W Brukseli trwa batalia o darmowe uprawnienia CO2

Polska walczy o przedłużenie darmowych uprawnień na emisję CO2 ?dla krajowych elektrowni. Organizacje pozarządowe krytykują, że uzyskane pieniądze marnujemy.

Publikacja: 22.10.2014 08:35

W Brukseli trwa batalia o darmowe uprawnienia CO2

Foto: Bloomberg

Nasi negocjatorzy argumentują, że propozycja nowego pakietu klimatycznego w obecnym kształcie spowoduje wzrost cen energii elektrycznej. Taki miałby być skutek unijnego celu obniżenia emisji CO2 do 2030 r. o 40 proc. Jutro na szczycie UE Ewa Kopacz będzie zabiegała o zmiany korzystne dla Polski, a do ostatniej chwili o poprawki do pakietu walczył jej doradca ds. europejskich Rafał Trzaskowski.

Minister był wczoraj w Luksemburgu i Brukseli. Powiedział, że w obecnym kształcie propozycja nie odpowiada na polskie postulaty. Oczekuje on, po pierwsze, doprecyzowania, jak duża będzie specjalna rezerwa uprawnień przeznaczona dla państw biedniejszych, o poziomie PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej. Propozycja mówi, że byłoby to od 1 do 2 proc. puli, zdaniem Trzaskowskiego nawet na 1 proc. nie ma pełnej zgody. Z naszych informacji wynika, że jest szansa na uzyskanie nawet 2 proc. Drugi polski postulat, którego w ogóle nie ma w dokumencie, to przedłużenie darmowych uprawnień dla energetyki. Obecne kończą się w 2019 r. Z naszych informacji wynika, że jest możliwe zrealizowanie tego postulatu, ale w ograniczonym zakresie i przy ustaleniu szczegółowych warunków wydawania zarobionych na sprzedaży uprawnień pieniędzy.

Zdaniem organizacji ekologicznych obecny system darmowych uprawnień, który w praktyce wynegocjował Donald Tusk z Nicolasem Sarkozym, kierującym wtedy francuską prezydencją UE, nie został przez nasz kraj właściwie wykorzystany. – Celem było przeznaczenie uzyskanych pieniędzy na modernizację polskiej energetyki i przestawianie gospodarki na paliwa inne niż węgiel. Tymczasem z polskiego programu wynika, że 82 proc. z planowanej sumy 7,4 mld euro ma być wydane na modernizację instalacji węglowych – mówi „Rz" Joris Den Blanken, ekspert ds. polityki klimatycznej organizacji Greenpeace.

Według niego przedłużanie tej derogacji jest też niezgodne z jej duchem. – Przecież Polska dostała te pieniądze, żeby się dostosować. Jeśli potrzebuje dalszej derogacji, to znaczy, że je zmarnowała – uważa Den Blanken. Jego zdaniem idea darmowych uprawnień jest błędna. Bo, jak pokazują przykłady innych krajów, firmy nimi obdarowane i tak przerzucają koszt CO2 na swoich klientów, a pieniądze uzyskane ze sprzedaży certyfikatów powiększają ich zyski. Lepiej w tej sytuacji, żeby to państwo realizowało te zyski, sprzedając uprawnienia, i przeznaczało je na inwestycje. Tak np. zrobiły Łotwa i Malta, które miały prawo do darmowych uprawnień dla energetyki, ale z niego nie skorzystały.

Greenpeace nie sprzeciwia się instrumentom solidarnościowym, które na biedniejsze kraje nakładają mniejsze ciężary ambicji klimatycznych. Dotyczy to wspomnianej rezerwy 1–2 proc. dla najbiedniejszych oraz tzw. rezerwy solidarnościowej, wynoszącej 10 proc puli uprawnień, przeznaczonej dla państw o poziomie PKB poniżej 90 proc. średniej UE. Ta druga rezerwa istnieje także w obecnym pakiecie klimatycznym i też wynosi 10 proc. puli uprawnień. Ale po 2020 roku może objąć więcej krajów.

Anna Słojewska z Brukseli

Trudne negocjacje

Komisja Europejska pośredniczyła we wtorek w kolejnej rundzie rozmów gazowych między Rosją i Ukrainą. Do spotkania doszło w Brukseli, a brali w nim udział komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger oraz ministrowie energetyki Rosji i Ukrainy Aleksander Nowak i Jurij Prodan. Spotkanie znacząco się przedłużyło poza zaplanowany czas. Zdaniem ministra Nowaka tym razem były poważne szanse na porozumienie o odkręceniu z powrotem kurka z gazem dla Ukrainy. Chodzi o porozumienie tymczasowe, które regulowałoby dostawy w okresie zimowym. Ich cena miałaby wynosić 385 dol. za tys. m3. To cena wyższa niż średnia 350 dol. dla wielu unijnych firm, ale niższa niż początkowa żądana 485 dol. Ponadto Ukraina miała zapłacić Gazpromowi 3,1 mld dol., co jest częścią zaległych płatności.

Nasi negocjatorzy argumentują, że propozycja nowego pakietu klimatycznego w obecnym kształcie spowoduje wzrost cen energii elektrycznej. Taki miałby być skutek unijnego celu obniżenia emisji CO2 do 2030 r. o 40 proc. Jutro na szczycie UE Ewa Kopacz będzie zabiegała o zmiany korzystne dla Polski, a do ostatniej chwili o poprawki do pakietu walczył jej doradca ds. europejskich Rafał Trzaskowski.

Minister był wczoraj w Luksemburgu i Brukseli. Powiedział, że w obecnym kształcie propozycja nie odpowiada na polskie postulaty. Oczekuje on, po pierwsze, doprecyzowania, jak duża będzie specjalna rezerwa uprawnień przeznaczona dla państw biedniejszych, o poziomie PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej. Propozycja mówi, że byłoby to od 1 do 2 proc. puli, zdaniem Trzaskowskiego nawet na 1 proc. nie ma pełnej zgody. Z naszych informacji wynika, że jest szansa na uzyskanie nawet 2 proc. Drugi polski postulat, którego w ogóle nie ma w dokumencie, to przedłużenie darmowych uprawnień dla energetyki. Obecne kończą się w 2019 r. Z naszych informacji wynika, że jest możliwe zrealizowanie tego postulatu, ale w ograniczonym zakresie i przy ustaleniu szczegółowych warunków wydawania zarobionych na sprzedaży uprawnień pieniędzy.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie