Rynek ropy spokojnie przyjął śmierć Chaveza

Nie było żadnego zamieszania ani napięcia na rynkach energetycznych po tym, jak pojawiła się informacja o śmierci prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza.

Publikacja: 07.03.2013 00:15

Wenezuela jest 11. krajem na  liście największych eksporterów ropy na świecie. Jednak to, co się liczy najbardziej, to fakt, że dysponuje największymi złożami tego surowca na świecie. Większymi niż Arabia Saudyjska.

Narodowy wenezuelski koncern naftowy, PDVSA, informował wczoraj, że wydobycie jest na normalnym poziomie, a rafinerie pracują bez zakłóceń. PDVSA zatrudnia 100 tys. osób.

Ceny nawet zaczęły spadać do ok. 110 dol. za baryłkę gatunku Brent. Zdaniem analityków mogą spaść jeszcze niżej, bo śmierć wenezuelskiego prezydenta może umożliwić nawet zwiększenie produkcji. PDVSA jest do tego gotowa, ale Hugo Chavez zawsze naciskał na jak największe obniżenie limitów wydobycia, tak by możliwe było jak największe wywindowanie cen. Wenezuela jest dziś jednym z głównych dostawców ropy dla USA i umacnia pozycję wśród krajów eksportujących do Chin.

Teraz  pozostaje pytanie: kto wygra następne wybory prezydenckie: czy polityk z partii Chaveza, czy też może opozycja. W tym drugim przypadku byłby to silny sygnał dla rynku: ropy będzie więcej, bo pojawiłaby się szansa na  pozyskanie inwestorów zagranicznych, także w sektorze naftowym. Rządy Chaveza po serii nacjonalizacji skutecznie zniechęciły kapitał zagraniczny do lokowania pieniędzy w tym kraju.

Lepsza też staje się pozycja dwóch koncernów, które prowadzą wydobycie w  dolinie Orinoko – amerykańskiego Chevronu i hiszpańskiego Repsolu.

Kandydat opozycji Henrique Capriles zapowiada jednak, że jeśli wygra wybory, zrewiduje niektóre zagraniczne kontrakty na eksport ropy.

Chodzi zwłaszcza o dostawy na Kubę, które są realizowane po historycznych, czyli niemających nic wspólnego z rynkiem, cenach. Pod znakiem zapytania stoi także utrzymanie obecnych niskich cen na rynku wewnętrznym. Dzisiaj napełnienie 60-litrowego baku kosztuje ok. 2 dol. Gwałtowne zmiany cen ropy w kraju jednak byłyby równoznaczne z gwałtownym wzrostem inflacji.

Przy tym ropa pozostaje kluczowym źródłem dewiz dla Wenezueli, a jej udział w przychodach z eksportu sięga 95 proc.

Zdaniem analityków, kto by nie wygrał wyborów, wydobycie i tak wzrośnie. „Każdy następny prezydent musi prowadzić politykę bardziej przyjazną dla inwestorów, a produkcja ropy wzrośnie" – czytamy w raporcie Commerzbanku.

Na razie wydobycie wynosi jedynie 2,34 mln baryłek dziennie, przy limicie przyznanym przez OPEC na poziomie 3,5 mln. Nie wszystkie rafinerie funkcjonują tak jak powinny. I Wenezuela importuje produkty naftowe ze Stanów Zjednoczonych.

Wenezuela jest 11. krajem na  liście największych eksporterów ropy na świecie. Jednak to, co się liczy najbardziej, to fakt, że dysponuje największymi złożami tego surowca na świecie. Większymi niż Arabia Saudyjska.

Narodowy wenezuelski koncern naftowy, PDVSA, informował wczoraj, że wydobycie jest na normalnym poziomie, a rafinerie pracują bez zakłóceń. PDVSA zatrudnia 100 tys. osób.

Pozostało 85% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie