Czy inwestorzy naprawdę zwracają uwagę na ESG?

Zdecydowanie tak. Pytają bardzo szczegółowo o to, jakimi danymi dysponujemy i co osiągnęliśmy w ostatnich latach. Inwestorzy zawsze pytali o cele i ambicje – zarówno o to, czy są one spójne z ich wewnętrznymi politykami i założeniami całego funduszu, jak i o cele wyznaczone na poziomie przedsiębiorstwa, które mogą na przykład wygenerować dodatkowe przychody czy otworzyć nowy obszar działalności. Teraz pytania dotyczą tego, co się zmieniło: jakie mamy dane, co udało się osiągnąć i czy przekłada się to na dodatkowe wyniki, które mogą być dla inwestorów interesujące.

Uważnie śledzi pan rynek ESG i kolejne zmiany, które na nim zachodzą. Czy małe i średnie firmy poradzą sobie z nowymi wymaganiami?

To niewątpliwie bardzo duże wyzwanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie mają zasobów kadrowych ani organizacyjnych, by udźwignąć tak potężne obciążenie administracyjne, jakim jest raportowanie zrównoważonego rozwoju. Dlatego rolą banków jest rozmawiać z tymi firmami, wspierać je i tłumaczyć, na czym to wszystko polega.

Nie chodzi bowiem wyłącznie o przygotowanie raportu i opublikowanie suchego dokumentu, ale o identyfikację i analizę ryzyk oraz szans – a to może po prostu pomóc firmom w podejmowaniu konkretnych, strategicznych decyzji.

Raportowanie ESG przeszło ostatnio korektę. Co się właściwie zmieniło?

Zmieniło się bardzo dużo – trochę zatoczyliśmy koło. Mniej więcej pięć lat temu, kiedy temat zaczął być odmieniany przez wszystkie przypadki, trafialiśmy z nim najczęściej do zarządów i rad nadzorczych, czyli na najwyższy poziom kierownictwa firm – bo był postrzegany jako źródło dodatkowych szans biznesowych. Potem został przekazany wewnętrznym zespołom, działom ESG, i trochę zamknął się w bańce informacyjnej. Skupiliśmy się przede wszystkim na dopieszczaniu raportów, na dostawianiu przecinków, na tym, żeby te raporty pięknie wyglądały.

Teraz rynek wykonał pewien odwrót od tak bardzo szczegółowego raportowania na rzecz skupienia się na konkretach biznesowych. Myślę, że to jest największa korekta, jaką możemy dziś obserwować.

A jakie nastroje panują dziś wśród firm? Jeszcze kilka lat temu wiele z nich było wręcz przerażonych ogromem pracy, jaka je czeka. Czy to się zmieniło?

Myślę, że część firm nadal jest przestraszona – zwłaszcza te, które do tej pory nie podjęły żadnych działań organizacyjnych i nie przygotowały się na to, że regulacje jednak wchodzą w życie. Może wchodzą nieco później, może w nieco złagodzonej formie, ale wchodzą. A z komunikatów Komisji Europejskiej widać, że kierunek pozostanie ten sam. Część firm wciąż więc się obawia, a część nie podjęła kroków, które powinna była podjąć wcześniej.

Na rynku widać jednak także pozytywne sygnały. Kiedy banki i inwestorzy zaczynają pytać o kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem, okazuje się, że wiele z tych danych już istnieje – tylko nie były odpowiednio nazywane. To nie było „ESG”, tylko po prostu dane administracyjne i zarządcze, zbierane od kwartałów, od lat. Teraz trzeba zrobić kolejny krok: zebrać to wszystko w jeden raport w taki sposób, żeby faktycznie pomagał zarządom i radom nadzorczym w podejmowaniu strategicznych decyzji.

Banki mają wyjątkową perspektywę: ponieważ finansują zmiany w gospodarce, widzą je z wyprzedzeniem. Czy skutki zmian klimatu są już odczuwalne?

Zdecydowanie. W tym roku przez wszystkie przypadki odmieniamy suszę, a dwa lata temu – potężną powódź, która nawiedziła Polskę.

Mówimy o tym, co dzieje się tu i teraz, a nie o przyszłości – nie o ryzykach, które mogą się zmaterializować z jakimś prawdopodobieństwem, tylko o bieżącej sytuacji. Jest to więc jak najbardziej dostrzegalne, a straty finansowe liczy się już w dziesiątkach i setkach milionów złotych. Z punktu widzenia banku to potężne ryzyko.

Z jednej strony mamy ryzyka fizyczne, takie jak susze czy powodzie. Udzielając finansowania, bank musi przeanalizować na przykład, czy dane zabezpieczenie kredytu znajduje się na terenie zalewowym i czy w perspektywie 10, 20 czy 30 lat może być narażone właśnie na takie ryzyka. Z drugiej strony mówimy o potężnej transformacji całego ekosystemu, całej gospodarki, czyli o ryzykach przejścia na gospodarkę niskoemisyjną. Ta transformacja sprawi, że część firm będzie musiała zmienić sposób działania, a część prawdopodobnie zakończy działalność. Dlatego przy udzielaniu finansowania wszystkie te elementy są dziś analizowane.

Które z ryzyk klimatycznych jest dziś w Polsce najpoważniejsze?

Moim zdaniem nie ma jednego szczególnego ryzyka. Wspomniałem oczywiście przed chwilą o suszach i powodziach, ale uważam, że mamy do czynienia z mozaiką wszystkich ryzyk, o których się dziś mówi, bo to one razem prowadzą do niestabilności – cen energii, dostępu do wody, funkcjonowania infrastruktury w kraju. Największym zagrożeniem jest więc wszystko to razem wzięte, a nie jeden konkretny czynnik.

Czy ESG nie odciąga uwagi od realnych problemów?

Absolutnie nie. To są realne problemy. Czy nazwiemy to ESG, zrównoważoną gospodarką, czy transformacją energetyczną – są to realne problemy, przed którymi stoi społeczeństwo, gospodarka, banki i cały ekosystem finansowy. Dobrze wdrożone ESG pozwala identyfikować ryzyka i szanse oraz podejmować strategiczne decyzje. Jeśli jednak traktujemy ESG wyłącznie jako spełnienie wymogu regulacyjnego, czyli napisanie raportu i jego publikację, to faktycznie nie tędy droga.

Skoro mowa o regulacjach – czy Unia Europejska nie przesadza z wymogami dotyczącymi ESG?

Sednem raportowania i tych wymogów jest identyfikacja ryzyk. Możemy dyskutować, czy regulacje unijne nie były nieco przesadzone i czy wymagana szczegółowość danych – szczególnie od małych i średnich przedsiębiorstw – nie była zbyt duża. Nie możemy jednak negować tego, że te ryzyka istnieją. Dlatego uważam, że UE nie przesadza.

PARTNER ROZMOWY: ALIOR BANK