Jakie są oczekiwania od COP 19?

Duński rząd oczekuje, że COP w Warszawie dostarczy co najmniej dwa rezultaty. Po pierwsze - mapę czasową obejmującą działania od COP w Warszawie do COP Paryżu w 2015 roku. Ta mapa drogowa powinna zapewnić  podpisanie w 2015 roku wiążącego porozumienia, które będzie obejmowało zarówno działania łagodzące zmiany klimatu, adaptację do nich, pułap emisji i finansowanie. To jeden z bardzo ważnych rezultatów, jakie mam nadzieję zobaczyć po COP w Warszawie.

Drugi oczekiwany efekt COP to przedyskutowanie i mam nadzieję rozwiązanie kwestii finansowania działań dotyczących klimatu. To będzie bardzo trudne zadanie ale sądzę, że stanowi klucz do odblokowania wszystkich pozostałych ścieżek, którymi musimy podążać.

Jaka jest rola w tym Polskiej Prezydencji?

Gdy słyszę wypowiedzi Polskiej Prezydencji mogę powiedzieć, że jej myśli biegną podobnymi torami.

Wkrótce w Danii będziemy gościli ministrów finansów. W spotkaniu  ma uczestniczyć polski minister obok przedstawiciela Stanów Zjednoczonych i ministrów z wielu innych państw. Na szczycie będziemy próbowali stworzyć atmosferę, która otworzy dialog przeniesiony potem na COP19 i co być może doprowadzi do rozwiązań kilku wyzwań, jakie mamy w tym obszarze.

Muszę jeszcze powiedzieć jedną rzecz o mapie drogowej. Mam nadzieję, że pociągnie ona za sobą wszystkich nas i wszyscy przedstawią swoje zobowiązania przed spotkaniem w Paryżu, ponieważ oświadczenia wszystkich dotychczasowych COP pokazują, że szanse na znalezienie porozumienia są znacznie większe jeśli odrobimy swoją  „pracę domową".

Jeśli zaczniemy we własnych krajach mówić, jak możemy osiągnąć cele i jak zrealizować je efektywnie kosztowo, jak tworzyć miejsca pracy zamiast ich tracić. Jeśli zaczniemy to robić to na własnym podwórku i potem przyniesiemy te doświadczenia na arenę międzynarodową, gdzie odbywają się negocjacje, to szanse na znalezienie porozumienia są znacznie większe, niż gdy nie wiemy, jak dużo możemy z siebie dać i jak wiele wziąć.

W Unii Europejskiej są różne podejścia i interesy związane ze zmianami klimatu i paktem zastępującym protokół z Kioto. Czy Unia Europejska jest w stanie wypracować wspólne, jednolite stanowisko na COP19?

Wypracujemy jednolity mandat na COP 19. Musimy. UE jest zbyt ważnym i zbyt silnym graczem, by się nie zgodzić. Dołożymy wszelkich starań, aby pomóc Polskiej Prezydencji w osiągnięciu jedności wewnątrz UE ponieważ uważamy, że to jest to niezbędne aby zaistniały jakiekolwiek szanse powodzenia COP 19. Nie jest tajemnicą, że mamy różne historie i różne systemy i z tego wywodzą się różne podejścia – ale to stanowi także siłę i wyzwanie na wielu poziomach Wspólnoty.

Unia Europejska nie ma więc teraz jednego stanowiska w sprawie wysiłków na rzecz zatrzymania zmian klimatu?

W szerszej perspektywie szefowie państw członkowskich powinni na spotkaniu w marcu przyszłego roku dyskutować ramy nowego porozumienia w perspektywie 2030 roku. Jest wewnętrzna dyskusja w UE dotycząca tego, jak efektywni powinniśmy być  do 2030 r.  i czy możemy połączyć nasze cele gospodarcze z celami klimatycznymi. Jak zapewnić byśmy nie skrzywdzili naszych gospodarek ale wzmocnili je. Ta dyskusja będzie miała miejsce w marcu.

Polska jest przeciwna zwiększaniu zobowiązań związanych z redukcją emisji CO2. Zwłaszcza w perspektywie 2030 r. Myśli pan, że można osiągnąć zgodę w sprawie Zielonej Księgi polityki energetyczno – klimatycznej do 2030 roku?

Tak, jestem całkiem pewny że osiągniemy jakiś wynik ale trudniej jest powiedzieć, jaki?. W 2008 r. udało się stworzenie pakietu klimatycznego obowiązującego do 2020 roku.

Duński rząd przychylnie ocenia propozycje Komisji Europejskiej jakie znalazły się w Zielonej Księdze. Teraz wyczekujemy niecierpliwie kolejnych wyników pracy Komisji.

Dla każdego jasne jest, że przed UE stoją wyzwania ekonomiczne. Musimy zapewnić, ze działania na rzecz klimatu będą w zgodzie z działaniami wzmacniającymi gospodarkę. Nie widzimy tu sprzecznych interesów ale jedno jest warunkiem wstępnym dla drugiego.

Podam przykład  jednomyślności - dyrektywa o efektywności energetycznej. Zrobiliśmy ją podczas prezydencji duńskiej, ale nie bylibyśmy do tego zdolni bez pomocy polskiego rządu.  Efektywność energetyczna jest bardzo dobrym przykładem działań przynoszących bardzo szybko inwestycje, z których może korzystać przemysł,  ponieważ staje się bardziej konkurencyjny poprzez większa wydajność i jednocześnie jest to działanie bardzo korzystne dla środowiska i dla klimatu.

To dobry przykład działań. Ale też są złe, takie jak europejski system handlu prawami do emisji CO2 – EU ETS. Czy można go naprawić?

