Farmy czeka fala przejęć

Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Wśród zainteresowanych kupnem wiatraków wymienia się zagraniczne fundusze i inwestorów branżowych, ale też spółki z udziałem Skarbu.

– Rozmowy o potencjalnych upadłościach i przejęciach toczą się dziś na dużą skalę. Mogą dotyczyć nawet połowy z działających dziś farm wiatrowych (ok. 2–3 tys. MW) – twierdzi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Jego zdaniem świadkami pierwszych takich transakcji będziemy już w obecnym półroczu. Dziś ok. 70 proc. dużych farm (powyżej 10 MW) ma bowiem problemy z regulowaniem należności.

Chętni na tanie wiatraki

Fatalna sytuacja wiatraków to efekt spadku cen zielonych certyfikatów (stanowią wsparcie dla odnawialnych źródeł energii), ale też niekorzystnych regulacji. Z jednej strony przepisy zahamowały dynamikę wzrostu cen certyfikatów (skutek noweli ustawy o OZE z lipca 2017 r.), ale też nałożyły na wiatraki wyższe podatki od nieruchomości (od lipca 2016 r. danina publiczna obowiązuje od całej instalacji, a nie tylko od fundamentu i masztu).

– Chętnych w kolejce do kupienia aktywów wiatrowych nie brakuje. Wśród nich są duże fundusze spoza Europy, akceptujące wyższy stopień ryzyka inwestycyjnego, ale też koncerny zagraniczne, które mogłyby w łatwy sposób zoptymalizować ich działanie – wskazuje prawnik w jednej z międzynarodowych kancelarii. Na rynku mówi się o kapitale niemieckim, francuskim i brytyjskim. – Na razie jednak sprzedający nie spieszą się zbytnio, nie chcąc oddawać farm wiatrowych za bezcen.

Inny nasz rozmówca, także prawnik, mówi o zainteresowaniu także firm energetycznych z udziałem Skarbu Państwa.

Z informacji rynkowych wynika, że do kupna bardzo dużego portfela wiatrowego już szykuje się Tauron. Zainteresowana byłaby też Energa, ale w gdańskim koncernie – jak ustaliliśmy – na razie nie szykują się żadne przejęcia.

Tauron nie komentuje sprawy. Menedżer w jednym z dużych koncernów twierdzi, że dla energetyki kupno upadających farm nie jest priorytetem. – Na razie obserwujemy rynek, ale żadnych ruchów nie wykonujemy. Temat byłby bardziej interesujący, gdyby na rynku pojawiła się interesująca oferta. Inaczej nie ma o co kruszyć kopii – tłumaczy nasz rozmówca. Nie chodzi przy tym tylko o cenę, ale także wielkość portfela. Przedstawione podejście jest symptomatyczne. Państwowa energetyka doskonale wie, że nawet podejście do takiej transakcji skutkowałoby negatywnymi ocenami. Potwierdziłoby też spekulacje o celowym działaniu na szkodę wiatraków i doprowadzeniu ich na skraj bankructwa przez regulacje.

Straty wliczone w cenę

Właściciele farm muszą jednak szukać bogatego wujka. Zwłaszcza że wiele z nich ma kredyt do spłacenia. Spokojnie nie śpią nawet ci, którzy mieli zabezpieczone należności umowami długoterminowymi na odbiór zielonych certyfikatów. Te zostały albo zerwane (Enea i Tauron), albo uznane za nieważne (Energa).

Wiele farm już przeszło restrukturyzację w bankach i pozwalniało pracowników. Pierwsza plajta też już jest na horyzoncie. Farmę o mocy 6 MW za ułamek wartości od londyńskiego funduszu inwestycyjnego Impax przejmie giełdowa Polenergia. Sprawę opisało na początku roku WysokieNapięcie.pl, wskazując, że bankructwo i sprzedaż majątku farmy odbywa się w porozumieniu z Raiffeisenem. Według szacunków portalu bank z udzielonego 24 mln zł kredytu straci ok. 10 mln zł.

To transakcja w formule tzw. pre-packu, gdzie do wniosku o upadłości dołącza się ten z warunkami sprzedaży. – Nie ma bardziej racjonalnej formy utrzymania działania farmy wiatrowej niż formuła pre-packu. Ale przeprowadzenie takiej transakcji w porozumieniu z bankiem wymaga wiedzy o rynku. Dlatego nie spodziewam się skutecznych przejęć przez fundusze działające bez wsparcia inwestorów branżowych – ocenia mec. Dominik Strzałkowski, partner w SSW Pragmatic Solutions.

W jego ocenie duże dyskonto dla kupującego wynikające z wielu ryzyk (np. utraty koncesji w toku postępowania czy konieczności demontażu farmy i rekultywacji terenu, w tym poniesienia znaczących kosztów w przypadku realizacji alternatywnych scenariuszy upadłości) sprawia, iż banki kredytujące sprzedawane instalacje nie odzyskają w pełni włożonego kapitału.

– To z kolei sprawia, że wszyscy inni wierzyciele, w tym wspólnicy i partnerzy pożyczający ostatnio farmom na ich dodatkowe zabezpieczenie, stracą swoje pieniądze – tłumaczy Strzałkowski.

Mogą Ci się również spodobać

OPALizujące gazowe światło

Trzeba mieć duże kłopoty ze wzrokiem, by nie dostrzec, że gra o OPAL, to ...

#RZECZoBIZNESIE: Łukasz Kroplewski: miliard złotych na innowacje w gazownictwie w ciągu 5 lat

W PGNiG doszliśmy do wniosku, że musimy postawić mocny akcent na innowacje – mówi ...

Więcej łupkowej ropy, a mniej gazu

Nowe szacunki nie będą mocno odbiegać od tych z 2012 r. Potwierdzają, że tak ...

Rosja rządzi na rynku ropy

Rosjanie wyprzedzili Arabię Saudyjską w wydobyciu ropy. We wrześniu pompowali średnio 10,249 milionów baryłek ...

PGNiG stawia na gaz w Norwegii

Od 2023 r. firma chce wydobywać kilka razy więcej gazu niż dziś. Ma go ...

Gazprom: prezes po wieczne czasy

Aleksiej Miller będzie kierował Gazpromem przez kolejne pięć lat. Na stanowisku zasiada od 2001 ...