Świeży powiew dla wiatraków. Nowe przepisy ulżą branży

Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Liberalizacja prawa skłania spółki do sięgnięcia po zapomniane już projekty. Ale bez dalszych zmian przepisów potencjał branży może się rozwiać.

Polska Grupa Energetyczna zastanawia się nad odmrożeniem projektów wiatrowych na lądzie. Jak wskazał jej prezes Henryk Baranowski, chodzi o farmy o mocy 80–90 MW i 60 MW, które mogą się starać o wsparcie rządu w tym roku. W perspektywie przyszłej dekady PGE chce iść na Bałtyk i tam postawić do 2,5 tys. MW.

Także PKN Orlen – jak wynika z naszych informacji – wyjął z szuflady mocno zakurzony projekt farmy morskiej na 600 MW. – W Orlenie jest zielone światło, by bałtycki projekt posiadający dziś tylko pozwolenie na wznoszenie wysp (na nich mają stanąć turbiny – red.) procedować, czyli pozyskać warunki przyłączenia i rozpocząć procedurę środowiskową – twierdzi nasz rozmówca.

Ulżyć farmom

Część ekspertów mówi już o odwilży wobec dyskryminowanych w ostatnich latach wiatraków. Wskazują na przepisy noweli ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). W przypadku farm na lądzie chodzi m.in. o niższe podatki dla tych istniejących, duże ilości energii, jaka może być zakontraktowana z nich w tegorocznej aukcji, czasowe odstąpienie od zasady minimalnej odległości dla projektów z wydanymi pozwoleniami na budowę (takich jak te PGE). Wiatraki na morzu będą mogły zaś rywalizować o rządowe kontrakty, posiadając jedynie decyzję środowiskową, a nie także pozwolenie na budowę.

Resort pytany przez nas w ostatnich dniach o farmy lądowe i morskie wskazuje, że obie technologie wpisują się w planowany rozwój wykorzystania OZE w Polsce i politykę energetyczną do 2030 r. W bliższej perspektywie w działaniach ME ma się kierować zasadą „neutralności technologicznej” i osiągnięcia celu OZE na rok 2020. Chodzi o przynajmniej 15-proc. udział zielonej energii w 2020 r. ME unika wiążących odpowiedzi o prace parlamentarne. Wskazuje tylko, że projekt trafi do Sejmu w „najbliższym czasie”. Jego uchwalenie umożliwi ogłoszenie aukcji w 2018 r. – Od rezultatów aukcji, jakie odbędą się w 2018 r., uzależnione są działania dotyczące ogłaszania aukcji w latach następnych – usłyszeliśmy także w ME.

Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) szacuje, że projekty wiatrowe z ważnymi pozwoleniami na budowę mogą dziś opiewać na 1–2 tys. MW. – Z rynku może wypaść jednak duża część projektowanych farm, głównie tych, gdzie miały być użyte turbiny starszego typu bądź ważność ich pozwoleń upłynęła z różnych względów – wskazuje Janusz Gajowiecki, prezes PSEW. Dla niego projekt ustawy o OZE oznacza jedynie racjonalizację przepisów. – Z odwilżą mielibyśmy do czynienia wtedy, gdyby zniesiono zasadę minimalnej odległości i uzdrowiono sytuację na rynku zielonych certyfikatów – zwraca uwagę Gajowiecki.

– Tegoroczna aukcja dla wiatraków na 1 tys. MW jest krokiem w dobrą stronę, ale to tylko proteza nakierowana na ratowanie celu w zakresie OZE do 2020 r. Bez zmiany prawa w zakresie minimalnej odległości obecny potencjał mocy zainstalowanych na lądzie zacznie topnieć – wskazuje zagrożenie Michał Kaczerowski, prezes Ambiens, zajmującej się doradztwem środowiskowym w inwestycjach.

Minus topniejące moce

Z obliczeń Ambiens wynika, że w pierwszych latach przyszłej dekady zacznie ubywać od kilkunastu do kilkudziesięciu megawatów rocznie, zaś od 2025 r. – po ok. 100 MW na rok i więcej. W efekcie w latach 2020–2030 r. zniknąć może ponad 1 tys. MW, czyli prawie jedna szósta dziś zainstalowanych w tej technologii mocy. Dokładnie tyle, ile może udać się zainstalować zwycięzcom tegorocznej aukcji (prawdopodobnie nie w jeden rok, ale w ciągu 2–3 lat po jej wygraniu).

Ubytek potencjału wiatrowego to m.in. skutek tego, że część instalowanych w początkowym okresie rozwoju tej technologii w Polsce turbin była używana. Ich żywotność będzie się sukcesywnie kończyć. Zwłaszcza że wielu właścicieli farm nie stać dziś nawet na podstawowy serwis.

