Czas na pełną liberalizację?

Pora na zlikwidowanie taryfy dla gospodarstw – przekonują eksperci. Minister mówi nie.

Publikacja: 28.03.2016 21:00

Czas na pełną liberalizację?

Foto: Fotorzepa/Sławomir Mielnik

– W perspektywie najbliższych lat nie widać przesłanek do tego, by miały się zmaterializować obawy regulatora mówiące o tym, że ceny pójdą znacząco w górę po uwolnieniu rynku – twierdzi Michał Suska, prezes firmy doradczej Energomix. Wskazuje przy tym na utrzymujące się niskie hurtowe ceny energii oraz spadające koszty zakupu uprawnień do emisji CO2.

Różne oceny

Zdaniem Suski cena prądu na TGE do 2020 r. nie przekroczy 180–190 zł/MWh. Na takie poziomy wskazywali jeszcze niedawno prezesi energetycznych koncernów. Dziś życzyliby sobie takich poziomów.

Tymczasem ze względu na spadające ceny surowców oraz wchodzącą w pierwszej kolejności energię ze źródeł odnawialnych (m.in. połączeniami transgranicznymi) w kontraktach terminowych na 2017 r. widzimy ok. 165 zł/MWh.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski nie przewiduje w jednak najbliższym czasie pełnej liberalizacji na rynku prądu. Bo – jak twierdzi – mogłoby to mieć znaczące skutki dla gospodarstw.

Nie zgadza się też na częściowe uwolnienie taryfy i wprowadzenie jej maksymalnego pułapu, o co bezskutecznie zabiega już trzeci rok z rzędu prezes URE: – Dotychczasowe konsultacje nie przyniosły konkretnych efektów – mówi nam Maciej Bando.

I on uważa, że obecny niestabilny spadkowy trend cenowy nie jest wystarczającą przesłaną do dalszego uwalniania rynku. Wskazuje też na konieczność wypracowania formuły tego procesu, by chronić nieświadomych odbiorców m.in. przed nadużyciami handlowymi.

Rachunki w górę

Pełnej liberalizacji z pewnością życzyliby sobie alternatywni sprzedawcy. Ale nie byłoby to korzystne dla tzw. sprzedawców z urzędu, czyli spółek córek grup PGE, Taurona, Enei i Energi oraz niemieckiego RWE.

Tyle że taki ruch spowodowałby wzrost konkurencji i w efekcie obniżki cen dla klientów indywidualnych, o których mało kto dziś rywalizuje (właśnie ze względu na taryfę utrzymującą marże na niskim poziomie).

Zdaniem Roberta Maja z Haitong Banku mogłoby to zniwelować podwyżki wynikające ze spodziewanego wzrostu stawek przesyłowych np. po wprowadzeniu opłaty za moc w ramach wsparcia dla elektrowni konwencjonalnych czy uwzględnieniu w rachunku za prąd opłaty za abonament RTV.

Opinia

Konrad Świrski, prof. Politechniki Warszawskiej, prezes Transition Technologies

Pełna liberalizacja rynku energii nie spowodowałaby natychmiastowego wzrostu cen. Istnieją wszelkie przesłanki do podjęcia decyzji o ich uwolnieniu. Jednak to otworzyłoby puszkę Pandory w przyszłości. Ten rynek nie jest symetryczny. Bo w sytuacji spadających cen hurtowych powinniśmy obserwować znacznie większą rywalizację o klientów i coraz lepsze oferty dla nich. Tymczasem ten proces idzie powoli. Ale w przypadku realizacji negatywnego scenariusza, tj. gwałtownego wzrostu cen hurtowych np. w wyniku wyższych kosztów uprawnień do emisji CO2, niemal natychmiast zostają one przerzucone na odbiorców. Dlatego nie sądzę, by kiedykolwiek doszło do pełnej liberalizacji. Politycy wolą trzymać ten bezpiecznik w ręku.

– W perspektywie najbliższych lat nie widać przesłanek do tego, by miały się zmaterializować obawy regulatora mówiące o tym, że ceny pójdą znacząco w górę po uwolnieniu rynku – twierdzi Michał Suska, prezes firmy doradczej Energomix. Wskazuje przy tym na utrzymujące się niskie hurtowe ceny energii oraz spadające koszty zakupu uprawnień do emisji CO2.

Różne oceny

Pozostało 87% artykułu
Elektroenergetyka
Ukraina zaskoczyła. Wyprodukowała nadmiar prądu i wspomogła Polskę
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Elektroenergetyka
Enea podaje wyniki i przypomina o zawieszeniu NABE
Elektroenergetyka
Kolejny państwowy kontrakt-widmo. Tak się kończy kupowanie biomasy na pustyni
Elektroenergetyka
Straty Ukrainy po największym rosyjskim ataku na obiekty energetyczne
Elektroenergetyka
Enea po Orlenie. Kolejny kontrakt-widmo, tym razem na biomasę