Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego rekordowa produkcja energii z fotowoltaiki paradoksalnie zmusza operatora sieci do jej wyłączania.
- W jaki sposób nadmiar zielonej energii prowadzi do ujemnych cen prądu i kto na tym korzysta.
- Jakie znaczenie wahania cen na giełdzie mają dla posiadaczy fotowoltaiki rozliczanej na nowych i starych zasadach.
- Z czego wynikają gwałtowne, wieczorne skoki cen energii i jak wpływa na to brak wielkoskalowych magazynów.
Aktualny rekord wykorzystania mocy z fotowoltaiki do produkcji energii w Polsce wynosi 14,5 GW. Został on odnotowany przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne 20 maja 2026 r. o godz. 11:45. To historyczny wynik, w którym fotowoltaika po raz pierwszy przekroczyła granicę 14 GW i pokryła blisko 75 proc. krajowego zapotrzebowania na moc. Obecny weekend może zbliżyć nas do tego wyniku. Co może oznaczać słoneczny weekend przekonaliśmy się kilka tygodni temu, kiedy długi, czerwcowy weekend przyniósł polskiej energetyce nadmiar energii z fotowoltaiki i chwilowe ceny ujemne w ciągu dnia. Ma to jednak znaczenie tylko dla części obywateli, którzy mają domową fotowoltaikę na tzw. nowych zasadach rozliczania z wyprodukowaną energią. Dla większości klientów te ceny nie mają znaczenia.
Decyzje operatora ze względów bezpieczeństwa
Decyzje operatora sieci przesyłowej (Polskich Sieci Elektroenergetycznych) o wyłączeniu z pracy części instalacji OZE (w czerwcowy długi weekend fotowoltaiki) są już niemal powszechne od kilku lat, zwłaszcza w słoneczne, wiosenno-letnie weekendy, kiedy zapotrzebowanie na energię jest z reguły mniejsze niż w pracujące dni. Jednocześnie wraz z rosnącą mocą OZE w Polsce w takie słoneczne dni nie ma jak zagospodarować nadwyżek zielonego prądu. Tak też może i być w ten najbliższy weekend 26-28 czerwca. Skutkować to może tzw. ujemnymi cenami prądu w środku dnia na Towarowej Giełdzie Energii. W Polsce w ostatnich latach mocno wzrosła liczba instalacji fotowoltaicznych. Według najnowszych danych PSE ich łączna moc przekroczyła 27 GW.
Operator decyduje się na redukcję mocy w sytuacji, gdy energii w sieci jest za dużo wobec aktualnego w danym momencie zapotrzebowania. PSE podejmuje wówczas kroki zaradcze, jak zmniejszenie do minimum pracy elektrowni węglowych i gazowych, awaryjny eksport energii. W ostateczności PSE poleca nakazać operatorom farm wiatrowych lub słonecznych wyłączenia części instalacji. W innym wypadku mogłoby dojść do destabilizacji systemu energetycznego. Właścicielom takich instalacji przysługuje prawo do rekompensat, ale ich wysokość jest niewielka, bo oszacowywana jest na bazie obowiązujących cen energii w godzinach wyłączeń. Takie decyzje operatora ze względów bezpieczeństwa mają swoją cenę. Jest nią utracona, niewyprodukowana zielona energia. Póki w Polsce nie ma wielkoskalowych magazynów energii oraz dostatecznych sygnałów cenowych, aby ograniczać produkcję przez wytwórców, wówczas, kiedy jest jej najwięcej, do takich sytuacji będzie dochodzić. Tylko w tym roku – wedle danych Forum Energii na koniec maja – nie wyprodukowano w efekcie takich wyłączeń blisko 0,9 TWh energii. W całym 2025 r. było to blisko 1,4 TWh. Dla porównania, zużycie energii elektrycznej brutto wyniosło w 2025 r. 175,2 TWh.
Co ważne, decyzje o wyłączeniu instalacji dotyczą tylko wielkoskalowych instalacji, a nie małych prosumenckich instalacji na dachach naszych domów.
Czytaj więcej
Długi, czerwcowy weekend znów przyniósł polskiej energetyce nadmiar energii z fotowoltaiki i chwilowe ceny ujemne w ciągu dnia. Ma to jednak znacze...
Ceny ujemne coraz częstsze. Skąd się biorą?
W słonecznych godzinach o niskim zapotrzebowaniu hurtowe ceny energii elektrycznej spadają bowiem poniżej zera, by w godzinach późnego popołudnia i wieczoru osiągać poziomy przekraczające 1500-2000 zł/MWh. Ujemne ceny hurtowe są wypadkową wysokiego potencjału generacji z fotowoltaiki, niskiego zapotrzebowania na moc oraz tzw. minimum systemowego.
– Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, w całym 2025 r. ceny ujemne na rynku spot (tzw. ceny RCE) pojawiły się w 1.414 kwadransach, z czego 1.152 (81 proc.) w pierwszej połowie roku. Do 24 czerwca bieżącego roku ujemnych kwadransów na rynku dnia następnego było 950. Rok 2026 przyniósł jednak inne rekordy. Podczas weekendu majowego Rynkowa Cena Energii (RCE) osunęła się chwilowo do poziomu -1.458 zł/MWh – wylicza Kamil Moskwik, analityk ośrodka analitycznego PLENTRA.
Michał Grabka, kierownik programu badawczego Energia i Klimat w Fundacji Instrat wskazuje, że prawdziwe wyzwanie dla systemu pojawia się wieczorem – gdy słońce zachodzi, fotowoltaika odpada, a klimatyzatory wciąż pracują pełną parą. – W zeszłym tygodniu, jeszcze względnie chłodnym, najdroższa godzina na rynku hurtowym kosztowała ok. 1350 zł/MWh. W tym – już ponad 2500 zł/MWh. To sygnał, że bez magazynów energii te cenowe szczyty będą boleć coraz mocniej – zarówno firmy, jak i gospodarstwa domowe. Baterie przydomowe mogłyby tu odegrać znaczną rolę, dlatego ich rozwój nie powinien być administracyjnie blokowany – mówi.
Minimum systemowe oznacza, że pewna liczba jednostek wytwórczych – węglowych, gazowych, jądrowych – musi pozostać „w ruchu”. Wynika to ze względów bezpieczeństwa systemu (rezerwy mocy bilansujących w dół oraz inercja), ze względów ciepłowniczych (w tym ze względu na produkcję pary technologicznej), a także z ograniczonej elastyczności co do czasu wygaszenia i ponownego uruchomienia, trwających wiele godzin i negatywnie wpływających na ich kondycję techniczną.
– Z powyższych względów, tego typu jednostki wytwórcze wolą sprzedać energię po cenie ujemnej („pozostać w ruchu i dopłacić za jej pobór”), niż ponosić znacznie wyższe koszty wyłączeń i ponownych uruchomień. Równocześnie, ceny ujemne są sygnałem, że w transformujących się systemach brakuje infrastruktury zdolnej do zagospodarowania nadwyżki generacji z pogodozależnych OZE – magazynów energii oraz sterowalnego, elastycznego popytu – dodaje Kamil Moskwik.
Co istotne. Ujemne ceny i redukcje generacji obniżają rentowność inwestycji w OZE. – Dodatkowo każda zredukowana megawatogodzina może oznaczać rekompensaty dla wytwórców, które idą w dziesiątki milionów złotych. Ta sama południowa nadpodaż napędza skok cen wieczorem, gdy generacja z fotowoltaiki maleje do zera, a popyt rośnie, cena hurtowa po zmroku potrafi przekroczyć 1.500-2.000 zł/MWh – wskazuje.
Czytaj więcej
– Mamy dziś ogromną szansę na wykorzystanie niskich cen energii elektrycznej do produkcji ciepła. To może ograniczyć wzrost cen ciepła oraz skalę k...
Dla kogo ujemne ceny prądu mają znaczenie?
Na ujemnych poziomach cen na rynku hurtowym korzystają elastyczni odbiorcy (poprzez taryfy dynamiczne), magazyny energii (dla których ładowanie po cenie ujemnej oznacza przychód), a także przemysł zdolny przesunąć procesy produkcyjne na godziny południowe. – Przeciętne gospodarstwo domowe – pozostające na taryfie niebędącej taryfą dynamiczną – płaci stałą stawkę za energię i nie odczuwa tych korzyści. W sytuacji nadpodaży energii z OZE interweniuje operator systemu, dokonując tzw. redukcji generacji. W 2025 roku produkcję z OZE w Polsce ograniczono o blisko 1,4 TWh, z czego trzy czwarte pochodziło z fotowoltaiki – mówi dalej Moskwik.
Ujemne ceny energii na rynku hurtowym nie mają przełożenia na finalne rachunki klientów za prąd. Te wynikają z kontraktów długoterminowych, a nie krótkoterminowych. Mają jednak znaczenie dla części prosumentów, a więc posiadaczy domowej fotowoltaiki, którzy zainstalowali panele po 1 kwietnia 2022 r. Wyprodukowana energia przez te instalacje jest bowiem rozliczana w oparciu o rynkowe ceny energii w ciągu dnia (net-billing). System ten polega na sprzedaży nadwyżki wyprodukowanej energii do sieci po cenach giełdowych, a zakup energii następuje wg standardowych taryf sprzedawcy. Kiedy więc dochodzi do nadwyżek energii w sieci i niskich lub ujemnych cen energii, tacy właściciele instalacji są w gorszej sytuacji niż posiadacze paneli na tzw. starych zasadach (net-metering). W tym starszym systemie nie dochodzi do żadnego rozliczenia energii po obowiązujących giełdowych cenach. Wyprodukowana i oddana do sieci energia jest kompensowana z energią pobieraną przez prosumenta. Właścicieli domowej fotowoltaiki jest w Polsce ok. 1,6 mln.