Zdaniem analityków embargo na ropę rosyjską pozostawia możliwości manewru w przypadku, gdyby miało potrwać dłużej.

Taka dłuższa perspektywa – w opinii Doroty Sierakowskiej, analityk DM BOŚ – to wystarczający czas na przygotowanie się na zakaz importu. Zwłaszcza że w tym okresie może zmienić się także sytuacja polityczna, co owocowałoby modyfikacją reguł założeń sankcji. – Podejmowanie decyzji, które mają obowiązywać za sześć miesięcy, jest w obecnej sytuacji wyjątkowo trudne ze względu na dynamicznie zmieniającą się sytuację w Ukrainie, jak również wątpliwości dotyczące stanu globalnej gospodarki za pół roku – ocenia. Zwraca też uwagę, że w efekcie dynamicznie podwyższanych stóp procentowych i utrzymujących się wysokich cen paliw popyt na paliwa prawdopodobnie się osłabi w drugiej połowie tego roku.

Skokowego wzrostu cen obecnie nie mamy, głównie dzięki stopniowaniu zapowiedzianych sankcji. W ocenie analityk BM Reflex Urszuli Cieślak wpływ mają tu takie czynniki jak stabilniejsza złotówka. – Ropa oczywiście drożała, ale trwałego wzrostu cen nie widzimy. Reakcja na zapowiedzi embarga była umiarkowana także dlatego, że częściowo rezygnacja z rosyjskiej ropy już jest uwzględniana w cenach. Proces odreagowania będzie rozłożony na etapy – mówi. Jej zdaniem to jeszcze nie taki czas, aby rynek mógł skokowo zareagować na embargo. – Będziemy obserwować zwyżki cen, ale stopniowe. Na tę chwilę sankcje nie są czynnikiem, który wpływa bezpośrednio na ceny paliw – twierdzi Cieślak.

Oceniając skutki embarga na paliwa i także objęte nim produkty naftowe, podkreśliła, że spółki już przygotowują się na takie realia. Np. poprzez wynajęcie przez Unimot terminalu w Danii. – Są perspektywy zagospodarowania tego popytu. Nasze rafinerie mogą zwiększyć produkcję, licząc na zacieśnienie współpracy z firmą Saudi Aramco, która poza ropą może zabezpieczyć dostawy także paliw. Jest jeszcze kilka miesięcy na zabezpieczenie dostaw – dodaje.

Sceptyczny jest analityk DM mBanku Kamil Kliszcz. Jego zdaniem znaczące zwiększenie produkcji paliw, jak i oleju napędowego bez inwestycji może być teraz bardzo trudne. – Orlen planuje w litewskiej rafinerii Możejki, dostarczającej paliwa do Polski, inwestycję w instalację hydrokrakingu, w Płocku zaś trwają prace nad instalacją Visbreakingu. Pozwalają one na efektywne zagospodarowanie pozostałości z produkcji paliw. Może to zwiększyć produkcję paliw, ale nie z dnia na dzień – powiedział Kliszcz. Podkreślił, że nie ma jednak możliwości zastąpienia importu paliw z Rosji tylko krajową produkcją. – Import w przypadku oleju napędowego wynosi blisko 30 proc. naszej konsumpcji, z czego blisko dwie trzecie importujemy z Rosji. Nie uda się nam tak dużej ilości zastąpić wolumenem z krajowych rafinerii. Bez zwiększonego importu z innych kierunków niż Rosja nie uda się zaspokoić krajowych potrzeb – wskazuje.

Dodaje, że możliwość importu paliw dotyczy takich kierunków jak Arabia Saudyjska, USA, a okresowo też Szwecja czy Finlandia. Analitycy są pewni, że znalezienie alternatywy będzie wiązało się z dużymi kosztami.

Czytaj więcej

Ropy i paliw w Polsce nie zabraknie, ale mogą być droższe