Polska wciąż nie ma zagwarantowanych na tyle dużych dostaw norweskiego gazu, aby wypełnić otwierany 1 października gazociąg Baltic Pipe, a tymczasem w poniedziałek w sprawie nowych dostaw z Oslo porozumiał się Berlin. Szczegóły umowy nie są znane, ale jak po spotkaniu z kanclerzem Olafem Scholzem zapewniał premier Jonas Gahr Store, dostawy do Niemiec będą tak duże, „jak to tylko możliwe”.

Nowe dostawy do Niemiec pozwolą Norwegii wyprzedzić pod względem wielkości eksportu gazu ziemnego Rosję, czyniąc ją po raz pierwszy w historii największym jego eksporterem na świecie (skład światowej czołówki dopełniają USA i Katar, liderzy pod względem eksportu gazu LNG). Podane również w poniedziałek norweskie dane pokazały, że za sprawą skoku cen – ale i wzrostu wolumenów sprzedaży – w lipcu wartość eksportu surowca sięgnęła rekordu.

Czytaj więcej

Gaz coraz szybciej drożeje, 13 proc. w dzień. Gazprom straszy szacunkami na zimę

Wyniosła 128,4 bln koron i była czterokrotnie wyższa niż rok wcześniej. W kategoriach ilościowych rok do roku norweski eksport zwiększył się jednak już tylko o 5,7 proc., co nie pozwala na zaspokojenie rosnącego popytu ze strony krajów europejskich, do których dostawy ogranicza Rosja.

Norweska branża wydobycia gazu już pracuje na pełnych obrotach, a bez inwestycji w nowe moce zwiększenie dostaw będzie niemożliwe. To oznacza, że rywalizacja o tamtejszy gaz będzie zaciekła, a bez nowych kontraktów Baltic Pipe nie będzie w pełni wykorzystywany, zwłaszcza kiedy w styczniu osiągnie docelowe moce przesyłowe.

Tymczasem większe dostawy z Norwegii to wciąż za mało, by Niemcy zagwarantowali sobie bezpieczeństwo energetyczne na zimę, w sytuacji gdy przepływy Nord Streamem z Rosji opiewają na ledwie 20 proc. jego przepustowości. Dobra wiadomość jest taka, że magazyny błękitnego paliwa są już wypełnione w 77 proc., co było planowane na za dwa tygodnie.

Czytaj więcej

Niemiecki koncern współfinansujący Nord Stream 2 idzie na noże z Gazpromem

Jednak według Klausa Muellera, prezesa regulatora rynku energetycznego, nawet realizacja rządowego planu napełnienia magazynów do listopada w 95 proc. wystarczy w razie całkowitego odcięcia dostaw z Rosji do pokrycia jedynie około 2,5-miesięcznego zapotrzebowania. Jak dodawał urzędnik, osiągnięcie tego celu może być bardzo trudne ze względu na ryzyko chłodnej jesieni oraz dalszych zakłóceń w dostawach.

- Nie mogę zagwarantować, że nawet w korzystnym scenariuszu wszystkie magazyny będą w listopadzie zapełnione w 95 proc. W najlepszym wypadku uda się to trzem czwartym z nich – przyznawał.

Aby uchronić kraj przed niedoborami paliwa używanego w ciepłownictwie, przemyśle i energetyce, rząd w Berlinie prowadzi kampanie społeczne wzywające do ograniczenia jego konsumpcji, a w tym tygodniu nałożył podatek od zużycia gazu. Zamówiony w Norwegii gaz trafi nad Łabę przez dwa nowo otwarte terminale importowe. Rząd wydłużył życie elektrowni węglowych i rozważa utrzymanie wciąż działających reaktorów jądrowych, które miały być zamknięte w tym roku – to może ograniczyć zużycie gazu w przyszłym roku o 3 proc.

Czytaj więcej

Gaz potrzebny i drożeje, Norwegia zwiększa eksport

Regulator opracowuje też możliwości nadawania priorytetu dostawom do branż uważanych za kluczowe dla gospodarki – scenariusze mają być gotowe w październiku. Mimo to przedsiębiorstwa nie będą mogły z góry wiedzieć, w jakiej kolejności będą w razie kryzysu odcinane od gazu.

- Wciąż nie wiemy, jak rozwinie się kryzys. Nie możemy dać żadnej gwarancji, w jakiej kolejności byłyby dokonywane odłączenia – zapowiadał Mueller.