Polskiej energetyce grozi wielki brak mocy

Post Image
Post Image

Z powodu zaostrzenia norm środowiskowych do 2035 r. z systemu energetycznego zniknie 14–21 gigawatów, czyli aż 30–50 proc. mocy wytwórczych – wynika z raportu PSE.

Różnice w szacunkach wynikają z przyjęcia dwóch scenariuszy bazowych przez operatora systemu. Pierwszy zakłada dostosowanie istniejących jednostek do tzw. konkluzji BAT (o stosowaniu najlepszych technologii) i referencji do nich (BREF) w dyrektywie o emisjach przemysłowych. Drugi mówi o ich wyłączeniu.

Import interwencyjny

– W przypadku realizacji czarnego scenariusza (z wyłączeniami) w okresie 2021–2035 należy się spodziewać niedoborów wymaganej nadwyżki mocy i braku możliwości pokrycia zapotrzebowania odbiorców przez elektrownie krajowe – wskazuje PSE. Operator systemu przesyłowego uspokaja jednak, że jeszcze w tej dekadzie nie grożą nam sytuacje podobne do tej z sierpnia ub.r., kiedy trzeba było wprowadzić reglamentację dostaw prądu. Nie obejdzie się oczywiście bez pewnej gimnastyki związanej z planowaniem remontów i stosowaniem środków zaradczych, m.in. utrzymywaniem w gotowości starych bloków o mocy 830 MW, zwiększaniem mechanizmów sterowania popytem oraz interwencyjnym importem, który zdaniem operatora może sięgnąć 300–500 MW.

Podczas sierpniowego 20. stopnia zasilania handel energią ze Szwecją, z którą łączy nas kabel o przepustowości 600 MW, szedł pełną parą. A we wrześniu pomógł nam interwencyjny zakup ukraińskiego prądu. W tym roku możliwości są jeszcze większe, bo w grudniu 2015 r. uruchomiono most energetyczny Polska–Litwa o mocy 500 MW.

W efekcie tylko w pierwszych czterech miesiącach tego roku wpuściliśmy do siebie 6 TWh obcego prądu, o 1 TWh więcej, niż eksportowaliśmy.

PSE bez ogródek stwierdza jednak, że import będzie tylko zabezpieczeniem w sytuacjach kryzysowych. – To zmiana strategii i odwrót od zapoczątkowanego 20 lat temu wspólnego europejskiego rynku energii. Zakładanie całkowitej samowystarczalności systemu energetycznego to anachronizm, za który zapłacą odbiorcy końcowi w rachunku za prąd – przestrzega Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa Forum Analiz Energetycznych.

– Import energii to wygrana strategia, o ile prądu na rynku jest pod dostatkiem. A tak niekoniecznie będzie w przyszłości, bo nasi sąsiedzi nie dość, że wyłączają elektrownie konwencjonalne, to jeszcze nie odbudowują tych działających w podstawie systemu – oponuje prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej. Zwraca też uwagę, że dostęp do energii może być w przyszłości wykorzystywany do sterowania cenami, niekoniecznie zgodnie z zasadami konkurencyjnego rynku. – Jeśli nie chcesz utrzymywać cudzych elektrowni, buduj własne – radzi Świrski.

Projekty w kolejce

Pierwsza fala inwestycji może ruszyć niebawem. Resort energii mówi o wydaniu 40 mld zł na odtworzenie do połowy przyszłej dekady 6–7 GW mocy. Ale to dopiero początek. Jak wskazuje PSE w prognozie, poza budowanymi i planowanymi w niedalekiej przyszłości 5,8 GW do 2035 r. trzeba zbudować kolejne 17,4 –24 GW nowych mocy.

Tomasz Krukowski z DM DB oprócz możliwości odmrożenia przez Energę budowy bloku w Ostrołęce wskazuje też na powrót do analiz zawieszonego projektu budowy Elektrowni Czeczott. O jego reaktywacji przez Polską Grupę Górniczą oraz japońskiego partnera Mitsui & Co wspomina już Ministerstwo Energii. Wśród projektów gotowych do realizacji Henryk Baranowski, prezes Polskiej Grupy Energetycznej, wymieniał ostatnio także Elektrownię Północ, projekt nowego bloku w Rybniku (EDF) i Połańcu (Engie). Jak wynika ze źródeł rynkowych, ten ostatni mógłby być interesujący dla największego w kraju wytwórcy. Nie należy też pomijać potencjału połączonych Enei i Bogdanki, które mogłyby wziąć pod uwagę budowę siłowni koło Łęcznej. Ten projekt, jak mówił Mirosław Kowalik, szef grupy Enea, byłby wart rozważenia choćby ze względu na synergię z lubelską kopalnią i znikomy koszt transportu.

Brakuje pieniędzy na inwestycje

Budowę nowych mocy węglowych będzie coraz trudniej finansować, bo banki wycofują się z takich projektów. Raport PSE jest argumentem w dyskusji o potrzebie wprowadzenia mechanizmu wspomagającego rentowność inwestycji. – W efekcie to odbiorcy będą musieli pokryć ich koszty – uważa Tomasz Krukowski z DM DB. Rząd ma pomysł, jak dosypać pieniędzy do stawiania bloków, które zapewnią popyt na węgiel ze śląskich kopalń. Ma je finansować (do czasu wprowadzenia płatności za moc) z opłaty przejściowej wprowadzonej do ustawy o odnawialnych źródłach (notabene podwyższonej dla przeciętnej rodziny dwukrotnie, do 8 zł za miesiąc). – To na razie jedyny strumień pieniędzy wspierających bezpieczeństwo i odbudowę mocy konwencjonalnych, na który zgodziła się Komisja Europejska. Tak wynika z wypowiedzi przedstawicieli resortu energii – mówi nam ekspert zajmujący się energetyką.

Mogą Ci się również spodobać

#RZECZoBIZNESIE: Wojciech Jakóbik: Nord Stream może zagrozić bezpieczeństwu krajów NATO

Kraje skandynawskie boją się, że Nord Stream, a także działania floty rosyjskiej mogą zaszkodzić ...

Pożar w rafinerii należącej do PKN Orlen

Do zdarzenia doszło na jednej z instalacji w Płocku. Jego przyczyny i wielkość poniesionych ...

Zbyt opieszała walka ze smogiem

Rząd nie wywiązuje się z obietnic w zakresie poprawy jakości powietrza w Polsce – ...

Ukraina zajmuje majątek Gazpromu

Komornik zajął akcje ukraińskiej firmy należącej do Gazpromu. To początek egzekucji prawomocnej kary nałożonej ...

Szwedzi mogą obniżyć ceny prądu w Polsce

Do naszego kraju zaczęła płynąć tańsza energia ze Skandynawii. Koncerny obawiają się, że obniży ...

Kable średnich napięć muszą zejść pod ziemię

Potrzeba 46 mld zł, by polskie sieci dorównały jakością tym zachodnioeuropejskim – ujawnia „Rzeczpospolitej” ...