– Nasza propozycja będzie miała na celu: zmniejszenie zapotrzebowania na energię elektryczną, limit cenowy na rosyjski gaz rurociągowy, pomoc wrażliwym konsumentom i przedsiębiorstwom dzięki dochodom z sektora energetycznego oraz umożliwienie wsparcia producentom energii elektrycznej stojącym w obliczu problemów z płynnością – zapowiedziała na Twitterze Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Bruksela wykorzystała już arsenał łagodnych środków zapobiegających wzrostowi cen energii. I mimo wielu obaw przechodzi do etapu działań nadzwyczajnych – będzie interweniować na rynku. W najbliższy piątek, 9 września, ministrowie energii państw UE spotkają się w Pradze, żeby uzgodnić wspólne działania. Przed spotkaniem KE przedstawiła zarys możliwych opcji, z których zaleca dwie: sterowanie popytem tak, żeby zmniejszać go w godzinach największego zapotrzebowania oraz limit cenowy na energię produkowaną ze źródeł, które nie są poddane nadzwyczajnej presji kosztowej, czyli z wiatru, słońca czy atomu. Dodatkowo będzie też propozycja nałożenia limitu na gaz importowany rurociągami z Rosji. KE ciągle opiera się bardziej drastycznym środkom, częściowo stosowanym już na poziomie krajowym, np. w Hiszpanii i Grecji.

Czytaj więcej

Macron wzywa Francuzów do zmniejszenia zużycia energii o 10 proc.

Groźba rozruchów

Obecny kryzys spowodowany jest wieloma czynnikami. Główny to polityka Rosji, która ogranicza dostawy gazu do UE. Państwa europejskie w reakcji na wojnę na Ukrainie starają się uniezależnić od rosyjskiej energii, ale w krótkim czasie nie da się pozyskać tyle tego surowca ze źródeł alternatywnych, żeby skompensować ubytek importu z Rosji. Na działania Kremla nałożył się globalny wzrost popytu na energię spowodowany silnym odbiciem gospodarki po okresie pandemii. Wszystko to powoduje wzrost cen energii elektrycznej, bo na rynku europejskim to cena gazu jest referencyjna. Nawet jeśli energia jest produkowana z innych, tańszych źródeł, to wycena jest ustalona według ceny gazu. To miało być zachętą dla producentów do przechodzenia na tańszą energię odnawialną i finansować im inwestycje, też w całej UE była ona w ostatnich miesiącach znacznie niższa ze względu na konserwację francuskich reaktorów jądrowych. W lipcu 2022 r. moc francuskiej elektrowni jądrowej wyniosła 25 GW, czyli 40 proc. całkowitej mocy. Obecnie 29 z 56 elektrowni jądrowych nie produkuje elektryczności lub produkuje jej zdecydowanie za mało. Rekordowa susza z jednej strony powoduje niedobór energii wodnej oraz problem z transportem węgla (niski poziom Renu i innych rzek), a z drugiej wpłynęła na zwiększenie popytu ze względu na zapotrzebowanie na chłodzenie. W rezultacie ceny energii elektrycznej rosną, co wpływa na wzrost cen, ograniczenie produkcji przemysłowej, a nawet konieczność zamknięcia niektórych zakładów, a także na coraz większe koszty dla gospodarstw domowych. Rządzący boją się rozruchów społecznych, dlatego niektóre państwa członkowskie – np. Hiszpania, Francja czy Grecja – od dawna naciskają na interwencję na rynku unijnym. Jednak do tego wymagana była zgoda większości, a do tej pory wielu się opierało, przede wszystkim Niemcy, ale także np. Holandia i niektóre inne kraje broniące modelu rynkowego.

Na razie łagodnie

Ostatecznie jednak Berlin ustąpił, dzięki czemu KE mogła opracować zestaw możliwych opcji. W nieoficjalnym dokumencie, który widziała „Rzeczpospolita”, Bruksela proponuje na razie w miarę łagodne działania, a konkretnie dwie opcje. Jedna miałaby polegać na sterowaniu popytem przez państwa członkowskie, żeby mniej było zapotrzebowania na prąd w godzinach szczytu. Druga to limit cenowy na elektryczność produkowaną ze źródeł odnawialnych oraz z atomu. KE zaleca, żeby ustalić go na takim poziomie, który nie zniechęci firm do dokonywania inwestycji w nowe technologie.

Bruksela przedstawia też inne opcje, ale zdecydowanie ich nie zaleca. Jedna to bezwzględny limit cenowy na hurtową cenę energii elektrycznej. Zdaniem KE taki środek doprowadziłby do zatrzymania przepływów energii między krajami (nie byłoby już zróżnicowania cenowego) i mógłby skutkować obniżeniem mocy przez producentów, czy nawet blackoutami. Innym możliwym instrumentem jest ten stosowany już na Półwyspie Iberyjskim: dopłaty dla producentów energii z gazu czy węgla, tak żeby mogli utrzymać niższą cenę dla odbiorców. Zdaniem KE krótkoterminowo daje to oczywiście efekt niższych cen, ale zachęca też do produkcji energii z gazu, od którego należy odchodzić. Komisji nie podoba się też pomysł neutralizowania systemu ETS (handlu certyfikatami do emisji CO2). Takie kraje jak Polska chciałyby jakiejś interwencji na tym rynku, ale zdaniem KE byłoby to wbrew podstawowemu celowi polityki klimatycznej, jakim jest dekarbonizacja.