Czym zajmuje się Narodowe Centrum Analiz Energetycznych?

Jesteśmy centrum naukowo-przemysłowym w rozumieniu ustawy o instytutach badawczych. To centrum, tak jak mówi ustawa Prawo energetyczne, zostało powołane przez trzech państwowych operatorów w energetyce: Polskie Sieci Elektroenergetyczne jako operatora systemu przesyłowego elektroenergetycznego, Gaz-System, czyli operatora gazowego systemu przesyłowego, oraz PERN, czyli spółkę, która zajmuje się przesyłaniem paliw ciekłych. Mamy też w naszej strukturze jednostkę naukową, którą jest Narodowe Centrum Badań Jądrowych. W ramach naszego centrum naukowo-przemysłowego mamy też jedną spółkę z grupy kapitałowej PSE, tj. PSE Innowacje. Dostarczamy analizy, koncepcje, prognozy, ale także narzędzia wspierające planowanie transformacji energetycznej na poziomie krajowym oraz samorządowym, jak również z obszaru bezpieczeństwa energetycznego kraju. Działamy głównie na rzecz administracji i dla organu regulacyjnego, czyli Prezesa Urzędu Regulacji Energetycznej, ale równocześnie opracowujemy także autorskie koncepcje rozwiązań, np. w zakresie lokalnego bilansowania produkcji i zużycia energii elektrycznej.

Do kogo trafią wasze analizy?

Obecnie są to przede wszystkim minister energii, prezes URE…

…a premier?

Oczywiście, poprzez Ministerstwo Energii, nasze analizy mogą trafić także na jego biurko.

A jak często minister energii prosi o przygotowanie takich analiz?

To jest permanentna współpraca. Minister zwrócił się ostatnio do nas z prośbą o przygotowanie analizy dot. taryf dla odbiorców przemysłowych, tj. o dużym zużyciu energii. Przedstawiliśmy przegląd różnych rozwiązań europejskich. Minister powołał w tej sprawie zespół, w ramach którego pracujemy także my. Wcześniej prezes URE poprosił nas o przygotowanie analiz dotyczących średniego kosztu kapitału, tzw. WACC. Ale poza zleconymi raportami i opracowaniami jesteśmy w stałym kontakcie i współpracy z ministerstwem, np. w sprawie przygotowania założeń do opracowania Polityki energetycznej Polski.

Czy z waszych analiz, które przeprowadzacie na potrzeby Ministerstwa Energii, rządu, wynika, że w najbliższym czasie zabraknie nam mocy w kontekście transformacji lub energii elektrycznej?

NCAE przygotowuje analizy, które mogą być wykorzystane zarówno przez ministra, jak i przez nasze spółki założycieli. To, o co pan pyta, jest w domenie zadań operatora, czyli PSE. My nie tworzymy dokumentu nt. oceny wystarczalności generacji w Polsce. Raczej dajemy wsad, np. analizujemy koszty rozwoju i utrzymania różnych technologii.

Zapytam inaczej: czy szybko spadający udział źródeł konwencjonalnych w systemie energetycznym przy jednocześnie rosnącym dynamicznie udziale OZE stanowi według tych liczb, które widzicie i które raportujecie, zagrożenie dla równowagi systemu energetycznego?

Wedle raportów PSE, które powstają m.in. z udziałem naszych analiz, takiego zagrożenia nie ma.

Dostrzegacie jednak, czy zapotrzebowanie na energię jest pokrywane…

Nie ma tu zagrożenia, a zapotrzebowanie jest pokrywane. Oczywiście zawsze może powstać pytanie, jakim kosztem: które technologie są tańsze, które droższe…

…i patrząc na koszty rynku mocy (forma dotacji publicznej – red.) wybraliśmy drogi mechanizm…

…ale pytanie brzmi: czy inny byłby tańszy? Oczywiście, rynek mocy to system wsparcia obecnie głównie dla technologii gazowych, ale też magazynowych. To trend ogólnoeuropejski; źródła gazowe są budowane w całej Europie, a skoro jest coraz większy popyt na te źródła, to koszt ich budowy rośnie.

Wspomniał pan, że zajmujecie się liczeniem kosztów przy danej technologii. A czy z tego liczenia wynika wam, że obecny model transformacji będzie nas dużo kosztował?

Nie znam precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze, dlatego, że określenie „dużo” jest pojęciem względnym, a po drugie – co ważniejsze – kluczowy jest punkt odniesienia, tzn. jaki byłby koszt, gdybyśmy wybrali inne rozwiązanie lub nie wprowadzali żadnych zmian. W swoich analizach skupiamy się na energetyce. Oceniamy dostęp do różnych surowców, zbieramy dane, na podstawie których tworzymy analizy szans rozwoju różnych technologii, możliwego tempa tego rozwoju, spadających cen itp. Poszukujemy zawsze takich scenariuszy, które są najbardziej optymalne kosztowo. Ale też kryterium kosztowe nie może być jedynym, które jest brane pod uwagę. Na decyzje w energetyce wpływają także np. czynniki makroekonomiczne, globalizacja czy postęp technologiczny. Transformacja energetyczna w kierunku źródeł odnawialnych nie jest celem samym w sobie. Ona wynika z potrzeb gospodarki, z tego, że technologicznie gonimy inne kraje, że przemysł poszukuje taniej i czystej energii, że postępująca elektryfikacja jest skutecznym narzędziem do dekarbonizacji gospodarek itd.

