– Rosjanie powinni byli oddać pierwszy blok energetyczny w 2018 a drugi w 2019 r. Ale te terminy zostały zerwane, a sankcje karne za to są ogromne – mówił prezydent Białorusi, cytowany przez agencję BiełTA.
Kreml przyznał Białorusi do 10 mld dol. kredytu na finansowanie 90 proc. inwestycji. Okres kredytowania to lata 2011-2020, a jego spłata zacznie się pół roku po uruchomieniu elektrowni, ale nie później niż 1 kwietnia 2021 r. Spłata następuje w równych kwotach co pół roku. Kredyt został przyznany na 25 lat.
– Zerwaliście terminy więc umówmy się, że oprocentowanie kredytu zmniejszy się do poziomu takiego, na jakim budujecie na Węgrzech (elektrownia Pars -red.), czy w Wietnamie (około 3 proc. rocznie). My nie będziemy wtedy wprowadzać sankcji – stwierdził białoruski dyktator. Zaproponował też Rosjanom odłożenie rozpoczęcia spłaty kredytu o 3 lata.
Mińsk jest potężnie zadłużony za granicą i nie ma z czego spłacać zadłużenia, bo główne źródło finansowania dewizowego – przerób rosyjskiej ropy, w 2019 r. ucierpiał z powodu zanieczyszczenia przez Rosjan naftociągu „Przyjaźń”. A w tym roku rosyjska ropa na Białoruś nie płynie a kapie, wobec braku umowy. Jednak Rosjanie nie zgodzili się na renegocjację warunków kredytowania Ostrowca.
Władimir Putin nie zareagował na propozycje Łukaszenki, podobnie jak to było wcześniej. Już w 2018 r. Łukaszenko wezwał Rosjan do zmiany warunków kredytowania. W kwietniu 2019 r. zapowiedział, że Białoruś chce obniżenia stawki i wydłużenia okresu spłaty z 25 lat do 35 lat.
Najbardziej zaniepokojona jest Litwa. Na początku lutego wywiad tego kraju w specjalnym raporcie zwracał uwagę na incydenty i brak należytego nadzoru nad inwestycją (wykonawcą jest Rosatom, ale w rzeczywistości elektrownię budują firmy podwykonawcze). Robotnicy są słabo opłacani, co skutkowało strajkiem w sytuacji, kiedy przez kilka miesięcy nie otrzymywali wypłat.
Litewski wywiad zwrócił uwagę na ostatni pożar na terenie elektrowni i brak zgłoszeń tego incydentu do międzynarodowego nadzoru nad obiektami atomowymi. Białorusini tłumaczyli, że to nic takiego, że zapaliło się jedynie wiadro po farbie i ogień szybko ugaszono. Litwini przypominają, że rosyjscy wykonawcy nie raz utajniali wypadki na budowie. Np. upadek reaktora został ujawniony dopiero po wpisach anonimowych pracowników w mediach społecznościowych. Dopiero wtedy Rosatom oficjalni przyznał, że miało to miejsce i zgodził się wymielić ważący 335 ton korpus.
Obecnie w Ostrowcu trwa napełnianie reaktora paliwem jądrowym przywiezionym z Rosji. Pierwszy blok miał rozpocząć pracę wiosną.