Skutek ustawy: wzrost kosztów oraz odpisy

123RF

Spółki pod kontrolą Skarbu Państwa mają 19 proc. z ok. 5,3 tys. MW mocy wiatrowych. Zainwestowały w nie dotąd ok. 5 mld zł. Część z tego będą musiały odpisać.

– Trzeba mieć świadomość dużej kapitałochłonności tych inwestycji i ich relatywnie długiego okresu zwrotu. Dlatego istotne zmiany regulacyjne mogą wpływać na rentowność i w konsekwencji naruszać ochronę praw nabytych inwestorów – mówił przedstawiciel MSP na środowym posiedzeniu Komisji Energii i Skarbu Państwa.

Nawiązał tym do procedowanego w Komisji Infrastruktury poselskiego projektu ustawy w zakresie inwestycji w farmy wiatrowe, którego skutkiem będą ograniczenia dla inwestycji nowych oraz wzrost obciążeń technicznych i podatkowych dla istniejących instalacji.

Różnica zdań

Andrzej Piotrowski, wiceminister energii, powoływał się na dane przedstawione przez sektor energetyczny, ale dodał, że uważa je za przeszacowane.

Z jego słów wynika, że koszty eksploatacyjne istniejących w Polsce farm wiatrowych wzrosną o 370 mln zł rocznie, a państwowe firmy energetyczne mogą się zmierzyć z koniecznością odpisów wartości aktywów wiatrowych. W tym kontekście wymienił kwotę 2 mld zł.

Jednak Ministerstwo Energii nie jest przeciwne poselskiemu projektowi ustawy odległościowej.

– Według nas poselski projekt nie dyskredytuje poprawnie działających farm, choć faktycznie wprowadza poważne ograniczenia dla przyszłych instalacji (wprowadza minimalną odległość farm od zabudować na poziomie dziesięciokrotnej wysokości masztu wraz z turbiną – red.) – zaznaczył Piotrowski.

Ideą przyświecającą resortowi jest wsparcie dla tych źródeł OZE, które wnoszą wartość dodaną do gospodarki. – Wiatraki do takich nie należą. Nie chcemy dawać im jakichkolwiek preferencji – dodał Piotrowski.

Jako przykład takich źródeł podawał m.in. biogazownie, które w odróżnieniu od wiatraków i paneli fotowoltaicznych pracują przez większość godzin w roku, ale także mikro- i makroklastry energetyczne będące samowystarczalnymi energetycznymi wyspami, choć połączonymi z zawodowymi elektrowniami. Jak zaznaczył Piotrowski, te źródła będą przez rząd szczególnie wspierane.

Skromnie o kolejnych

Przedstawiciele PGE, Taurona, Energi oraz Enei niewiele mówili o perspektywach rozwoju tego segmentu. Wiceprezes największej spółki energetycznej w kraju Ryszard Wasiłek stwierdził, że PGE do 2020 r. planuje budowę farm wiatrowych o łącznej mocy 421 MW. W ich przypadku decyzja inwestycyjna jeszcze nie zapadła i jest uzależniona od przyszłych regulacji.

Z kolei przedstawiciele zarządów Energi i Tauronu poinformowali, że nie mają obecnie planów rozbudowy energetyki wiatrowej. Firmy mają odpowiednio 211 i 201 MW w farmach lądowych.

Przedstawiciel Energi tłumaczył to problemami ze zbilansowaniem mocy wiatrowych dostarczanej do sieci przez innych inwestorów farm na swoim terenie dystrybucji. Z kolei Tauron nie ma kolejnych środków w budżecie na rozwój tego segmentu.

Prezes Enei Mirosław Kowalik uzależnia plany inwestycyjne spółki w tym obszarze od kształtu regulacji prawnych, w tym zapisów w ustawie o odnawialnych źródłach. Dziś spółka ma trzy farmy o łącznej mocy 70 MW.

Kowalik podkreślał, że do tej pory Enea bazowała na zakupie gotowych projektów wiatrowych. Nie podjęła na razie decyzji w sprawie projektu na 36 MW, który analizował jeszcze poprzedni zarząd.

Spółki mają realizować strategię państwa

Cztery państwowe koncerny energetyczne od 1 kwietnia trafią spod skrzydeł ministra skarbu pod nadzór Ministerstwa Energii. Jego przedstawiciele odpowiedzialni za kształtowanie strategii energetycznej państwa, w tym długofalowy miks energetyczny, nie uważają, by nasze zobowiązania w zakresie OZE do 2020 r. (15 proc. w finalnym zużyciu energii) były zagrożone. – Dziś jest to ok. 12 proc. Do wyznaczonego celu dojedziemy siłą rozpędu – ocenił Andrzej Piotrowski, wiceminister energii. W segmencie OZE resort będzie wspierać rozwój biogazowni, klastrów energetycznych, ale nie odżegnuje się też od współspalania biomasy. Piotrowski zaznaczył, że energetyka nadal będzie w większości oparta na węglu, choć nie podał jego udziału procentowego. Co do energetyki jądrowej decyzja jeszcze nie zapadła. – Im jednak większa presja ekologów na podnoszenie cen uprawnień do emisji CO2, tym większe prawdopodobieństwo realizacji projektu atomowego w Polsce – dodał.

Mogą Ci się również spodobać

PGNiG kupi gaz od Port Arthur LNG

Polski koncern od 2023 r. zacznie sprowadzać skroplony gaz z nowych instalacji, które powstaną ...

Enea przeznaczy zyski na Ostrołękę

Poznańska spółka w tym roku nie wypłaci dywidendy. Chce to zrobić później. Ubiegłoroczny zarobek ...

Rekord zielonych mocy znacznie niższym kosztem

Produkcja prądu z wiatru i słońca jest coraz tańsza. Staje się konkurencją dla węgla. ...

Wnukom zostawimy miasto zapewniające wysoką jakość życia

Nie musimy czekać, aż rządy zaczną działać, trzeba robić swoje–mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic ...

Chiny w europejskiej atomówce

Po raz pierwszy w historii Chiny dostarczyły do Europy swoje urządzenia dla energetyki jądrowej. ...

Wenezuela kontratakuje w Kolumbii

Władze Wenezueli oskarżyły kierownictwo kolumbijskiego oddziału narodowego koncernu naftowego w korupcji. Ma ona kosztować koncern ...