Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób upały i temperatura wody ograniczają pracę kluczowych elektrowni w Polsce.
  • Czym jest rynek mocy i dlaczego staje się on kluczowym narzędziem dla operatora systemu.
  • Jak niski poziom rezerwy mocy wpływa na bezpieczeństwo krajowego systemu energetycznego.
  • Kto finansuje ten mechanizm i jakie ma to znaczenie dla odbiorców końcowych energii.

To już drugi raz w tym tygodniu (a piąty raz w ogóle), kiedy Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły okresy przywołania na rynku mocy. Sytuacja się jednak pogłębia, bo po pierwsze coraz więcej bloków węglowych musi redukować prace, po drugie liczba godzin, kiedy przywołano rynek, rośnie już do czterech (4 sierpnia były to dwie), a w krytycznym momencie rezerwa mocy potrzebna do bezpiecznej pracy systemu spadła poniżej 600 MW (4 sierpnia było to blisko 660 MW).

Rynek mocy w mocy. Jak działa? 

W czwartek 6 sierpnia 2026 r. między godz. 17 a 22 zabraknie wymaganej przepisami rezerwy do produkcji energii. Sama w sobie ta sytuacja nie grozi blackoutem. Operator sięga po to narzędzie, by nie zabrakło nam mocy do produkcji energii. Z danych PSE wynika, że znów kilka bloków węglowych musiało ograniczyć prace i dostarczyć mniej mocy do systemu. Chodzi ponownie o obiekty Enei w Połańcu i Kozienicach. Ubytki mocy pojawiły się także w elektrowni Turów należącej do PGE.

Czytaj więcej

Kilka bloków węglowych ograniczyło produkcję. PSE ogłosiły alarmowy okres

To już trzecie w tym roku (pierwsze miało miejsce 30 czerwca, drugie 4 sierpnia), a piąte w ogóle ogłoszenie okresów przywołania na rynku mocy. Sytuacja ta oznacza, że wszystkie podmioty, które są objęte obowiązkami mocowymi wynikającymi z zawartych umów, muszą we wskazanym okresie dostarczyć odpowiednią moc do systemu. – Wytwórcy muszą ją przedstawić do dyspozycji operatora albo wprowadzić do sieci (w zależności od typu jednostki wytwórczej), a odbiorcy objęci umowami mocowymi muszą zredukować swoje zapotrzebowanie – informują PSE.

Ustawa o rynku mocy została uchwalona pod koniec 2017 r. Ogłoszenie okresów przywołania na rynku mocy wynika z faktu, iż dostępna dla operatora nadwyżka mocy wytwórczych (ponad zapotrzebowanie odbiorców) była istotnie niższa niż wymagane dla bezpieczeństwa pracy systemu 9 proc.

Praca systemu elektroenergetycznego jest planowana w taki sposób, by operator zawsze dysponował odpowiednią rezerwą mocy. Jest ona niezbędna, by możliwe było zaspokojenie zapotrzebowania, gdy np. dojdzie do awarii jednostek wytwórczych, generacja ze źródeł odnawialnych będzie mniejsza od planowanej lub zapotrzebowanie będzie większe od prognozowanego. Jeżeli odpowiednia rezerwa nie jest zachowana, konieczne jest wykorzystanie różnych narzędzi, którymi dysponuje operator. Są to m.in. zmiany grafiku remontów, polecenie zwiększenia generacji, praca elektrowni w przeciążeniu czy wykorzystanie elektrowni szczytowo-pompowych.

Uczestnicy rynku mocy otrzymują wynagrodzenie za pozostawanie w gotowości i realizację swoich obowiązków mocowych, gdy operator tego zażąda. Każdy z nas płaci za to w rachunku za energię pod postacią tzw. opłaty mocowej. Co ważne, okres przywołania na rynku mocy nie ma wpływu na odbiorców indywidualnych i nie pociąga za sobą żadnych utrudnień dla odbiorców energii elektrycznej.

Coraz mniejsza rezerwa, coraz więcej odstawień 

Aby bezpiecznej rezerwy mocy do produkcji energii elektrycznej nie zabrakło. Rezerwa mocy między godz. 17 a 19 może spaść do 932–597 MW. To mniej niż moc jednej dużej elektrowni węglowej (PSE przyjmuje roboczo tę wartość na 1000 MW). Jeśli tej mocy w rezerwie jest mniej niż wspominane 1000 MW (a tak jest dzisiaj), PSE wprowadza środki zaradcze. Importu awaryjnego nie można przeprowadzić, bo u naszych sąsiadów jest podobna sytuacja jak u nas. Pozostaje więc mechanizm rynku mocy.

Czytaj więcej

PSE nie planują na dziś ogłoszenia okresu przywołania na rynku mocy

Dlaczego wielkość rezerwy mocy jest zagrożona? Przede wszystkim przez upały. Już od kilku dni największe problemy są w elektrowniach należących do Enei, a więc w kompleksach w Kozienicach i w Połańcu. Sytuacja się jednak pogłębia, bo coraz więcej bloków węglowych musi ograniczać tam prace. W Kozienicach na 11 bloków już 10 odnotowuje awaryjne ubytki mocy. Dodatkowo od początku lipca do września największy blok węglowy w Polsce B11 o mocy ponad 1000 MW przechodzi planowany wcześniej remont. Podobny problem jest w Połańcu, gdzie na dziewięć bloków już siedem ma wysokie ubytki mocy sięgające ponad 200 MW mocy.

Ubytki mocy to najprawdopodobniej efekt zbyt wysokiej temperatury wody, która służy do chłodzenia, a później jest zrzucana z powrotem do rzeki (jej dopuszczalna temperatura to 35 stopni C). Dlatego właściciel musi ograniczyć pracę elektrowni, aby nie przekraczać dopuszczalnej temperatury zrzucanej wody. – Na podstawie bieżących obserwacji parametrów hydrologicznych Enea Wytwarzanie odnotowuje okresowe wahania przepływów oraz obniżone stany wody, szczególnie w okresach wysokich temperatur i długotrwałego braku opadów. Zjawisko to jest szczególnie istotne na obszarze prowadzenia działalności Elektrowni Kozienice, gdzie dostępność wody z Wisły ma bezpośrednie znaczenie dla stabilności procesów technologicznych oraz bezpieczeństwa Krajowego Systemu Energetycznego – tłumaczy Enea Wytwarzanie..

Poza blokami Enei problemy są także w Turowie (PGE, ubytki mocy), EC Żerań (Orlen, jeden blok nie pracuje).