W wyniku walki z koronawirusem krajowa gospodarka wyhamowała, a zużycie prądu spadło. To zaś wpłynęło na przecenę energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii. Stawki spadły przede wszystkim na rynku spotowym – średnia z kwietnia sięgała 150,15 zł za megawatogodzinę (MWh) i w porównaniu ze styczniem zmniejszyła się o 21 proc. W tym samym czasie o 11 proc., do 225,77 zł/MWh, spadały ceny w kontraktach rocznych, które uzależnione są głównie od kosztów emisji CO2. Firmy, które mimo obecnych zawirowań będą miały zdolność do zakupu energii w dołku, mogą więc liczyć na oszczędności.
– Niższe obecnie ceny energii są szansą dla tych firm, które w mniejszym stopniu odczuwają skutki epidemii. Dzięki nim mogą na dłuższy okres zabezpieczyć niższe koszty prądu, a co za tym idzie – poprawić konkurencyjność swojej firmy – przekonuje Paweł Wierzbicki z Axpo Polska.
Z kolei dla firm sprzedających prąd zagwarantowanie klientom niższych cen może być pomocne w zwiększeniu udziałów w rynku.
Idą zmiany
Z analizy przeprowadzonej przez Axpo Polska wynika, że pandemia zmienia nie tylko ceny prądu, ale też polityki sprzedażowe firm handlujących energią. Eksperci przewidują, że ze względu na niepewną sytuację gospodarczą spółki energetyczne będą mniej elastyczne np. w kwestii odraczania płatności przedstawicielom tych branż, które zostały najmocniej dotknięte przez pandemię. Dotychczasowe terminy wynoszące 60, a nawet 90 dni mogą zostać zastąpione 30-dniowymi.
Co więcej, w umowach z nowymi klientami przemysłowymi zaczną się pojawiać nieistniejące wcześniej zapisy o ograniczonej tolerancji zużycia energii. Do tej pory klient nie deklarował, ile prądu zużyje – płacił tylko za tyle, ile wykorzystał. Mniejsze zużycie energii w dobie pandemii zmusi jednak sprzedawców do zmiany podejścia w tej kwestii. Jeśli bowiem klient przestaje zużywać energię, a jej ceny spadają, to spółka energetyczna, która wcześniej zabezpieczyła dla tego klienta energię po wyższych cenach, teraz odsprzedaje ją ze stratą.