Jeszcze kilka lat temu inwestycja we własne odnawialne źródła energii figurowała w większości polskich firm w jednej rubryce: zobowiązania ESG. Coś ważnego, ale niekoniecznie pilnego. Dziś ta logika przestała obowiązywać. Dla rosnącej grupy polskich przedsiębiorstw przemysłowych własne źródła OZE i magazyny energii to nie instrument budowania wizerunku – to narzędzie zarządzania i oszczędzania. I to jedno z nielicznych, które działa.
Przemysł płaci wysoką cenę
Polska należy do najdroższych rynków energii elektrycznej dla przemysłu w Unii Europejskiej. Odbiorcy z taryf wysokiego napięcia – grupy A i B, czyli największe zakłady produkcyjne, huty, cementownie, zakłady chemiczne – płacą za energię elektryczną łącznie z opłatami dystrybucyjnymi i podatkami ceny, które regularnie plasują Polskę w górnej części europejskich zestawień. Dzieje się tak między innymi dlatego, że ponad połowa energii elektrycznej w Polsce pochodzi z węgla. To paliwo, którego koszt wytwarzania jest uzależniony od coraz droższych uprawnień do emisji CO₂ w ramach systemu EU ETS.
– Polski przemysł energochłonny płaci dziś de facto podwójną cenę za opóźnioną transformację energetyczną: raz poprzez wysokie rachunki za energię, drugi raz poprzez rosnące ryzyko utraty konkurencyjności względem firm działających w krajach z wyższym udziałem OZE w miksie. To nie jest problem przyszłości – to problem, z którym od lat boryka się polski przemysł – mówi Ireneusz Kulka, Country Lead EDP w Polsce.
W ostatnich latach pojawił się dodatkowy czynnik, którego większość firm po prostu nie uwzględniała w swoich modelach ryzyka przed 2022 rokiem: niestabilność geopolityczna. Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, ograniczenia importu gazu i ropy oraz przerwy obnażyły ograniczenia strategii opartej wyłącznie na zewnętrznych źródłach energii. W tym kontekście rola odnawialnych źródeł energii uległa zasadniczej zmianie.
Własne OZE i magazyny energii: przewidywalność i niezależność
Instalacja fotowoltaiczna o mocy od kilku do kilkunastu megawatów może pokryć znaczną część dziennego zapotrzebowania zakładu produkcyjnego pracującego w ciągu dnia. Jednak zmienność generacji pozostaje wyzwaniem, dlatego systemy magazynowania energii stają się dziś kluczowym elementem układanki. Systemy BESS (Battery Energy Storage System) rozwiązują jeden z fundamentalnych problemów prosumenckiego modelu w przemyśle: rozbieżność między szczytem generacji a szczytem zapotrzebowania. Zamiast oddawać nadwyżki do sieci po niskich, a nawet ujemnych cenach, przedsiębiorstwa mogą je gromadzić i wykorzystywać później - wtedy, gdy popyt i ceny są wyższe. Połączenie własnych źródeł PV, dostaw energii z zewnętrznych źródeł odnawialnych oraz magazynowania stopniowo redefiniuje podejście przemysłu do energii.
„Rozwiązania hybrydowe to wyraźny kierunek, w którym zmierzamy. Fotowoltaika, magazynowanie oraz dostęp do zdywersyfikowanych źródeł odnawialnych pozwalają firmom stabilizować dostawy energii i - co najważniejsze – lepiej zarządzać finansami” — mówi Ireneusz Kulka, Country Lead w EDP w Polsce.
Przykładem takiego projektu jest umowa jaką EDP podpisało z Grupą PBI. PBI otrzyma pierwszą w Polsce instalację fotowoltaiczną EDP ze zintegrowanym magazynem energii, która zostanie zainstalowana na terenie zakładu. Częścią projektu są systemy magazynowania energii o pojemności 10 MWh, zaprojektowane w celu optymalizacji zużycia energii i zapewnienia elastyczności w okresach wysokiego zapotrzebowania.
PPA jako alternatywa dla własnej instalacji
Nie każda firma może lub chce rozwijać własne odnawialne źródło energii. Dla takich podmiotów naturalnym rozwiązaniem jest kontrakt PPA – długoterminowa umowa zakupu energii bezpośrednio od producenta OZE, z ceną ustaloną na 10–15 lat z góry.
Umowa PPA gwarantuje nabywcy stałą, z góry ustaloną cenę energii elektrycznej przez cały okres obowiązywania kontraktu – niezależnie od tego, co stanie się z cenami na TGE, z kosztami węgla czy z cenami uprawnień ETS. Jednak mimo tych zalet, rynek PPA w Polsce dopiero się rozwija. Problem nie leży po stronie popytu – przemysł chce zielonej energii po stałych cenach. Problem leży po stronie podaży: zbyt mało projektów OZE jest gotowych do zawarcia umów w rozsądnym horyzoncie czasowym.
A wszystkiemu winne m.in. tak zwane projekty zombie. Przez lata podmioty bez realnych planów inwestycyjnych rezerwowały moc przyłączeniową w sieci – nierzadko tysiące megawatów łącznie – blokując dostęp dla projektów gotowych do realizacji. Dla inwestora takiego jak EDP oznaczało to sytuację absurdalną: gotowy projekt, zabezpieczone finansowanie, zidentyfikowana lokalizacja – i brak możliwości uzyskania warunków przyłączenia w rozsądnym czasie.
Ustawa UC84, podpisana w 2026 roku, wprowadza mechanizmy zapobiegające takim nadużyciom: weryfikację aktywności inwestycyjnej podmiotów posiadających warunki przyłączenia, wymogi dotyczące zabezpieczeń finansowych oraz możliwość cofnięcia warunków podmiotom, które nie spełniają kryteriów rzeczywistego procedowania inwestycji. Ustawa ta nie rozwiązuje problemu permittingu bezpośrednio, ale w połączeniu z zapowiadanymi zmianami legislacyjnymi może istotnie zmienić tempo, w jakim nowe projekty trafiają do sieci. To z kolei otwiera nowe możliwości dla przemysłu.
Materiał Partnera: EDP