– Tego scenariusza można uniknąć, jeśli w następnych latach będą aukcje dla wiatraków z możliwością pozyskania dla zamrożonych projektów nowych decyzji środowiskowych i pozwoleń na budowę. Istniejące farmy powinny mieć możliwość postawienia w tym samym miejscu wyższych i bardziej wydajnych maszyn – postuluje Kaczerowski.

– To nie koniec dyskusji o liberalizacji zasady minimalnej odległości, ale nie w tym projekcie noweli. Jeśli będą kolejne postulaty, które być może nie zyskają politycznej aprobaty, to na nowe prawo dla zielonych źródeł branża będzie czekać kolejny rok. Dziś nie możemy sobie na to pozwolić – oponuje szef PSEW.

Poseł Porozumienia Zbigniew Gryglas pytany o topniejące od 2020 r. moce wiatrowe zainstalowane na lądzie wskazuje, że tylko ok. 10 proc. z pracujących turbin pochodzi z demobilu. – Widzę konieczność zajęcia się problemem minimalnej odległości w kontekście modernizacji tych farm, które z nowymi urządzeniami będą cichsze i wydajniejsze. Podejmę ten temat podczas prac nad nowelą ustawy o OZE – deklaruje.

Gryglas uważa jednak, że energetykę wiatrową należy rozwijać na Bałtyku. Bo stawianie tam farm będzie mniej problematyczne.

Czy miałbyś coś przeciwko lokalizacji wiatraków w twojej okolicy?

Podyskutuj z nami na: facebook.com/ dziennikrzeczpospolita

Opinie

Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert ds. infrastruktury i ochrony środowiska Konfederacji Lewiatan

Jest kilka przesłanek wskazujących na odwilż wobec wiatraków. Najważniejsze z nich są korzystne zmiany w projekcie ustawy o OZE, m.in. liberalizacja zasady minimalnej odległości dla projektów z wydanymi pozwoleniami na budowę przez kolejnych pięć lat, a także możliwość udziału w aukcjach dla farm morskich z decyzją środowiskową. Planem minimum w energetyce wiatrowej na lądzie byłoby wykorzystanie zamrożonych projektów z ważnymi pozwoleniami na budowę. Jeśli w toku prac parlamentarnych pojawi się postulat dalszej liberalizacji zasady odległościowej, to go poprzemy. Ta odległość przy modernizacji turbin i nowych projektów powinna być ustalana po badaniu oddziaływania na środowisko.

Maciej Stryjecki, prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej

Liberalizacja zasady odległościowej dla projektów lądowych z pozwoleniem na budowę pozwoli na zbudowanie w kolejnych latach ok. 1–1,5 tys. MW mocy. W mojej ocenie potencjał mocy wiatrowych zainstalowanych na lądzie nie przekroczy jednak 7–7,5 tys. MW. Krokiem w dobrym kierunku jest możliwość realizacji leżących w szufladach projektów farm. Jednak konieczna będzie też dyskusja o możliwości modernizacji istniejących farm w ramach tzw. repoweringu. Pozytywnie również oceniam propozycje zmian legislacyjnych dla farm morskich, tj. dopuszczenie ich do aukcji z decyzją środowiskową, dłuższe terminy oddania projektu do użytku czy możliwość udziału w aukcji w koszyku z geotermią i dużą hydroenergetyką.

Mogą Ci się również spodobać

Nowe wymogi techniczne uderzą w prosumentów

Operatorzy sieci próbowali po cichu wprowadzić niekorzystne zmiany. Od kwietnia miały wejść w życie ...

Austriacy chcą więcej Rosji w Unii

Gazprom nie ma wierniejszego sojusznika w Unii od austriackiej firmy energetycznej OMV. Jej szef ...

Wciąż niepewna litewska atomówka

Wilno czeka na ostateczne decyzje Estonii i Łotwy dotyczące udziału w budowie wspólnej elektrowni ...

Drożejący prąd dobija sprzedawców energii

Po spektakularnych plajtach handlujących prądem spółek można się spodziewać jeszcze kilku takich zdarzeń. Powodem ...

Tchórzewski: w latach 2050 – 2060 nawet trzy jądrówki w Polsce

W perspektywie lat 2050 – 2060 w Polsce mogłoby powstać „do trzech elektrowni jądrowych” ...

Nikt nie chce zanieczyszczonej ropy z Rosji

Polska, Czechy i Niemcy wstrzymały odbiór surowca przesyłanego rurociągiem Przyjaźń. PERN, firma zarządzająca polskim ...