Brunatna zieleń Niemiec

Bloomberg

Przez najbliższe dwa tygodnie oczy świata zwrócone będą w kierunku Bonn. W stolicy dawnej RFN odbywa się tegoroczny szczyt klimatyczny ONZ, tzw. COP23.

Formalnie gospodarzem jest Fidżi. Wyspa ta – jako szczególnie zagrożona skutkami globalnego ocieplenia – staje się symbolem. Może zniknąć pod wodą nawet przy pełnym wdrożeniu postanowień paryskiej konferencji sprzed dwóch lat. Zdecydowano tam o konieczności podjęcia działań w zakresie ograniczenia wzrostu temperatury „znacznie poniżej 2 stopni C” wobec epoki przedprzemysłowej.

Dlatego w Bonn już pierwszego dnia konferencji klimatycznej postulowano konieczność podniesienia granicy do 1,5 stopnia Celsjusza. Rząd federalny w geście solidarności z Fidżi obiecał co prawda zwiększenie pomocy finansowej dla szczególnie zagrożonych państw wyspiarskich. Nasi zachodni sąsiedzi do dotychczasowej puli wpłaconych do tzw. funduszu adaptacyjnego 190 mln euro chcą dorzucić 50 mln euro.

Ze strony niemieckich polityków nie należy się jednak spodziewać deklaracji w zakresie ograniczenia roli energetyki węglowej. To temat tak samo polityczny jak w Polsce. O ile jednak nad Wisłą sprawa rozbija się o utrzymanie dominacji węgla kamiennego, o tyle nad Renem część polityków broni dalszego funkcjonowania kopalni węgla brunatnego, choć to najbardziej emisyjne paliwo.

Elektrownie na węgiel brunatny mają stanowić rezerwę dla licznych odnawialnych źródeł energii po wyjściu Niemiec z energetyki nuklearnej. Proces ich zamykania jest w toku, dlatego emisje naszego sąsiada rosną. Tym samym zmniejsza się szansa na realizację wyznaczonych przez Berlin celów w zakresie redukcji emisji (w 2020 r. ma być o 40 proc. mniej, a w 2030 r. – o 55 proc. mniej), o czym głośno już mówi tamtejsze Ministerstwo Środowiska. – Ochrona klimatu i rezygnacja z węgla brunatnego to trudne tematy rozmów prowadzonych przez potencjalnych koalicjantów w nowym rządzie – mówi nam Jürgen Döschner, korespondent WDR (stacji radiowej z siedzibą w Kolonii). – Tylko partia Zielonych konsekwentnie dąży do rozwiązania problemu węgla brunatnego i wyznaczenia ścieżki wyjścia z takiej energetyki. Ten punkt stanowi dla nich czerwoną linię nie do przekroczenia. Z kolei liberałowie (FDP) przeciwni subsydiom dla odnawialnych źródeł nie mają nic przeciwko dopłatom dwukrotnie wyższym, sięgającym 50 mld euro rocznie, do energetyki konwencjonalnej – dodaje Döschner.

Ze względu na te różnice nie wróży sukcesu w tworzeniu tzw. jamajskiej koalicji (nazwa nawiązuje do kolorów partyjnych formacji, które je tworzą: czarnego dla CDU/CSU, zielonego dla Zielonych i żółtego dla FDP, takich jak na fladze Jamajki) na poziomie narodowym, mimo że takie sojusze zawiązały się na poziomie niektórych niemieckich gmin. Ich włodarze stawią się licznie w Bonn, pokazując dążenia gmin do pełnej niezależności od importu i plany oparcia się w 100-proc. na OZE w przyszłości.

Tymczasem Alexander Graf Lambsdorff z FDP w rozmowie z radiem Deutschlandfunk stwierdził, iż realizacja niemieckich celów redukcyjnych grozi utratą konkurencyjności przemysłu nad Renem

Mogą Ci się również spodobać

Wielka feta na Jamale

Dziś w obecności prezydenta Rosji pierwsza partia gazu skroplonego z zakładów Jamał LNG została ...

Lotos planuje postój remontowy

Przerwa w pracy gdańskiej rafinerii potrwa półtora miesiąca. W tym czasie mają zostać wyremontowane ...

Murmańsk zamarza bez gazu

W 300 tys. Murmańsku, rosyjskim porcie nad Morzem Barentsa, temperatura spadła do minus 30 ...

PERN rozbuduje Terminal Naftowy w Gdańsku

Najpóźniej do końca 2020 r. PERN chce rozbudować Terminal Naftowy w Gdańsku o kolejne ...

Ropa z USA jest brudna. Wiemy dlaczego

Dwie największe koreańskie rafinerie zrezygnowały z przerobu kupionej w USA ropy łupkowej.  Powodem jest zbyt ...

Ten rok pod znakiem przeglądu strategii Tauronu

W tym roku Tauron chce się skupić na aktualizacji strategii biznesowej. Jak podkreślił prezes ...