Poważne kłopoty przeżywają także budżety stanów, których gospodarki są najbardziej uzależnione od wydobycia surowców energetycznych.

Najnowszy raport opublikowany przez Rockefeller Institute of Government przy State University of New York (SUNY) sugeruje pogłębiające się kłopoty ośmiu stanów, w których eksploatacja ropy, gazu i innych kopalin generują co najmniej 10 proc. PKB. Są to: Alaska, Luizjana, Nowy Meksyk, Dakota Północna, Oklahoma, Teksas, Wirginia Zachodnia oraz Wyoming. W tej grupie stanów podatki wydobycia (severance taxes) stanowią aż 16 proc. wszystkich dochodów budżetowych. W pozostałych 42 stanach uzależnienie do dochodów z kopalnictwa to zaledwie 0,2 proc.

Z wyliczeń instytutu SUNY wynika, że w grupie ośmiu stanów przychody z podatku od wydobycia zmniejszyły się w ciągu 12 miesięcy aż o 35 proc. – z 15,5 mld dol. do 10 mld dol. Najbardziej dotknięta spadkami okazała się Alaska, gdzie wpływy z severance tax spadły aż o 88 proc. Najmniej – Wirginia Zachodnia, gdzie zamykano kopalnie węgla. Jednak "żaden ze stanów nie mógł przewidzieć tak drastycznego spadku cen ropy naftowej" – uważa Lucy Dadayan, autorka raportu.

Przypomina także, że ograniczenia w wydobyciu oraz zwolnienia związane ze spadkiem aktywności górniczej zmniejszyły wszystkie przychody stanów włącznie z podatkami od sprzedaży aż o 3 proc.

Aby załatać dziurę budżetową poszczególne stany zaczęły uciekać się do nadzwyczajnych kroków. Na Alasce gubernator Bill Walker chce przywrócić po 40 latach podatek dochodowy, bo w kasie brakuje mu 3,5 miliarda dolarów. W Dakocie Północnej może dojść do zwolnień w stanowej administracji o 2 proc. całej siły roboczej. Pozwoli to na załatanie 400-milionowej dziury. Oklahoma przewiduje, że przy cenach na obecnym poziomie w 2017 roku zabraknie jej w budżecie 900 milionów dolarów.

- Taniejąca ropa ma negatywny wpływ na sytuację gospodarczą, pomimo pewnych korzyści dla konsumentów – uważa Dadayan.