Mimo największego od dziesięcioleci kryzysu, który zachwiał bezpieczeństwem energetycznym w Polsce, z badań IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że nie tylko nie spada wysokie poparcie dla OZE, ale najwięcej Polaków widzi w nim sposób na poprawę sytuacji gospodarstw domowych tej zimy. Co czwarty Polak chce, by rząd pilnie uchwalił ustawę wiatrakową, powrócił do korzystniejszych rozwiązań dotyczących paneli słonecznych oraz wdrożył program lokalnych biogazowni – wynika z naszego sondażu. Najwięcej, 77 proc. respondentów głosujących „za” to elektorat opozycji (PiS tylko 35 proc.) i aż 91 proc. to młodzi ludzie w przedziale 18–29 lat. Co ciekawe, przychylność dla zielonej energii jest wysoka na wsiach – aż 68 proc. jej mieszkańców opowiada się za tą opcją.

Czytaj więcej

Polski system energetyczny uniknął „czarnego piątku”. Zaledwie 4 proc. rezerwy

Polacy (51 proc. wyborcy opozycji i 21 proc. wyborcy PiS) chcą także oszczędzać energię – nie tylko u siebie w mieszkaniach i domach, ale by robiły to także gminy. Ministerstwo klimatu zapewnia „Rz”, że rząd chce zachęcić Polaków do oszczędzania energii elektrycznej. „Zgodnie z projektem ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców energii elektrycznej w 2023 roku w związku z sytuacją na rynku energii elektrycznej, w 2024 r. gospodarstwa domowe otrzymają specjalny upust, jeśli w 2023 r. zużyją nie więcej niż 90 proc. energii z 2022 r. Wartość upustu będzie wynosiła 10 proc. całkowitych kosztów zużycia energii elektrycznej w 2023 r.” – odpisuje nam resort, dodając, że administracja rządowa i samorządowa będzie zobowiązana do zmniejszenia zużycia prądu o 10 proc. już od 1 października 2022 r. Rząd nie zdecydował się obniżyć wzorem innych państw ogrzewania w budynkach, które przyniosłyby największy zysk dla środowiska.

Do oszczędności zachęcają producenci prądu jak np. państwowy Tauron, który zachęca firmy do audytu energetycznego który pozwala zmniejszyć zużycie do 30 proc.

Chaos i niepokój związany z wysokimi cenami prądu i gazu oraz brakiem węgla dla gospodarstw domowych (tym surowcem ogrzewa się ponad 3,5 mln domostw) powoduje coraz większą panikę na rynku. PGG, największy polski producent węgla dla gospodarstw domowych, sam nie jest w stanie zaspokoić popytu – węgla, który i tak już podrożał w ciągu miesiąca o 20 proc., nie jest w stanie kupić przez internet większość chętnych. – Najpierw trzeba się zalogować do sklepu i o godz. 16 rusza sprzedaż. Trwa kilka minut, serwer jest przeciążony ilością chętnych. A takie dni handlowe są tylko dwa w tygodniu. To absurd – opowiada nam Jarosław, który od miesiąca próbuje nabyć dla rodziców ekogroszek.

Nie dziwi więc, że blisko co drugi ankietowany w sondażu IBRiS wskazał, że Polska, by poradzić sobie z kryzysem, powinna zwiększać wydobycie węgla w Polsce (aż 79 proc. wyborców PiS wskazało tę opcję i co siódmy opozycji). 13 proc. zaproponowało nawet, by zrezygnować z zakazu importu surowców energetycznych z Rosji, od której od lat kupowaliśmy znaczną część potrzebnego nam węgla. Teraz do kraju płynie węgiel m.in. z Kazachstanu i Kolumbii. Co ciekawe, za zniesieniem sankcji jest 22 proc. respondentów sprzyjających PiS i 11 proc. opozycji.

Czytaj więcej

Finlandia postawi wiatraki przy granicy z Rosją

Według Janusza Piechocińskiego, byłego wicepremiera i ministra gospodarki rządu PO–PSL, rząd PiS ostatnie lata zmarnotrawił. – Wojna na Ukrainie i broń energetyczna, jaką w ramach odwetu zastosował wobec Europy Putin ujawniły tylko wierzchołek naszych problemów. Dziś łatamy coś, co nie trzyma się kupy – mówi Piechociński. Jak wylicza, na powstanie farm wiatrowych potrzeba ok. dwóch lat, na zwiększenie wydobycia – nawet trzech lat. – W ciągu ostatnich dwóch sezonów grzewczych w Polsce, zasoby spadły o 84 proc. Nie było wtedy wojny, ale nikogo te dane nie interesowały. Nikt nie zatrzymał nawet tegorocznego eksportu węgla z Polski. To coś więcej niż chaos – ocenia Piechociński.