Debata o atomie w Choczewie

W czwartek wieczorem w Choczewie odbyło się spotkanie przedstawicieli PGE Energia Jądrowa z mieszkańcami

Publikacja: 10.02.2012 13:56

Debata o atomie w Choczewie

Foto: Bloomberg

Witold Drożdż, pełniący obowiązki prezesa spółki, przedstawił korzyści, jakie odniosą mieszkańcy i gmina.

- Spółka – właściciel elektrowni jądrowej, ma być zarejestrowana u nas. Powstanie dzięki temu 800-1000 nowych miejsc pracy. Podatki od inwestycji i podatki pochodne przyniosą gminie 30 mln zł, przyznam że liczyłem na mniejsze – mówi wójt Choczewa, Wiesław Gębka.

Dodaje, że gmina i mieszkańcy zarobią też na sprzedaży działek dla osób, które przeniosą się do pracy w elektrowni. Teraz budżet gminy Choczewo wynosi 23-25 mln zł,  z czego przychód to tylko 9 mln zł.

Przeciwnicy inwestycji założyli Komitet Obywatelski "Nie dla atomu w Lubiatowie". Osoby tworzące Komitet, wspierane przez Greenpeace, zapowiadają że będą walczyć o swoje prawa i aktywnie przeciwstawiać się rządowym planom budowy elektrowni jądrowej.

Mieszkańcy zaproponowali równą debatę, taką w której każda ze stron mogłaby przedstawić swoje stanowisko. Wójt zapewnia, że do takiej debaty dojdzie.

- Najwięcej protestujących jest z Lubiatowa i Kopalina. To właściciele działek, w tym osoby przyjeżdżające tu na wypoczynek – tłumaczy Wiesław Gębka.

- Przecież doskonale wiadomo, że w elektrowni pracuje kadra specjalistyczna ściągana z zewnątrz, często z innych krajów, wiec nie ma mowy o miejscach pracy dla mieszkańców. Nie mówiąc już o odpadach radioaktywnych, które zalegną na terenie elektrowni i narażą ludzi na choroby, bo nie będzie składowiska. Nie damy się oszukać atomowej propagandzie i nie pozwolimy na wchodzenie z atomowymi butami na Kaszuby i nad polskie morze – mówi Tadeusz Pastusiak, przewodniczący Komitetu Obywatelskiego "Nie dla atomu w Lubiatowie".

Na spotkaniu, po stronie mieszkańców stanęli również przedstawiciele Greenpeace.   Protesty mieszkańców poparł profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. - Wspieram Państwa w tym proteście, ponieważ budowa elektrowni atomowej w Polsce to nie tylko olbrzymie wydatki na inwestycje, ale także sprowadzenie niebezpiecznej, negatywnie oddziaływającej na środowisko technologii, której skutki będą trwały przez tysiące lat – napisał prof. Mielczarski w liście poparcia dla protestujących mieszkańców gmin wytypowanych pod budowę elektrowni jądrowych.

Według niego, koszt budowy jednej elektrowni jest oceniany na 80 mld zł, bez kosztów infrastruktury. Za tę samą sumę można wybudować ponad 5 razy tyle mocy wytwórczych w elektrowniach innego typu.

Witold Drożdż, pełniący obowiązki prezesa spółki, przedstawił korzyści, jakie odniosą mieszkańcy i gmina.

- Spółka – właściciel elektrowni jądrowej, ma być zarejestrowana u nas. Powstanie dzięki temu 800-1000 nowych miejsc pracy. Podatki od inwestycji i podatki pochodne przyniosą gminie 30 mln zł, przyznam że liczyłem na mniejsze – mówi wójt Choczewa, Wiesław Gębka.

Pozostało 84% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie