Liczniki inteligentne, ale jednak dziurawe?

materiały prasowe

Energa Operator i grupa Arcus od ponad dwóch lat toczą sądowe batalie. Tymczasem dane pomiarowe z będących przedmiotem sporu urządzeń zdalnego odczytu nie są dobrze zabezpieczone, choć powinny.

Chodzi o sztandarowy projekt Energi dotyczący tzw. inteligentnych liczników, zwany projektem AMI. Na terenie dystrybucyjnym koncernu zamontowanych jest dziś 837 tys. takich urządzeń (wdrażano je w trzech etapach, z których dwa zrealizował Arcus). W planach jest pokrycie nimi całej sieci do 2025 roku.

Okazuje się jednak, że w  części tych już działających komunikacja między licznikiem a urządzeniem zbierającym dane i przesyłającym je dalej do zakładu energetycznego (tzw. koncentratorem) nie jest zaszyfrowana. Dotarliśmy do dokumentacji potwierdzającej możliwość „podsłuchania” takiej komunikacji ze stacji transformatorowej w Gdyni i pozyskania danych o wielkości zużycia w ostatnich dniach stycznia z konkretnego licznika wraz z hasłem, ale bez danych osobowych.

Gdynia była miastem, gdzie urządzenia montowano w ramach drugiego etapu projektu. Łącznie było 310 tys. liczników – także w Koszalinie, Malborku, Toruniu i Mławie.

Słowo przeciw słowu

Energa zaprzecza, by miała dziurawy system. – Dostęp do licznika jest zabezpieczony hasłem indywidualnym przy użyciu dedykowanego oprogramowania testowo-diagnostycznego, a transmisja między licznikiem i koncentratorem jest szyfrowana – twierdzi Lidia Serbin-Zuba, rzeczniczka Energi-Operator. – Przesył i same dane są zabezpieczone przed dostępem osób trzecich – zapewnia. Wskazuje m.in. na przeprowadzone audyty i fakt, że dotąd nie odnotowano nieautoryzowanego wyłączenia lub załączenia odbiorcy.

To ostatnie jest prawdą – potwierdzają osoby zbliżone do operatora i znające kulisy wdrażania AMI. System działa tak, że włącza alert w przypadku ingerencji, ale samego podglądania danych nie wykryje. – Nieprawdą jest to, by wszystko w tym projekcie działało jak należy. Dane o zużyciu z danego terenu są dostępne dla osób, które potrafią je odczytać – mówi nasz rozmówca, prosząc o anonimowość. Ale zaznacza, że z takich danych nie ma wielkiego pożytku – są takie same jak te sczytane z tradycyjnych liczników. Ich łączenie z danymi osobowymi następuje po przesyłaniu do centrali.

Tyle że znowelizowane prawo energetyczne (art. 9 ust. 5a) zobowiązuje operatorów instalujących inteligentne liczniki do ochrony danych pomiarowych na zasadach określonych ustawą o ochronie danych osobowych.

Pytany o szczelność systemu Michał Czeredys, prezes Arcusa, zaznacza, że eskalowanie sporu uniemożliwiło szyfrowanie komunikacji pomiędzy zakładem energetycznym a licznikami zamontowanymi dla Energi. – Dane nie są szyfrowane, a to oznacza, że mogą być one dostępne online dla każdego, kto posiada przynajmniej średnie umiejętności informatyczne. To umożliwia odczyt. A osoba mająca złą wolę może stanowić zagrożenie, zdalnie wyłączając licznik np. w komisariacie policji, remizie strażackiej czy żłobku – wskazuje Czeredys. Zaznacza przy tym, że dobrze chroniony i do końca wdrożony system powinien zapewniać bezpieczeństwo.

Nasze źródła zbliżone do koncernu twierdzą jednak, że zdalne wyłączenie licznika wymagałoby ponadprzeciętnych umiejętności. – Nawet jeśli taka sytuacja by się zdarzyła, to nie objęłaby zasięgiem dużej liczby urządzeń. Bo system jest zabezpieczony na wielu poziomach – zapewnia nasz rozmówca. Twierdzi, że większe niebezpieczeństwo taka sytuacja mogłaby generować, gdyby Energa rozwijała projekt zgodnie z wcześniejszymi założeniami.

Niemoc decyzyjna

Arcus nie zakończył wdrożenia, bo Energa stwierdziła nieważność umów na 310 tys. dostarczonych i zamontowanych urządzeń. Miała obiekcje do sprawności oprogramowania dla koncentratorów (ostatecznie stworzyła je przy udziale trzeciej firmy).

W ciągu ponad dwóch lat konflikt eskalował, a wzajemne roszczenia urosły do niebotycznych kwot. Energa żąda od Arcusa ponad 150 mln zł odszkodowania za opóźnienia w realizacji pierwszego etapu projektu (na 109 tys. liczników).

Ten tłumaczył poślizg koniecznością dostosowywania się do wielokrotnie zmienianej przez spółkę specyfikacji zamówienia i w końcu wezwał do zapłaty ponad 170 mln zł z tytułu strat i utraconych korzyści, bo w międzyczasie został wykluczony z kilku przetargów, a w niektórych potencjalni kontrahenci negocjowali cenę, wykorzystując spór sądowy.

Kolejne próby polubownego rozwiązania sporu kończyły się fiaskiem. Bo przez polityczne roszady władze Energi-Operator zmieniały się w tym czasie dwukrotnie. –

Każdy kolejny zarząd musiał zapoznać się ze sprawą na nowo. Kiedy byliśmy blisko porozumienia, ale szykowały się zmiany personalne, menedżerowie usztywniali stanowisko i żądali wypłaty odszkodowania, bojąc się zapewne posądzenia o niegospodarność – relacjonuje Czeredys.

Energa miała podobno odrzucać oferty obopólnego odstępstwa od roszczeń za darmo przez Arcus prac wartych ok. 15 mln zł m.in. serwisu gwarancyjnego i usługi szyfrowania.

– Ten spór prywatne spółki już dawno by rozwiązały. Faktycznie było blisko ugody, ale zmienił się prezes Operatora.

Kolejni menedżerowie bali się podejmować rozstrzygających decyzji, przeciągali temat i spychali na następców – potwierdza osoba zbliżona do Energi. Nie pomagał fakt, że ubywało osób od początku związanych z wdrożeniem.

Dziś Energa wykorzystuje liczniki w ograniczonym stopniu – do pozyskiwania danych pomiarowo-rozliczeniowych, zdalnej zmiany taryfy czy windykacji.

Serbin-Zuba podkreśla, że spółka dystrybucyjna nie oferuje produktów komercyjnych na te urządzenia. Zaznacza, że takie oferty mogą być przestawiane przez sprzedawców (Energa też ma w grupie spółkę obrotu). Zasłania się tajemnicą handlową pytana o zyski na nich.

– Szkoda, że potencjał realizowanego za miliony programu się marnuje. On miał bardzo duży sens, ale nie w tak okrojonej postaci. Już wstępne analizy wykazały, że budowanie inteligentnej sieci tylko do celów optymalizacji funkcji inkasenta jest nieopłacalne – zaznacza osoba zbliżona do projektu.

Jej zdaniem Energa nie zdoła wdrożyć zdalnych liczników w całej sieci do 2025 r. Bo już teraz musiałaby organizować na zakładkę przetargi na kolejne etapy.

Tymczasem teoretycznie osiągalne do niedawna porozumienie się oddala.

Arcus rozważa zawiadomienie prokuratury ze względu na niezasadne – w jego ocenie – żądania Energi dotyczące realizacji gwarancji ubezpieczenia projektu. Chodzi o 9,5 miliona złotych z Hestii. Wszystko to dzieje się – jak twierdzą osoby zbliżone do Energi – tuż przed zmianą zarządu w jej dystrybucyjnej spółce i przed kolejną rozprawą sądową.

Mogą Ci się również spodobać

Rozdźwięk w rządzie w sprawie handlu emisjami CO2

W ostatnich tygodniach z ministerstw płynęły sprzeczne opinie w sprawie unijnego systemu handlu uprawnieniami ...

List intencyjny w sprawie KHW – Enea zainteresowana, ale stawia warunki

Enea podpisała list intencyjny w sprawie wstępnego zainteresowania zaangażowaniem w Katowicki Holding Węglowy. Obok ...

Sieci energetyczne zejdą pod ziemię

Energetycy zmagali się ze skutkami orkanu Ksawery przez cały weekend. Po przejściu wichury w ...

Polityczne pożegnanie z węglem

Ceny pozwoleń na emisję CO2 biją nowe rekordy. Tymczasem zarówno programy Koalicji Obywatelskiej, jak ...

Turbina w drodze do budowanej w PKN Orlen elektrociepłowni

Do 25 marca dotrze do Płocka ważąca 470 ton turbina gazowa klasy „H” przeznaczona ...

USA walczą o tron z czarnego złota

Osiem lat temu łupkowa rewolucja w USA pozbawiła Rosję pozycji lidera światowego wydobycia gazu. ...