Wstrzymanie pompowania ropy i jej eksport zapowiedział norweski minister energetyki, Haakon Smith-Isaksen. Powodem są strajki, które rozpoczęły się wśród nafciarzy z końcem czerwca.

Dziś pracę wstrzymało już ponad 6000 nafciarzy. Domagają się wcześniejszych emerytur. Teraz mogą na nie przechodzić, jak wszyscy Norwegowie, w wieku 65 lat. A chcą trzy lata wcześniej.

Argumentują, że praca bezpośrednio przy wydobyciu na polach i platformach na morzu jest bardzo ciężka i szkodliwa dla zdrowia.

- Jeżeli sytuacja się nie zmieni, zatrzymanie pracy nastąpi we wtorek o północy - cytuje ministra agencja AFP. Przerwa będzie trwała do wyczerpania norweskich zapasów.

Już w ostatni czwartek o wstrzymaniu wydobycia z morskiego szelfu 9 lipca informował Statoil. Największy paliwowy koncern Norwegii obliczył, że każdy dzień przestoju będzie kosztował 80 mln dol.

Na norweskich złożach wydobycie prowadzi ponad 50 firm, w tym zagraniczne: Shell i BP. Codzienny eksport to 2 mln baryłek, czyli tyle, ile potrzebuje kraj wielkości Francji. Kłopoty norweskiej branży paliwowej już spowodowały wzrost cen ropy na światowych rynkach powyżej 100 dol. za baryłkę.