Co hamuje inwestycje w zieloną energię

W tym roku w Polsce trudno byłoby wyrównać rekord z 2012 r. pod względem przyrostu potencjału OZE.

Publikacja: 27.11.2013 03:39

Co hamuje inwestycje w zieloną energię

Foto: Bloomberg

W ubiegłym roku oddano instalacje odnawialnych źródeł energii (OZE) o łącznej mocy ponad 1300 MW. Cała moc wytwórcza OZE w kraju zwiększyła się więc o 40 proc. Powstawały głównie farmy wiatrowe.

Obecnie mocy również przybywa, ale już nie w takim tempie. Dynamika wzrostu oddawanych do użytku inwestycji wyniosła w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2013 r. 17 proc. Przybyło 760 MW mocy, głównie w wietrze.

Ostatni taki rok?

Według ekspertów Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej (PIGEO) nakłady w zielonej energetyce mogą sięgnąć w tym roku ok. 3 mld zł. Z sektora coraz częściej jednak słychać, że jeśli nie zostanie zażegnany panujący w Polsce chaos regulacyjny, to firmy nie będą realizować nowych projektów, a tempo inwestycji zacznie wygasać.

14 TWh energii z OZE wyprodukowano w kraju w 2012 r.

Dlaczego przedsiębiorcy z segmentu OZE boją się realizować nowe przedsięwzięcia? Ponieważ wciąż wyczekują nowego systemu wsparcia. W tym czasie część projektów przepada – wraz z upływem czasu upływają terminy przyłączenia do sieci, wygasają różnego rodzaju umowy i pozwolenia.

Jednocześnie zaufanie inwestorów zostało poważnie nadszarpnięte. W I półroczu 2013 r. załamał się dotychczasowy mechanizm wsparcia – ceny zielonych certyfikatów potwierdzających, że energia powstała w zielonych źródłach, spadły o ponad połowę, do 100 zł za megawatogodzinę energii. Firmy aktywne na rynku energetyki wiatrowej otwarcie mówiły o problemach z regulacją bieżących należności, które zaciągnęły np. pod budowę.

3 mld zł nakłady na OZE w 2013 r. tyle mogą sięgnąć inwestycje w zielonej energetyce zdaniem ekspertów PIGEO

W kolejnych miesiącach sytuacja się unormowała, a ceny zielonych certyfikatów się odbudowały, ale kryzys zaufania pozostał. Rząd nie podjął w tej sprawie żadnych zdecydowanych działań, co zostało odebrane jako brak determinacji, by zażegnać niepewność. Zamieszanie odbiło się również na krajowych producentach biomasy.

Zawirowania wokół terminarza

Jednocześnie przedstawiciele kancelarii prawnych przyznają, że trudno im wyjaśnić zagranicznym firmom, dlaczego prace nad nowym systemem wsparcia OZE w Polsce trwają od ponad trzech lat i nadal trudno powiedzieć, kiedy się skończą. W listopadzie Ministerstwo Gospodarki przedstawiło nowy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Zakłada on całkowitą zmianę zasad gry – w miejsce systemu zielonych certyfikatów wdrożone zostaną aukcje.

Harmonogram prac pozostaje jednak niepewny. Zakładając optymistycznie, że projekt ustawy trafiłby do Sejmu w I połowie przyszłego roku i zostałaby ona przyjęta i zaakceptowana przez Komisję Europejską do końca 2014 r., to pierwsze aukcje mogłyby się odbyć najwcześniej w II połowie 2015 r. lub w 2016 r. I dopiero wtedy krajowa administracja oraz inwestorzy będą uczyć się nowych zasad, niewykluczone, że na własnych błędach.

Kolejną kwestią podnoszoną przez prawników, firmy doradcze i organizacje branżowe są obawy dotyczące sensowności modelu przetargowego. Jak wynika z raportu TPA Horvath, w Europie wśród trzech schematów wsparcia energetyk odnawialnych ten najbardziej zawiódł, jeśli chodzi o realizację celów rozwojowych OZE. W państwach takich jak Węgry i Łotwa szybko zawieszono ten rodzaj wsparcia, ponieważ zablokował inwestycje.

Co więcej, wstępne analizy rządowego projektu wskazują, że po wdrożeniu nowych przepisów utrzyma się dominacja współspalania biomasy z węglem nad innymi technologiami. W dotychczasowych ramach prawnych około 70 proc. wsparcia uzyskały właśnie instalacje współspalające, choć w przeciwieństwie do innych źródeł nie generują przyrostu nowych mocy wytwórczych w OZE.

Ze względu na niepewność, jaka narosła w ostatnich latach wokół sektora zielonej energii, coraz częściej padają pytania, czy Polska do 2020 r. wywiąże się z unijnego zobowiązania, że 15 proc. zużywanej energii będzie pochodzić z zielonych źródeł. We wcześniejszych latach, kiedy instalacje do współspalania w węglowych elektrowniach pracowały pełną parą, nasz kraj w ujęciu rachunkowym wypełniał cele cząstkowe. Jednak zawirowania na rynkach zielonych certyfikatów i biomasy obnażyły niedoskonałość tego systemu.

Dane publikowane przez Urząd Regulacji Energetyki wskazują, że w 2013 r. po latach wzrostu czeka nas spadek produkcji zielonej energii. Według statystyk na koniec września ilość energii wytworzonej i zatwierdzonej jako zielona wyniosła 5,2 terawatogodziny. To niewiele ponad 1/3 ubiegłorocznej produkcji.

URE w swoich rachunkach bazuje na danych o zielonych certyfikatach, a prace nad wydaniem części z nich jeszcze są w toku. Ale nawet gdyby wszystkie trwające postępowania zostały rozstrzygnięte po myśli wytwórców, to według danych na koniec III kwartału ilość energii z OZE powstałej w kraju wyniosła niewiele ponad 9,1 TWh, wobec 14 TWh w całym 2012 r.

Tak istotny spadek wskazuje, że zielonych mocy wytwórczych powinno jeszcze przybywać, by w razie potrzeby móc stabilizować produkcję, gdyby w którymś z segmentów tego rynku pojawiły się zawirowania.

Opinia dla „Rz"

Piotr Wiśniewski | wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej

Poprzez niezrozumiałe dla przedsiębiorców i trwające już prawie cztery lata zaniechania i kontredanse w transpozycji dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (OZE) podważone zostało elementarne zaufanie inwestorów prywatnych co do intencji państwa. Większość z nas odbiera działania rządu jako celowe, a niektórzy wręcz jako wrogie. Można odnieść wrażenie, że rząd nie ma pomysłu na modernizację energetyki, a ulega presji lobby z państwowego oligopolu i boi się wstrząsów, które i tak nastąpią w sektorze węglowym, niezależnie od rozwoju (czy jego braku) OZE. Prezentuje przy tym co najmniej brak zrozumienia reguł rynku, a może nawet świadomie posługuje się półprawdami, by uzasadnić swoją politykę. Tak złego klimatu dla inwestorów niepublicznych, nie tylko w OZE, nie obserwowaliśmy od lat. Efekt: prywatne inwestycje w energetyce praktycznie zamarły. Realizowane są projekty przejęte przez oligopol państwowy, głównie od inwestorów zagranicznych, którzy wycofali się z Polski, albo te już rozpoczęte, które ze względu na zobowiązania finansowe muszą być ukończone. Nie daje to nadziei na osiągnięcie przez Polskę celu 15-proc. udziału OZE w konsumpcji finalnej, co spowoduje różne konsekwencje – od niemożności skorzystania z części środków z nowej perspektywy finansowej poprzez konieczność płacenia za tzw. transfery statystyczne, na karach za niewdrożenie dyrektywy skończywszy. By ten kryzys zażegnać, potrzebna byłaby zmiana tonu odpowiedzialnych za zamieszanie przedstawicieli rządu albo powierzenie tych spraw innym osobom, szybkie przyjęcie nowych przepisów w porozumieniu z branżą i odblokowanie mechanizmów finansowych.

W ubiegłym roku oddano instalacje odnawialnych źródeł energii (OZE) o łącznej mocy ponad 1300 MW. Cała moc wytwórcza OZE w kraju zwiększyła się więc o 40 proc. Powstawały głównie farmy wiatrowe.

Obecnie mocy również przybywa, ale już nie w takim tempie. Dynamika wzrostu oddawanych do użytku inwestycji wyniosła w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2013 r. 17 proc. Przybyło 760 MW mocy, głównie w wietrze.

Pozostało 93% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie