Według danych krajowego operatora ukraińskich magazynów gazu „Ukrtransgaz” od godziny 7 rano 4 października dobowe wielkości zatłaczania gazu wynoszą zero, pisze agencja Unian. W podziemnych magazynach (PMG) według stanu na 4 października znajduje się 18,875 mld m3 gazu, czyli o prawie 48 proc. mniej niż przed rokiem.

1 października rosyjski monopolista gazowy Gazprom wstrzymał transport gazu przez Ukrainę na Węgry. Ma to związek z podpisanym 27 września 15-letnim kontraktem na dostawy gazu na Węgry. Rosjanie zapowiedzieli, że dostarczą surowiec z pominięciem Ukrainy, przez Austrię i Serbię.

Rosjanie już pośpieszyli z deklaracją, że Ukraina może kupić gaz w Gazpromie bezpośrednio (a więc po dużo niższej cenie aniżeli na wolnym rynku Europy, gdzie w poniedziałek cena była na poziomie 1125 dolarów za 1000 m3).

Kijów w listopadzie 2015 r. całkowicie wstrzymał import gazu z Gazpromu. Przez wiele lat Ukraina była największym importerem rosyjskiego gazu. W latach 2005-2006 kupowała rocznie ponad 56 mld m3 surowca. W 2014 r. zajęcia Krymu przez Rosję zakupy spadły do 10,4 mld m3 by w końcu 2015 r. ustać całkowicie.

Wbrew ostrzeżeniom Moskwy, że Kijów nie poradzi sobie bez rosyjskiego surowca, z importem z pozarosyjskich źródeł nie było problemu, na europejskim rynku gazu panowała nadpodaż. W 2020 r. Ukraina kupiła gaz od kilkudziesięciu europejskich firm. Sytuacja zmieniła się od połowy roku kiedy surowiec zaczął gwałtownie drożeć. Na tak drogi gaz z importu Ukrainy nie stać.

Kraj ma dość własnych zasobów, by poradzić sobie z niedoborem surowca, jednak wydobycie własne dotąd było hamowane przez rożne grupy interesów. A ze strony państwa nie było dostatecznych zachęt dla zagranicznych inwestorów. Sprawę utrudnia też fakt, że złożą gazu znajdują się m.in. na objętej wojną z rosyjskimi separatystami wschodniej Ukrainie.