Armin Steinbach/Twitter

Kiedy w październiku mimo wciąż wysokich cen ropy kartel OPEC zdecydował o obniżeniu produkcji surowca, wielu jej konsumentów zareagowało oburzeniem. Jak zauważa Armin Steinbach, w związku z tym każdy konsument produktów ropopochodnych ponosi straty, które nie są trudne do oszacowania. Niemiec, który od kartelu żąda wyrównania szacowanych na 50 euro swoich strat związanych z jego działalnością, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zachęca do pójścia w swoje ślady polskich konsumentów.

Czytaj więcej

OPEC pozwany o… 50 euro. Paradoksalnie ma się jednak czego obawiać

Na czym opiera się Pana pozew przeciwko OPEC? Jak oszacował Pan poniesione przez siebie straty?

Pozwałem OPEC jako indywidualny konsument, który zaopatruje się w produkty ropopochodne – głównie benzynę do motocykla i olej opałowy do ogrzewania domu. Założyłem, że rynek ropy naftowej jest pod wpływem kartelu, a szacunki swoich strat oparłem na badaniach, które ustalają, o ile istnienie kartelu na danym rynku zawyża ceny.

Badania wskazują, że w takim wypadku ceny mogą być od 5 do 45 procent wyższe od cen w scenariuszu braku kartelu. Ponieważ OPEC działa na skalę światową jako kartel już od kilkudziesięciu lat, a popyt na ropę jest dość sztywny, skutkiem tego najprawdopodobniej jest znaczące zawyżenie cen. Zażądałem naprawienia strat poniesionych w ciągu ostatnich 10 lat. Sąd uznał pozew i nakazał OPEC odpowiedzieć na moje roszczenie i wskazać swoich prawników.

Czy spodziewa się Pan, że pozwów tego rodzaju będzie więcej? Czy ich składanie ma Pana zdaniem sens?

Tak, myślę, że moim śladem może pójść wielu ludzi. Do tej pory takie procesy miały miejsce w USA, ale pozwy zostały ostatecznie odrzucone ze względu na immunitet OPEC jako podmiotu państwowego. W Europie jest jednak inaczej, a to za sprawą węższej definicji takiego podmiotu. Nie słyszałem dotąd o takich pozwach w Europie, ale zakładam, że nie wnoszono ich ze względu na brak świadomości, że OPEC można pozwać.

Po tym jak pozwałem OPEC za pierwszym razem, co miało miejsce 10 lat temu, kartel złożył skargę do władz niemieckich, ponieważ byłem wówczas urzędnikiem państwowym. Skarga została przekierowana do mnie i chociaż nie towarzyszyło temu żądanie wycofania pozwu, było dla mnie jasne, że jeśli tego nie zrobię, spotkają mnie konsekwencje. Obecnie toczący się proces ma swój wymiar polityczny. Jeśli wygram tę sprawę, może dojść do tsunami sporów sądowych z OPEC.

Czytaj więcej

OPEC+ ostro tnie wydobycie ropy naftowej

Czy pozwanie OPEC jest trudne? Jakiej rady udzieliłby Pan Polakom, którzy chcieliby pójść w Pana ślady?

Polski system prawny dużo bardziej przypomina niemiecki niż amerykański. W szczególności polskie sądy – dokładnie tak jak niemieckie – stosują unijne prawo ochrony konkurencji. Z merytorycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy pozew przeciwko OPEC zostanie złożony w Warszawie czy w Berlinie – w obu przypadkach zastosowanie ma bowiem unijne prawo antykartelowe.

Ponadto tak polskie, jak i niemieckie sądy mogą stosując unijne prawo antymonopolowe zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu o poradę. Jeśli OPEC zostanie uznany za kartel, będzie to naprawdę świetna wiadomość, która zachęciłaby konsumentów do składania pozwów podobnych do mojego.

Jak ogólnie ocenia Pan obecną politykę OPEC? W październiku mimo utrzymywania się kryzysu energetycznego kartel podjął decyzję o ograniczeniu produkcji ropy.

Październikowa decyzja OPEC unaocznia, jak szkodliwa jego polityka jest dla konsumentów, w tym zwłaszcza przedstawicieli najsłabszych i najuboższych grup społecznych. Szczególnie wyraźnie widać to w kontekście wojny na Ukrainie i przyspieszającej inflacji, która skutkuje kryzysem kosztów życia. To pokazuje, jak wystąpienie przeciwko OPEC jest pilne. Swój pozew złożyłem jeszcze przed październikową decyzją kartelu, więc między tymi faktami nie ma bezpośredniego związku. Jednak muszę przyznać, że moim celem było sprowokowanie w społeczności międzynarodowej dyskusji na temat prowadzonej przez OPEC polityki.

Jak Pańskie działania przeciwko OPEC mogą wpłynąć na globalną transformację w kierunku bardziej ekologicznych źródeł energii?

Jeśli wystąpimy przeciwko temu kartelowi i uda nam się odnieść sukces, w krótkim okresie efektem będą niższe ceny ropy, co przynajmniej teoretycznie nie wspierałoby transformacji energetycznej. Jednak na dłuższą metę rozpad kartelu oznaczałby, że ​​OPEC utraci swoje zyski z działalności związanej z paliwami kopalnymi. Ich utrata powinna sprawić, że kraje kartelu będą miały motywację do podążania ścieżką transformacji energetycznej. Dlatego moim zdaniem przeciwstawienie się kartelowi jest ważnym elementem strategii przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Czytaj więcej

Arabia Saudyjska obniża ceny ropy dla Europy i symbolicznie podnosi dla USA

Jak ocenia Pan podejście do OPEC, jakie przyjmują USA i inni główni konsumenci ropy?

W tym podejściu istnieje znacząca różnica między USA a Europą. W USA pojawił się pomysł uchwalenia prawa określanego mianem „NOPEC”. Członkowie Kongresu chcą w ten sposób zdjąć z konsumentów związany z polityką OPEC ciężar, więc wyraźnie pokazuje to ich niezadowolenie z obecnej sytuacji.

Nie jestem jednak pewien, czy te wysiłki przyniosą skutek, ponieważ wiąże się z tym wiele implikacji politycznych. To samo dotyczy UE, bo politycy boją się odwetu ze strony OPEC. Właśnie dlatego w przeszłości władze nie podejmowały kroków w celu pociągnięcia kartelu do odpowiedzialności. Jednak całkowicie zmienić w tym względzie zasady gry mogłyby pozwy prywatne.

Nie jestem w stanie przewidzieć, czy moja sprawa zakończy się sukcesem. Jeśli tak by się stało, OPEC mógłby odwołać się od wyroku, jednak w dłuższej perspektywie musiałby stawiać czoła coraz większej ilości problemów. Musiałby się zmierzyć z miliardowymi roszczeniami konsumentów domagających się odszkodowań. Nie widzę możliwości, żeby w takich okolicznościach OPEC mógł kontynuować swoją monopolową politykę.

CV

Armin Steinbach

Armin Steinbach – 44-letni niemiecki prawnik i ekonomista, który w berlińskim sądzie okręgowym złożył pozew przeciwko kartelowi OPEC. Wykłada w prestiżowej szkole biznesu HEC Paris i jest pracownikiem naukowym w Instytucie Maxa Plancka w Bonn.