Parlament Europejski będzie w czwartek głosował w sprawie rozporządzenia o taksonomii, czyli systematyce inwestycji w dziedzinie energii. Do końca kontrowersje budzi propozycja dotycząca dwóch źródeł energii: atomu i gazu. Bruksela pod wpływem lobbingu Paryża (elektrownie jądrowe) i Berlina (gaz) zgodziła się, żeby te dwa źródła zostały pod pewnymi warunkami uznane za sprzyjające transformacji klimatycznej. Co zresztą jest też bardzo wspierane przez Polskę. Nie oznacza to pieniędzy z unijnej kasy, ale przyznałoby zieloną etykietkę, która znacząco ułatwiłaby finansowanie na rynku (m.in. poprzez możliwość emitowania zielonych obligacji) i stworzyło pewność prawną dla inwestorów z jednej strony i instytucji finansowych z drugiej. Rozporządzenie jest przyjmowane w takiej procedurze, w której potrzebna jest większość do jego odrzucenia. Organizacje proklimatyczne i Zieloni bardzo zabiegają, żeby tak się stało.

– Energia nuklearna to wyłącznie polityczna gra Francji. I tak żaden inwestor nie wejdzie w to bez poparcia rządu – powiedział w czasie debaty w PE Bas Eickhout, eurodeputowany Zielonych. Krytykował także uwzględnianie gazu w rozporządzeniu nie tylko dlatego, że jest paliwem kopalnym i sprzyja emisji CO2. Ale także dlatego, że w czasie wojny w Ukrainie taka zielona etykieta służyłaby Putinowi.

Komisja Europejska broni swojego wyboru. Mairead McGuinness, komisarz UE ds. rynków finansowych, wskazała, że energia nuklearna jest elementem czystego miksu energetycznego. A gaz co prawda nie jest zielonym źródłem energii, ale „niektóre kraje odchodzące od brudnej technologii potrzebują go przejściowo”. Podkreślała też, że taksonomia jest dobrowolnym instrumentem dla inwestorów i rynków, a decyzja o odejściu od rosyjskiego gazu i tak już zapadła.

Kryteria dotyczące gazu są dość wyśrubowane. – Takie inwestycje gazowe będą musiały przejść na wodór lub zielony gaz do 2035 r., a kraje członkowskie – określić datę wyjścia z węgla. To zgodne z naszym Europejskim Zielonym Ładem – powiedział „Rzeczpospolitej” Jerzy Buzek, eurodeputowany PO. To oznacza, że w Polsce taksonomia w propozycji KE ma zachęcać do rezygnacji z węgla i w okresie przejściowym pozwolić na finansowanie inwestycji w gaz. Ale tylko do 2035 roku i po spełnieniu po drodze kryteriów czystości. Elektrownie gazowe nie będą emitować więcej niż średnio 270 gr CO2/KWh energii w całym cyklu swojego życia i więcej niż 550 gr CO2/kW mocy rocznie do 2030 r. Będą mogły powstać tylko w miejscu starych elektrowni (np. na węgiel lub ropę), ale będą musiały emitować o 55 proc. mniej CO2 i mieć o 15 proc. mniejszą moc.

Dyskusja dotycząca taksonomii w przypadku gazu początkowo koncentrowała się na aspektach ekologicznych – przeciwnicy wskazywali, że taki przejściowy wyjątek opóźni przechodzenie na OZE. Teraz jednak doszedł argument ukraiński. Dodatkowo wzmocniony wypowiedzią kontrowersyjnego ukraińskiego ambasadora w Berlinie Andrija Melnyka. Ten sam dyplomata, który bronił Stepana Bandery, ukraińskiego nacjonalisty odpowiedzialnego za masakry Polaków i Żydów w czasie II wojny światowej, apelował też o odrzucenie taksonomii, twierdząc, że stanowi ona wsparcie dla Rosji. Tego zdania nie podziela jednak jego rząd. Ukraiński minister German Galuszczenko wysłał list do eurodeputowanych, wskazując, jak bardzo Ukraina jest zależna od gazu i atomu i jak ważne jest dla niej, jako kandydata do UE, żeby przejściowo te źródła energii były ujęte w taksonomii. – Włączenie gazu i energii jądrowej do taksonomii jest ważnym elementem bezpieczeństwa energetycznego w Europie, zwłaszcza w perspektywie zastąpienia rosyjskiego gazu – napisał minister.

Czytaj więcej

Przybywa gazu na zimę. Polskie magazyny są pełne