Będą podwyżki energii w 2017 roku

123RF

Do połowy grudnia poznamy nowe stawki na przesył i sprzedaż prądu. Część dostawców chce podwyżki taryfy dystrybucyjnej dla firm i gospodarstw domowych.

Urząd Regulacji Energetyki (URE) ma już wnioski dotyczące nowych taryf, złożone przez pięciu największych operatorów systemów dystrybucyjnych. Zawierają propozycje przyszłorocznych opłat za usługę przesyłu energii do domów i przedsiębiorstw (ponadto płaci się za sam prąd). Co roku składają je spółki zajmujące się dystrybucją w grupach PGE, Tauron, Enea, Energa i Innogy (d. RWE).

Przesył w górę

Spółki niechętnie ujawniają, jakie zmiany taryf zaproponowały regulatorowi. Propozycje dotyczące przesyłu energii, jak wynika z naszych informacji, wskazują na możliwość podwyżek w 2017 r., choć jeszcze trudno określić, jak znacznych. – Skoro regulator chce mieć efektywnego i spełniającego normy jakościowe dystrybutora, to powinien się zastanowić nad zwiększeniem strumienia gotówki na ten cel – sugeruje Przemysław Piesiewicz, wiceprezes Energi.

Zdaniem analityków wyższe opłaty za przesył energii są bardzo prawdopodobne. Co prawda prezes URE w wytycznych do obliczania taryfy wyznaczył tzw. średnioważony koszt kapitału (zwrot z inwestycji w budowę sieci) na poziomie zbliżonym do tegorocznego (5,63 proc. wobec 5,67 proc.), ale ma jeszcze zdecydować o zależnym od URE tzw. wskaźniku regulacyjnym. Inaczej niż w przeszłości może on być różny dla poszczególnych spółek.

Kamil Kliszcz z DM mBanku zwraca też uwagę, że od 2017 r. będzie wyższa tzw. opłata przejściowa (rekompensata dla energetyków za rozwiązane kontrakty terminowe). Gospodarstwa domowe będą płaciły 8 zł miesięcznie zamiast 3,87 zł. A to oznacza, że roczny rachunek dla nich tylko z tego tytułu skoczy o ok. 50 zł. Dla porównania, statystyczna rodzina płaci obecnie za przesył i prąd 100–120 zł miesięcznie, a jeśli mieszka w domu jednorodzinnym, to 300–400 zł.

– Wyższa opłata przejściowa będzie miała niewielki wpływ na samą taryfę. Najważniejsze będzie podejście URE do zwrotu z zainwestowanego przez energetyków kapitału i ilości dystrybuowanej energii – zauważa analityk mBanku.

Hojne wsparcie

W ocenie Michała Suski, prezesa doradczej firmy Energomix i eksperta BCC, wyższe stawki za przesył możemy zobaczyć także ze względu na bardziej hojne mechanizmy wsparcia dla energetyki. To np. operacyjna rezerwa mocy (za gotowość bloków w godzinach szczytu) i interwencyjna rezerwa zimna (utrzymanie gotowości bloków przeznaczonych do likwidacji). – Będzie presja sektora, by otrzymać większe płatności z tego tytułu już od przyszłego roku aż do czasu pełnego wdrożenia tzw. rynku mocy (wsparcie dla konwencjonalnego wytwarzania energii – red.) – uważa Suska.

O ile rynek spodziewa się podwyżek w dystrybucji, stanowiącej dziś ok. 50 proc. płaconych przez nas rachunków za energię, o tyle w przypadku taryf sprzedażowych (za sam prąd) nie oczekuje podwyżek. Nie oznacza to jednak, że takie żądania się nie pojawią.

Choć URE nie otrzymał jeszcze wniosków w sprawie taryf dla gospodarstw domowych od żadnej z zobowiązanych spółek (Innogy jest z tego zwolnione), to nieoficjalnie koncerny już sugerują podwyżki. – Bylibyśmy usatysfakcjonowani podwyżką rzędu kilku złotych za megawatogodzinę, co oznaczałoby wzrost stawek o 2–3 proc. – słyszymy od energetyków.

– To pobożne życzenia – ucina Suska. Oczekuje raczej spadku taryfy sprzedaży o 1–2 zł/MWh.

Z kolei Kamil Kliszcz spodziewa się porównywalnych do tegorocznych taryf na sprzedaż energii. – Nie ma żadnych obiektywnych przesłanek dla podwyżek. Bo cena hurtowa sprzedawanej na 2017 r. energii w kontraktach jest niższa niż w tym roku, spadły też ceny zielonych certyfikatów (wsparcie dla OZE – red.), a kontrakty na węgiel nie uwzględniają jeszcze wyższych cen na rynkach światowych – wylicza analityk.

Jego zdaniem już samo utrzymanie przez URE taryfy dla odbiorców indywidualnych na obecnym poziomie będzie krokiem naprzeciw oczekiwaniom spółek obrotu w grupach energetycznych. – Na gospodarstwach domowych sprzedawcy nie zarabiali w tym roku w ogóle. Utrzymanie stawek taryfowych na tegorocznym poziomie przy spadających cenach energii i certyfikatów oraz stabilnych cenach węgla dałoby im szansę na niewielką, kilkuprocentową marżę w tej grupie odbiorców – uważa Kliszcz.

Przedstawiciele Ministerstwa Energii zapowiadali ostatnio w Sejmie, że nie przewidują znaczących podwyżek cen prądu w przyszłym roku. Skoro więc stawki dystrybucyjne mogą pójść w górę, to należałoby oczekiwać, że opłaty za samą energię pozostaną przynajmniej na niezmienionym poziomie. Jak będzie w rzeczywistości, dowiemy się w połowie grudnia.

Mogą Ci się również spodobać

Czy elektromobilność zardzewieje?

Na zamrożeniu cen prądu najbardziej straciły spółki dystrybucyjne. Wiele z nich sprzedaje energię poniżej ...

JSW idzie za ciosem. Chce rozpocząć projekty z Prairie Mining

W najbliższy piątek dojdzie do spotkania zarządu jastrzębskiej spółki z Prairie Mining. Australijski inwestor ...

Tankujesz paliwo premium? Tylko przepłacasz

Jeżeli podczas tankowania na stacji benzynowej wybierasz tzw. paliwo premium, to najprawdopodobniej jedyną różnicą ...

Amerykański LNG króluje w Europie

Według danych amerykańskich, Stany Zjednoczone wyprzedziły Katar i są dziś największym dostawcą gazu skroplonego ...

Trump uwolni energetykę z kajdan

Nowa administracja USA zamierza skończyć z blokowaniem wielkich projektów naftowych. Na efekty tej zmiany ...

Żadnych więcej interesów z polskim rządem

Polscy rolnicy i drobni przedsiębiorcy inwestowali przed laty w wiatraki skuszeni obietnicami polityków. Dziś ...