Minister przemysłu prof. Marzena Czarnecka i minister aktywów państwowych Borys Budka spotkali się w Brukseli z wiceprzewodniczącymi Komisji Europejskiej: Margrethe Vestager, która pełni też funkcję komisarza ds. konkurencji, i Maroszem Szefczoviczem, odpowiedzialnym za wdrożenie Zielonego Ładu w UE.

Głównym tematem koncentrujących się na pomocy publicznej dla sektora elektroenergetycznego rozmów była notyfikacja pomocy publicznej dla kopalń. Chodzi o sięgające 28,8 mld zł do końca 2031 r. dotacje z krajowego budżetu do tzw. redukcji wydobycia węgla. Środki trafiają do notujących straty spółek wydobywających węgiel energetyczny.

Z pomocą pracownikom kopalni

Bruksela kierunkowo zaakceptowała pomoc publiczną na pakiet socjalny przeznaczony dla pracowników elektroenergetyki węglowej i odkrywek węgla brunatnego.

Program o wartości 300 mln euro ma złagodzić koszty społeczne związane z zamykaniem elektrowni węglowych. Przewidziane w ramach tego środka wsparcie przyjmie formę rocznej odprawy, na którą pracownicy mogą się zdecydować, w zamian za odprawę przewidzianą w obowiązujących układach zbiorowych pracy. Program będzie realizowany przez dekadę, do lutego 2034 r. Chodzi o pracowników PGE, Taurona, Enei, Energi i ZE PAK-u.

Czytaj więcej

Bogdanka pokazuje wysoki zysk za ubiegły rok

W kluczowej, budzącej najwięcej kontrowersji, części pomocy dla kopalń węgla kamiennego ustalono, że prace nad programem oraz złożonym wnioskiem notyfikacyjnym będą kontynuowane. W dokumentach KE uzgodnioną datą graniczną wydania decyzji jest czerwiec 2024 r.

Górnicy poczekają

Pierwsze środki z budżetu państwa na finansowanie dopłaty do redukcji zdolności produkcyjnych polskie kopalnie już otrzymały – mimo braku formalnej zgody KE. Była to kwota łącznie 1,6 mld zł – z czego PGG dostał 1,43 mld zł, a Południowy Koncern Węglowy (PKW – dawniej Tauron Wydobycie) – 177 mln zł. Kopalnie otrzymały te środki w 2022 r.

W 2023 r. nie zgłosiły one zapotrzebowania na pomoc Skarbu Państwa. Wynikało to z bardzo dobrych wyników finansowych w 2022 r. Wówczas, w czasie kryzysu energetycznego, wynik netto największej grupy kopalń – PGG – wyniósł 2,53 mld zł. Ceny węgla biły rekordy w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Przed kryzysem, w 2021 r., spółka odnotowała jednak stratę rzędu 3,8 mld zł.

Wojenna hossa nie trwała jednak długo. W listopadzie 2023 r. kopalnie prognozowały lukę w przychodach w 2024 r. łącznie na ok. 7 mld zł. Z tego ok. 5,5 mld zł przypadałoby na PGG, a pozostała część – głównie na PKW. Niewielkie potrzeby zgłaszał także Węglokoks Kraj. Nowy rząd zapewnił, że te środki zostały zabezpieczone w tegorocznym budżecie.

Branża przewiduje, że i na tę pomoc Komisja Europejska w końcu da zgodę. – Notyfikacja się dokona i będzie ona szybka. Dotychczas to się nie udało, bo rotacja ministrów odpowiedzialnych za górnictwo była bardzo duża, a ich wiedza merytoryczna była niewielka. KE zgodzi się na notyfikację pomocy publicznej w takim harmonogramie, jaki został złożony – mówi Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za górnictwo.

Jego zdaniem kopalnie powinny działać tak długo, jak będzie to ekonomicznie opłacalne. – Moim zdaniem będzie to wcześniej niż w 2049 r., terminie wynikającym z umowy społecznej – mówi o zamykaniu kopalń. – Kopalnie – poza Bogdanką, JSW (węgiel koksujący) i może dwoma kopalniami na Śląsku – dość szybko przestaną działać. Utracą bowiem konkurencyjność – dodaje.

Tego samego zdania jest przewodniczący związku Sierpień ’80 Bogusław Ziętek. – Jestem przekonany, że KE da zielone światło dla pomocy publicznej. Bruksela zdaje sobie sprawę z problemów energetycznych Europy. Do wygaszania kopalń trzeba podchodzić bardziej technicznie, a mniej ideologicznie. Oznacza to, że część kopalń mogłaby działać dłużej, ale koncentrując się na wydobyciu węgla koksującego, a nie energetycznego. Jednak rok 2049 r. – jako data wygaszenia polskiego górnictwa – moim zdaniem jest nienaruszalny – podkreśla Ziętek.

Po spotkaniach z minister Czarnecką jest on dobrej myśli. – Czekamy jeszcze na wymianę zarządów spółek energetycznych, co pozwoliłoby na przyspieszenie zmian w polskim górnictwie – dodaje.

Rosnące zwały

Problemy finansowe branży potęgują zwały węgla kamiennego przy kopalniach i elektrowniach. Zgodnie z danymi Agencji Rozwoju Przemysłu ilość takich zapasów węgla kamiennego energetycznego według stanu na listopad 2023 r. wynosiła ok. 4,3 mln ton. W analogicznym okresie roku poprzedniego było to zaledwie 1,8 mln ton.

Idąc dalej, według danych Agencji Rozwoju Energii stan zapasów paliw w elektrowniach i elektrociepłowniach (zawodowe i przemysłowe) na koniec listopada wynosił ok. 8,9 mln ton (w przypadku węgla kamiennego). Rok wcześniej było to 5,7 mln ton. – Przedsiębiorstwa posiadały zatem dość znaczną w stosunku do wielkości wymaganej nadwyżkę węgla kamiennego – informuje nas Urząd Regulacji Energetyki.

Rosnące lawinowo zapasy węgla niepokoją związki zawodowe i górniczą Solidarność.