Czy udział OZE w produkcji energii na poziomie 70 proc. w perspektywie kolejnych 15 lat przysłuży się nie tylko dekarbonizacji, ale i gospodarce?

Uważam, że ten trend wynika z potrzeb gospodarki. Z jednej strony są firmy, które sprzedają technologie OZE czy firmy handlujące energią z tych technologii. Z ich perspektywy tempo rozwoju OZE powinno być jak najszybsze, ponieważ szukają przestrzeni dla własnego rozwoju i zysku. Z drugiej strony musi być także popyt na te wszystkie technologie i związane z nimi usługi. Duży popyt na energię elektryczną pojawia się w innych sektorach niż tylko energetyka. To jest właśnie efekt coraz bardziej powszechnej elektryfikacji w ciepłownictwie i ogrzewnictwie czy transporcie. Różne branże szukają swojego modelu transformacji – często właśnie poprzez dostęp do technologii wykorzystującej energię elektryczną, szczególnie ze źródeł niskoemisyjnych.

A gdyby potrzeby gospodarki sięgały 90 proc. energii z OZE?

Uważam, że to nadal możliwe. O udziale technologii OZE zdecydują potrzeba gospodarki, koszty oraz globalne trendy, w tym makroekonomiczne. Dziś obserwujemy np. wyraźny spadek kosztów magazynów energii. Nie można wykluczyć, że w niedługim czasie będziemy mieli nowe technologie magazynowe, które okażą się przełomem na rynku i koszty radykalnie spadną. Jeśli tak będzie, to weryfikacja założeń o nowe uwarunkowania może pokazać, że i 80 proc. OZE w systemie będzie możliwe, bezpieczne i opłacalne.

Koszty technologii zapewne spadną, ale koszt bilansowania już nie, i to też przełoży się na rachunek ekonomiczny…

Jeśli planujemy rozwój energetyki w dłuższej perspektywie czasowej, to powinniśmy patrzeć na pełny rachunek ekonomiczny, a nie wyłącznie na poszczególne składowe. Jeśli powiemy, że będą nam rosły koszty bilansowania wyłącznie ze względu na większy udział jakiejś technologii w miksie energetycznym, to taki scenariusz zapewne się nie sprawdzi. Dlatego, że rachunek końcowy dla klienta będzie rzeczywiście za wysoki. Jednak zawsze powinniśmy szukać punktu odniesienia.

To znaczy?

Sprawdzać, co jest alternatywą i jak kosztowne jest trwanie przy scenariuszu, w którym nic nie robimy. Podam przykład. Moglibyśmy pozostać dalej przy kasetach VHS; długo nam przecież służyły. Tylko rozwoju technologii na świecie nie powstrzymamy. Ja mogę nadal pozostać przy VHS, ale w perspektywie kolejnych lat to oznacza coraz szybciej rosnące koszty serwisu magnetowidu czy zakupu kaset. A wynika to z faktu, że praktycznie nikt tego typu sprzętu już nie produkuje i nie naprawia. Świat jest w zupełnie innym miejscu. Przestał tego używać. To już nie jest technologia masowa, więc nie opłaca się kształcić specjalistów w tym zakresie. Koszt użytkowania starszych technologii niewspółmiernie rośnie, bo są już bardzo rzadko dostępne i praktykowane.

Tym VHS w energetyce jest węgiel?

W Europie węgiel kamienny wydobywamy już praktycznie tylko w Polsce, a liczba godzin pracy elektrowni węglowych systematycznie spada. Planując strategię energetyczną musimy pamiętać o kosztach użytkowania danych technologii i ich dojrzałości.

…i będziemy używać elektrowni gazowych?

Jednostki gazowe, jak wynika z różnych scenariuszy, będą pełniły funkcje przede wszystkim regulacyjne w systemie elektroenergetycznym, czyli takie, które będą uzupełniały bilans produkcji energii w okresach bardzo wysokiego zapotrzebowania na energię elektryczną, które nie może zostać pokryte przez inne technologie. Jednostki gazowe nadają się do tego ze względu na elastyczność profilu pracy, możliwość szybkiej zmiany obciążenia itd. Te jednostki, przy odpowiednio dużym udziale źródeł OZE w miksie produkcyjnym, będą pracować w relatywnie krótkich okresach, więc ilość gazu potrzebna do produkcji energii elektrycznej w tym reżimie pracy nie będzie istotnie duża. Mówimy o jednostkach dużych, gazowych, regulacyjnych w systemie, których koszt utrzymania jest wspierany poprzez rynek mocy. Natomiast trzeba pamiętać, że technologie gazowe znajdą również swoje zastosowanie w ciepłownictwie i w tym obszarze jednostki te będą zapewne pobierały więcej gazu.

O rozmówcy

Rafał Gawin

W roku 2002 pracował jako inżynier budowy w spółce Elbud. W Urzędzie Regulacji Energetyki pracował od
2004 r. Był ekspertem, doradcą prezesa URE, szefem zespołów branżowych. W 2013 r. pracował w Agencji ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER). W 2014 został zastępcą dyrektora Departamentu Rozwoju Rynków i Spraw Konsumenckich URE. Na stanowisko prezesa Urzędu Regulacji Energetyki powołany został w 24 lipca 2019 r. Jego pięcioletnia kadencja dobiegła końca w lipcu 2025 r. Od listopada 2025 r. jest dyrektorem Narodowego Centrum Analiz Energetycznych działającego w ramach Polskich Sieci Elektroenergetycznych.