My się zimy nie boimy

Lubię zimę bardziej niż wiosnę i lato. Nie ma uciążliwych owadów, upału, a pokryta śniegiem Polska jest czysta. Zimą można się też przekonać, co w kraju działa sprawnie, a co jest kiepsko zarządzane i przez kogo

Publikacja: 03.02.2012 11:45

My się zimy nie boimy

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Najlepiej nadają się do tego tzw. zimy stulecia. Taka nazwa pojawia się co kilka - kilkanaście lat, gdy nas rekordowo zasypie (1978/79) lub zamrozi - jak teraz. W czasach socjalizmu, zima stulecia powodowała kompletny paraliż ojczyzny. Ludzie marzli w nieogrzanych domach, przekopywali przez zaspy.

Przed sylwestrem 1978/79 czekałam na Dworcu Centralnym na ekspres Polonez do Moskwy. I ten ekspres przyjechał z Dworca Zachodniego z...czterogodzinnym opóźnieniem. Tyle zabrało PKP odlodzenie wagonów. Do granicy z ZSRR pociąg dowlókł się już chyba z 7 godzinami w plecy. Ale jak tylko wjechał na ziemię sowiecką, to nabrał wigoru i do Moskwy dotarł spóźniony może o dwie godziny. Podczas gdy w Warszawie było wtedy jakieś 18-20 stopni mrozu i nie działało prawie nic, w Moskwie było -36 i działało wszystko. I nie świadczy to o wyższości komunizmu nad socjalizmem, ale o kiepskiej (lub żadnej) jakości ówczesnej ludowej infrastruktury.

Polska Ludowa kupowała wprawdzie gaz od Sowietów, ale przede wszystkim stawiała na rodzimy węgiel. A kopalnie to było państwo w państwie. Każda ostrzejsza zima dawała kierownikom kopalnianych składów opału władzę absolutną. W rezultacie węgla brakowało permanentnie, jak zresztą wszystkiego. Kolejki chętnych były wielokilometrowe, ludzie brali wszystko, co rzuciły kopalnie, nawet miał węglowy.

Dziś, choć mamy wielkie mrozy, to paraliżu nie ma. Co raz w mieście tym czy innym pęknie rura, ale ekipa remontowa od razu jest na miejscu i pomimo lodowatego zimna naprawia skutecznie awarię w kilka godzin. Rosyjski gaz ogrzewa polskie domy i instytucje bez zakłóceń. I nawet podczas ukraińsko-rosyjskiej wojny gazowej trzy lata temu, nie odczuliśmy jego braku. Polsce firmy odpowiedzialne za dystrybucję gazu, spisują się tutaj bez zarzutu. Gromadzą zapasy i przewidują, co może się wydarzyć.

Dobre zarządzanie widać też w zakładach energetycznych, wielu spółdzielniach mieszkaniowych i służbach komunalnych polskich miast. W gminach też się poprawiło. Samorządowcy nauczyli się, że zadowolony wyborca to wartość nie do przecenienia.

Są jednak dwie branże, które za zmianami wyraźnie nie nadążają. Jedna to górnictwo. W tym tygodniu telewizja pokazała wielokilometrowe kolejki ciężarówek po węgiel przed kopalniami. Jako żywo przypomniały te sprzed ponad 30 lat. Okazało się, że w polskich kopalniach brak sprawnej organizacji sprzedaży, brak szacunku do kierowców marznących wiele godzin w szoferkach; brak wyobraźni. Bo nie trudno było sprawdzić dwa tygodnie temu prognozy, by przekonać się, że nadchodzi tęgi mróz, popyt na węgiel podskoczy - i do tego się przygotować.

Podobnie jest na kolei. Spółki przewozowe poza tym, że się rozmnożyły, tkwią z zaspach zimy stulecia. Spóźniają się jak dawniej, wagony są zimne lub za gorące, jest brudno i nieprzyjemnie. Pociągi jeżdżą wolniej, a w kasach wciąż trzeba płacić gotówką, bo polskie koleje nie zauważyły, że istnieje coś takiego jak karty płatnicze.

Zima stulecia pojawia się i znika, ale mam wrażenie, że niektóre firmy ciągle tkwią zagrzebane w jej zaspach sprzed trzydziestu kilku lat.

Najlepiej nadają się do tego tzw. zimy stulecia. Taka nazwa pojawia się co kilka - kilkanaście lat, gdy nas rekordowo zasypie (1978/79) lub zamrozi - jak teraz. W czasach socjalizmu, zima stulecia powodowała kompletny paraliż ojczyzny. Ludzie marzli w nieogrzanych domach, przekopywali przez zaspy.

Przed sylwestrem 1978/79 czekałam na Dworcu Centralnym na ekspres Polonez do Moskwy. I ten ekspres przyjechał z Dworca Zachodniego z...czterogodzinnym opóźnieniem. Tyle zabrało PKP odlodzenie wagonów. Do granicy z ZSRR pociąg dowlókł się już chyba z 7 godzinami w plecy. Ale jak tylko wjechał na ziemię sowiecką, to nabrał wigoru i do Moskwy dotarł spóźniony może o dwie godziny. Podczas gdy w Warszawie było wtedy jakieś 18-20 stopni mrozu i nie działało prawie nic, w Moskwie było -36 i działało wszystko. I nie świadczy to o wyższości komunizmu nad socjalizmem, ale o kiepskiej (lub żadnej) jakości ówczesnej ludowej infrastruktury.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie