Znów iskrzy na linii spółki energetyczne – Polska Grupa Górnicza. W tle sporu są rosnące zapasy węgla, import z Rosji i podwyżki dla górników.
Wśród górniczych firm słychać głosy, że do ich kłopotów przyczyniły się koncerny energetyczne. – Zamiast kupować polski węgiel, sprowadzają surowiec z zagranicy. A górka niesprzedanych zapasów przy kopalniach cały czas rośnie – mówi przedstawiciel branży górniczej.
Problem w tym, że elektrownie też mają pełne place magazynowe. W tej sytuacji, by wyrwać PGG z opałów, spółki energetyczne wykupują część węgla, który i tak leży przy kopalniach górniczej spółki. W skali roku to pomoc liczona w setkach milionów złotych. Energetyka obawia się jednak, że w przypadku dalszego pogarszania się sytuacji PGG, takie wsparcie może być już niewystarczające. – Ewentualna zgoda zarządu PGG na podwyżki płac, będzie jak zaproszenie na bal na Titanicu – alarmuje jeden z naszych rozmówców.
Vapor escapes from cooling towers at the lignite coal-fired power plant operated by PGE Elektrownia Belchatow SA near Belchatow, Poland,/Bloomberg
Do powstania węglowej górki przyczynił się nie tylko zwiększony import surowca z zagranicy, ale też ciepła zima i zmniejszona produkcja energii z tego paliwa. Jak podają Polskie Sieci Elektroenergetyczne, w grudniu 2019 r. produkcja prądu z węgla kamiennego spadła aż o 14 proc., w porównaniu z tym samym miesiącem 2018 r., do 6,4 terawatogodzin (TWh). W skali całego 2019 r. produkcja z tego paliwa tąpnęła o 5 proc. i wyniosła 78,2 TWh. Jeszcze większy spadek produkcji zanotowały elektrownie na węgiel brunatny – o 21 proc. w grudniu i o 15 proc. w całym 2019 r. Z kolei więcej energii w minionym roku wytworzyły elektrownie oparte o odnawialne źródła i opalane gazem, a ponadto wzrósł import energii elektrycznej z zagranicy. Wciąż jednak czarne paliwo jest podstawowym źrodłem energii w Polsce – w grudniu z węgla kamiennego wyprodukowano 46 proc. prądu, a z brunatnego kolejne 23 proc.