czas jest kluczowym dostawcą na wspólnotowy rynek i bez niego nie da się w pełni zaspokoić popytu, nawet gdyby zapotrzebowanie nieco spadło w stosunku do średniej z wcześniejszych lat.

Czytaj więcej

Norwegia zastąpi Rosję na podium eksporterów gazu. Dla Niemiec to wciąż mało

Polski rząd zapewnia, że surowca w naszym kraju nie zabraknie. Temu ma służyć m.in. podpisana właśnie przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa, której celem jest wzmocnienie bezpieczeństwa gazowego państwa w związku z sytuacją panującą na tym rynku.

Przewiduje ona m.in. wydłużenie do końca 2027 r. obowiązku zatwierdzania przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki taryf na sprzedaż błękitnego paliwa do odbiorców domowych i strategicznych instytucji pożytku publicznego. Ponadto z 40 do 50 dni wydłużono okres, w którym obowiązkowe zapasy surowca mają być dostarczone do systemu gazowego.

To może być jednak za mało. Kolejne szczegółowe analizy ekspertów, w tym m.in. niedawny raport organizacji Greenpeace, każą wątpić w deklaracje polityków, zwłaszcza jeśli nadejdzie mroźna zima, a dostawy z alternatywnych kierunków pozostaną na dotychczasowym poziomie.

– W mojej ocenie, im bliżej będziemy rozpoczęcia sezonu grzewczego, tym bardziej nerwowa będzie sytuacja na europejskim rynku gazu. Dużo będzie zależało zwłaszcza od temperatury powietrza i wynikającego z tego zapotrzebowania na surowiec – mówi Kamil Kliszcz, analityk BM mBanku.

Czytaj więcej

Gaz z Australii wspomoże Europę. Wypłynął pierwszy gazowiec

Jako przykład podaje Niemcy, gdzie wprawdzie średnie zużycie błękitnego paliwa zimą wynosi około 100 TWh (terawatogodziny) miesięcznie, ale były już takie okresy, kiedy sięgało 140 TWh. W przypadku tak podwyższonego zużycia nie ma co liczyć, że surowca wystarczy dla wszystkich. Podobnie jest w kilku innych krajach. – W efekcie konieczne może się okazać racjonalizowanie dostaw. Ale o tym zdecyduje pogoda, która jest nieprzewidywalna – twierdzi Kliszcz.

Konsekwencje wysokich cen już odczuwa dominujący gracz na polskim rynku gazu. PGNiG właśnie podało, że zawarło umowę kredytową z Bankiem Gospodarstwa Krajowego do kwoty 4,8 mld zł na okres 24 miesięcy. Pieniądze potrzebne są koncernowi na zakup surowca.

Przy okazji skorzystał on z gwarancji Skarbu Państwa, przewidzianych w ustawie o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców paliw gazowych w związku z sytuacją na rynku gazu. Jednocześnie zarząd PGNiG próbuje uspokajać odbiorców, zapewniając, że na bieżąco monitoruje sytuację na międzynarodowym rynku błękitnego paliwa i będzie podejmował dalsze działania w kierunku zwiększenia dostępnych źródeł finansowania.

Kredyty i rekompensaty

– PGNiG musi pozyskiwać dodatkowe pieniądze na kapitał obrotowy, aby móc prowadzić handel gazem ziemnym w środowisku galopujących cen tego surowca. Dla spółki nie wiąże się z tym jakieś wielkie ryzyko, gdyż nie utrzymuje ona otwartej pozycji i nie bierze ryzyka zmian cen – uważa Kliszcz. Dodaje, że co do zasady grupa nie traci na rosnących cenach gazu, ponieważ w kolejnym ruchu przenosi je na klientów. W przypadku gospodarstw domowych i innych odbiorców, którym sprzedaje błękitne paliwo zgodnie z bardzo niską taryfą, otrzymuje z kolei rekompensatę od Skarbu Państwa. – Wykazane w II kw. 3,4 mld zł straty EBITDA w biznesie obrotu i magazynowania to efekt rozliczeń prowadzonych w grupie pomiędzy segmentami wydobycia i obrotu. Na poziomie całego koncernu spółka korzysta na rosnących cenach gazu – mówi analityk BM mBanku.

Czytaj więcej

PGNiG musi się zadłużyć na miliardy, żeby kupić gaz

PGNiG w ostatnich miesiącach zaciągnęło już kilka kredytów na realizację transakcji dotyczących zakupu gazu. W czerwcu informowało o zawarciu umowy z podmiotami grupy finansowej Sumitomo Mitsui Banking Corporation, które udzieliły wsparcia do 170 mln euro. W styczniu kredytu otwartego w rachunku bieżącym udzielił bank Societe Generale – na kwotę 750 mln zł. Z kolei w grudniu PGNiG zawarło trzy umowy z BGK, PKO BP i CaixaBank na łączną sumę 2,7 mld zł. W ramach każdego z tych kredytów udzielono finansowania na dziewięć miesięcy.

Niedawno koncern, a konkretnie zależna firma PGNiG Obrót Detaliczny, zajmująca się m.in. sprzedażą gazu do gospodarstw domowych, otrzymał kolejną transzę rekompensaty z tzw. Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny. Tym razem przekazano spółce prawie 2,5 mld zł na podstawie regulacji zawartych w ustawie o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców paliw gazowych w związku z sytuacją na rynku gazu.

Łącznie od początku marca do dziś trafiło do PGNiG OD ponad 5,3 mld zł.