To prawda. Musimy powiedzieć szczerze: mamy kryzys w obszarze handlu prawami do emisji CO2. EU ETS nie działa wydajnie. Dania wspierała tzw. backloading ale wydaje nam się, że to nie rozwiązuje sedna problemu więc potrzebujemy dodatkowych działań.

Sądzimy, że to kamień węgielny w działaniach na rzecz klimatu i bardzo popieramy ten system sam w sobie ale musimy przeprowadzić strukturalne reformy, by działał.

Jedno z rozwiązań, jakie byśmy preferowali, to zwiększenie celów redukcyjnych do 2020 roku z obecnych 20 proc. do 30 proc. Wiem, że niekoniecznie zgadzamy się w tej kwestii z polskim rządem ale jest też wiele innych możliwości, np. wyznaczenie nowych celów redukcyjnych na 2030 rok, uzależnienie liczby przyznanych praw do emisji CO2 w UE od wzrostu gospodarczego. Tak więc jeśli dane państwo ma bardzo mały wzrost – ma jednocześnie mniej uprawnień. Jest wiele możliwości i jesteśmy bardzo otwarci na wszelkie reformy strukturalne które – niech będzie to jasne - powinny one nastąpić.

Z COP 15 w Kopenhadze w 2009 roku wiązano ogromne oczekiwania ale ostatecznie nie doszło do globalnego porozumienia. Co poszło źle?

To dobre pytanie.  Nasze oczekiwania co do tego, co można osiągać, także moje własne, były w Kopenhadze bardzo wysokie. Ale nikt z nas nie odrobił „pracy domowej". Oczekiwania rosły i były coraz większe ale reprezentanci państw nie mieli mandatu od własnych rządów, by je zrealizować. Pojawił się ogromny rozdźwięk między oczekiwaniami a rzeczywistością.

I właśnie z tego powodu najlepsze, co możemy zrobić przed Paryżem, to zacząć z drugiej strony – od własnego podwórka. Określić jak dużo możemy wziąć na siebie, jak bardzo jest to realne i położyć to przed sobą na stole i policzyć, ile nam brakuje.  A wtedy będziemy mogli wspólnie zbliżyć oczekiwania do rzeczywistości.

Jeśli nie odrobimy w domu swojej pracy domowej, to na kolejnych COP będziemy mieli podobne doświadczenia, jak w Kopenhadze.

To trudny proces. To prawda, Kopenhaga nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Z drugiej strony gdyby nie wydarzyło się to, co w Kopenhadze, nie mielibyśmy nigdy wyników COP w Cancun ani Durbanie.

To po raz pierwszy w Kopenhadze wszystkie kraje zebrały się i to była pobudka dla wszystkich, zwłaszcza dla polityków, którzy musieli przyznać, że  zmiany klimatu są prawdopodobnie największym wyzwaniem pokolenia.

Jest wiele poranków, gdy wstajesz i masz depresje, bo negocjacje idą tak powoli i jesteś sfrustrowany zadając sobie pytanie, jak długo to jeszcze potrwa.

Ale jest też wiele poranków kiedy jesteś pokrzepiony tym, jak wiele się już poprawiło. Podam dwa przykłady: w 2011 roku 80 proc. nowo zainstalowanych mocy w Unii Europejskiej pochodziło z odnawialnych źródeł. A na całym świecie ponad 50 proc.

Tak więc technologia po raz pierwszy na świecie w historii tak wiele państw i tak wiele firm inwestuje w te technologie. Ich ceny idą w dół i to jest jedyna droga do rozwiązania problemu.

Dlaczego potrzebujemy globalnego porozumienia? Może każde z państw powinno wyznaczyć własną drogę rozwijania odnawialnych źródeł energii i ograniczania emisji skoro porozumienie, które ma być podpisane w Paryżu w 2015 roku potrwa tylko do pięć lat?

Mam nadzieje i sądzę, że porozumienie które podpiszemy do 2015 roku będzie obowiązywało do 2030 roku.

Zgadzam się w tej kwestii w tym sensie, że zmiany powinny zacząć się od dołu, od krajów, które są kołem zamachowym tego procesu. Ale są powody, dla których potrzebujemy globalnego podejścia. Musimy wiedzieć, co się dzieje i jak szybko poruszamy się w kierunku ograniczenia wzrostu temperatury do 2 stopni Celsjusza, byśmy mogli przedstawiać nowe inicjatywy, jeśli to konieczne. Musimy ponadto pomagać krajom rozwijającym się, by były w stanie osiągnąć bardziej zrównoważony i czystszy wzrost gospodarczy, niż my robiliśmy to w przeszłości. Ponadto w rzeczywistym świecie wiele państw obawia się bardzo o konkurencyjność i rzeczywiście widzi swoje zobowiązania w kontekście tego, co robią inne państwa w tym samym czasie. Mogę pójść do domu i powiedzieć że nie tylko my jesteśmy tacy głupi, by zredukować emisje CO2 o 40 proc. bo Niemcy robią to samo, Szwedzi i Wielka Brytania też a Chiny dołączą się, choć jeszcze nie wiem, jaki wybiorą cel Redukcji emisji. To bardzo stymulujące dla międzynarodowego procesu. Patrzę optymistycznie na wynik COP 19.

Rozmawiała Magdalena Skłodowska

CV

Martin Lidegaard ma 47 lat, jest absolwentem Uniwersytetu w Roskilde. Od 2011 r. sprawuje funkcję ministra klimatu, energii i budownictwa Danii. Jest posłem do duńskiego parlamentu od 2001 r., był jednym ze współzałożycieli zajmującego się problemami klimatu think tanku Concito i jego szefem w latach 2008–2011.