Atomowa ofensywa Finlandii

Wieczne składowisko odpadów nuklearnych powstaje na wyspie Olkiluoto. Finlandia nie zraziła się do atomu

Aktualizacja: 01.10.2012 03:35 Publikacja: 01.10.2012 03:35

Fińska inwestycja jest pierwszym na świecie ostatecznym składowiskiem odpadów jądrowych. Ostatecznym

Fińska inwestycja jest pierwszym na świecie ostatecznym składowiskiem odpadów jądrowych. Ostatecznym, czyli takim, z którego nic się nigdy nie wydostanie

Foto: materiały prasowe

Ponad pięciokilometrowy tunel wiedzie na głębokość 420 metrów pod ziemią. Na końcu wydrążone w skale pomieszczenie, a w nim modelowa studnia o głębokości ośmiu metrów. W takie doły będą wkładane kapsuły ze zużytymi prętami uranowymi pochodzącymi z elektrowni atomowej na wyspie Olkiluoto.

Podziemna fińska inwestycja jest pierwszym na świecie ostatecznym składowiskiem odpadów jądrowych. Ostatecznym, czyli takim, z którego nic się nigdy nie wydostanie. Nie zagrożą mu katastrofy naturalne ani wojny i szaleńcy, którzy chcieliby rozpętać atomową zagładę. – Przecież nie wiemy, co się wydarzy w dalekiej przyszłości – mówi Reijo Sundell, prezes Posiva, spółki budującej podziemny nuklearny cmentarz. Będzie bezpieczny nawet w razie nadejścia nowej epoki lodowcowej. Bo fińskie skały już raz wykazały swoją odporność. Teraz są idealnym miejscem na bezpieczne składowisko.

Na razie Posiva kopie tunele i studnie, sprawdza szczelność skał, a jej podwykonawcy konstruują sprzęt, którego nikt na świecie jeszcze nie potrzebował. Od 2020 roku zużyte pręty uranowe z funkcjonujących obecnie dwóch reaktorów OL1 i OL2 mają być stopniowo przenoszone z tymczasowych schronień w basenach koło reaktorów do nowego składowiska. Potem będą do niego na bieżąco transportowane odpady z nowych reaktorów: OL3 (może ruszyć w 2015 r.) i OL4 (projekt czeka na rozstrzygnięcie przetargu).

Składowisko zostanie wypełnione do końca i zamknięte w 2120 roku. Do tuneli i studni zostanie dodatkowo włożony zużyty sprzęt z elektrowni. Całość będzie zabetonowana, wypełniona kamieniem, zamknięta na zawsze. W dalekiej przyszłości porośnięta lasem.

Cios dla branży

Finlandia jest nie tylko pierwszym krajem, który będzie miał ostateczne składowisko odpadów. Jest także pierwszym od ponad 20 lat krajem europejskim, w którym jest budowany nowy reaktor. Po latach atomowej prosperity ostatnie dekady były czasem zastoju dla europejskiego atomu. Zaszkodziła mu rosnąca obawa przed wypadkami, trauma po katastrofie w Czarnobylu i coraz popularniejsi Zieloni, z zasady sprzeciwiający się energii nuklearnej. Atmosfera zaczęła się poprawiać kilka lat temu, gdy politycy zdali sobie sprawę, że ambitnych unijnych celów ograniczenia emisji CO2 nie da się osiągnąć wyłącznie wiatrakami i słońcem.

Ale wtedy przyszedł kolejny cios dla branży – tsunami w Japonii. Zagrożony reaktor w Fukushimie miał być dowodem na to, że nie da się zbudować bezpiecznej elektrowni atomowej. Za Czarnobyl winiono sowieckie zaniedbania, ale jak wytłumaczyć katastrofę w bogatej, zaawansowanej technologicznie i demokratycznej Japonii? Fukushima stała się powodem wprowadzenia moratorium na atom w Niemczech.

Tymczasem w Finlandii opinia publiczna nie poczuła się zaniepokojona. Do wypadków w Fukushimie doszło w marcu 2011 roku, zaledwie siedem miesięcy po wydaniu przez fiński parlament zgody na budowę dwóch reaktorów: Olkiluoto 4 oraz Fennovoima. Nie pojawiły się głosy żądające rezygnacji z planów. – Poparcie dla atomu nie spadło – mówi Jorma Aurela, główny inżynier ds. energetyki jądrowej w Ministerstwie Gospodarki.

Uniezależnić się od Rosji

Nowe reaktory mają być dla Finlandii sposobem na uniezależnienie się od importowanej energii elektrycznej z Rosji. – W tej dziedzinie nie można na niej polegać – wyjaśnia Aurela. O ile gaz płynie do Finlandii bez żadnych przestojów, o tyle już energia elektryczna podlega wahaniom zgodnym z wahaniami lokalnego zapotrzebowania na energię w obwodzie leningradzkim. Jeśli jest ostrzejsza zima, to Rosjanie zużywają więcej prądu i mają mniej nadwyżek. Cierpi Finlandia, w której przecież wtedy zwykle zima też jest sroga. Kupuje energię na nordyckiej giełdzie, ale ceny są w takich sytuacjach wysokie. To pragnienie samowystarczalności elektrycznej jest głównym argumentem na rzecz atomu. Ale jest tez drugi powód wysokiego poparcia – wyjątkowe w Finlandii standardy bezpieczeństwa i przejrzystość procesu przyznawania licencji. – Nawet najmniejsza gmina może nie wyrazić zgody na lokalizację. Tak się już zresztą stało w 1992 roku – opowiada Jorma Aurela.

5 mld euro przekroczą koszty budowy bloku Olkiluoto 3. To znacznie więcej od początkowych szacunków

Cały proces jest bardzo przejrzysty, a warunki stawiane reaktorom wyśrubowane. Fińskie elektrownie jeszcze przed katastrofą w Fukushimie były jedynymi na świecie zabezpieczonymi na wypadek stopienia się rdzenia. A do tego doszło w japońskim reaktorze. – Od czasu katastrofy Three Mile Island (katastrofa w elektrowni o tej nazwie w USA w 1979 roku – red.) powiedzieliśmy sobie, że niemożliwe stało się możliwe. I trzeba się przygotować na taką ewentualność – mówi Peter Tuominen, dyrektor w firmie Fortum.

W Finlandii energia to narodowa sprawa. Chodzi nie tylko o ogrzanie się w srogie zimy, ale też o nastawiony na eksport przemysł, który w tym kraju tworzą przede wszystkim branże energochłonne: chemiczna, papiernicza, żywnościowa. Dla nich kluczowe są stabilne dostawy energii po umiarkowanych i przewidywalnych cenach.

Energetyczne spółdzielnie

Dlatego w Finlandii niezwykła jest forma własności firm produkujących energię: spółdzielcza. Nazywa się to „mankala" od nazwy elektrowni wodnej, gdzie po raz pierwszy taki system zastosowano. – Elektrownie wymagają dużych nakładów, a Finlandia to mały kraj i trudno znaleźć pojedynczego inwestora z takimi kapitałami – tłumaczy Peter Tuominen. Dlatego podmioty, które kupują energię, stają się właścicielami elektrowni. Są wśród nich dystrybutorzy energii, zakłady przemysłowe, gminy.

– My nie osiągamy zysków. Mamy tylko koszty, pokrywane przez naszych właścicieli. W zamian dostają oni energię w proporcji do swoich udziałów po cenie jej wytworzenia – wyjaśnia Anna Lektiranta, wiceprezes spółki TVO, do której należą reaktory Olkiluoto. Jeśli chwilowo tej energii nie potrzebują, to mogą ją sprzedać na giełdzie nordyckiej.

Pytam fińskich rozmówców, czy ich pomysły na składowanie odpadów, standardy bezpieczeństwa i poparcie dla atomu są do powielenia w innych krajach. Przyznają, że budowa geologiczna jest wyjątkowa. Podobną ma tylko Szwecja, która też szykuje składowisko odpadów na wzór fińskiego. Natomiast wyśrubowane standardy i przejrzysty proces przyznawania licencji – to mogą zrobić wszyscy.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.slojewska@rp.pl

Ponad pięciokilometrowy tunel wiedzie na głębokość 420 metrów pod ziemią. Na końcu wydrążone w skale pomieszczenie, a w nim modelowa studnia o głębokości ośmiu metrów. W takie doły będą wkładane kapsuły ze zużytymi prętami uranowymi pochodzącymi z elektrowni atomowej na wyspie Olkiluoto.

Podziemna fińska inwestycja jest pierwszym na świecie ostatecznym składowiskiem odpadów jądrowych. Ostatecznym, czyli takim, z którego nic się nigdy nie wydostanie. Nie zagrożą mu katastrofy naturalne ani wojny i szaleńcy, którzy chcieliby rozpętać atomową zagładę. – Przecież nie wiemy, co się wydarzy w dalekiej przyszłości – mówi Reijo Sundell, prezes Posiva, spółki budującej podziemny nuklearny cmentarz. Będzie bezpieczny nawet w razie nadejścia nowej epoki lodowcowej. Bo fińskie skały już raz wykazały swoją odporność. Teraz są idealnym miejscem na bezpieczne składowisko.

Pozostało 85% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie