Jak ustaliła „Rzeczpospolita", toczą się właśnie rozmowy o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki Sarmatia, która ma odpowiadać za planowaną od lat budowę. Chodzi o pozyskanie kapitału na aktualizację studium wykonalności rurociągu w związku z trwającą budową Terminala Naftowego w Gdańsku. – Zmieniły się warunki na rynku naftowym – mówi Siergiej Skrypka, dyrektor Sarmatii. – Poza tym zmienia się sytuacja geopolityczna w Europie i znaczenia nabierają kwestie związane z bezpieczeństwem dostaw surowców. To sprawia, że pojawiają się szanse na przyspieszenie prac nad projektem.

Projekt przedłużenia ropociągu Odessa–Brody do Płocka to inwestycja, dzięki której rodzime rafinerie zyskałyby dostęp do alternatywnych źródeł ropy. Naftociągiem można byłoby dostarczać od 10 mln do przeszło 20 mln ton azerskiej ropy rocznie. Niewykluczone, że ostateczne decyzje udziałowców o budowie ropociągu zapadną w przyszłym roku. A to oznaczałoby, że nitka Odessa–Brody–Płock–Gdańsk mogłaby działać już w końcu 2018 r. – W razie potrzeby jej uruchomienie można jeszcze przyspieszyć – dodaje nasz rozmówca.

Udziałowcy Sarmatii – polski PERN, azerski SOCAR, gruziński GOGC, litewska Klaipedos Nafta oraz ukraińska UkrTransNafta – jeszcze w styczniu mają zgodzić się na podwyższenie kapitału spółki. Z kolei w I kwartale przyszłego roku Rada Ministrów ma przyjąć projekt tzw. ustawy korytarzowej opracowanej przez resort infrastruktury. To ma dodatkowo przyspieszyć budowę ropociągu od granicy z Ukrainą do Płocka.

– Ustawa powinna ułatwić Sarmatii akwizycję gruntów pod planowaną inwestycję – potwierdza Mariusz Kozłowski z Ministerstwa Gospodarki. Jak zaznacza, Sarmatia prowadzi intensywną współpracę z władzami 19 gmin, przez które ma przebiegać rurociąg. Uzgodniła wprowadzenie zmian w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. – Zostało nam jeszcze dziewięć gmin, które nie mają takich planów – wyjaśnia Siergiej Skrypka.

Przedstawiciele resortu gospodarki podkreślają, że inwestycja musi się opłacać. Tymczasem polskie firmy naftowe mają wątpliwości co do szans na realizację projektu przedłużenia ropociągu Odessa–Brody do Polski. Wskazują bowiem, że od terminalu nad Morzem Czarnym, gdzie miałyby przypływać tankowce z azerska ropą, zbyt blisko do opanowanego przez Rosjan Krymu. Nie ukrywają jednak, że jeśli UE dofinansuje projekt, a Ukraina poważnie weźmie się do budowy naftociągu przy granicy z Polską, inwestycja może mieć sens. – Potrzebna jest tylko wyraźna akceptacja polityczna wszystkich krajów biorących udział w tym projekcie – mówi menedżer jednej z naszych rafinerii.

Ukraińcom, którzy chcą uniezależnić się od dostaw surowców z Rosji, zależy na budowie naftowego łącznika z naszym krajem. – Bardzo poważnie rozpatrujemy projekt przedłużenia ropociągu Odessa–Brody dalej do Polski – przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Ołeksandr Todijczuk, wiceprezes ukraińskiego Naftohazu.

Po uruchomieniu tej magistrali możliwe byłoby również tłoczenie ropy z portu naftowego w Gdańsku w stronę Ukrainy, co zwiększyłoby jej bezpieczeństwo energetyczne.

W październiku 2013 r. Komisja Europejska zatwierdziła listę „Projektów wspólnego zainteresowania" Transeuropejskich Sieci Energetycznych. Wśród priorytetów wymieniono projekt Brody–Płock. Sarmatia chce po wykonaniu nowego studium wykonalności wystąpić po unijne pieniądze na tę inwestycję.