Co roku koncern BP publikuje raport o stanie światowej energetyki. To ceniona w branży analiza sytuacji na rynku ropy, gazu, węgla, atomu i źródeł odnawialnych.
Tegoroczny raport przyniósł kilka ważnych informacji o gazie – nośniku energii, ale i bezpieczeństwa poszczególnych krajów.
Raport wybija mocno jedną cyfrę: 9,9 proc. O tyle spadła konsumpcja gazu w Unii Europejskiej i był to spadek historycznie wysoki. Zużycie gazu najbardziej zmalało w Danii (-16,2 proc.), Belgii, (-14,8 proc.), Wielkiej Brytanii (-14,6 proc.), Bułgarii (-14,5 proc.) i Niemczech (-13,9 proc.).
W Polsce drogiego gazu z Rosji sobie nie żałujemy. Zaoszczędziliśmy tylko 1 proc.
Atak gazociągami
Europa dusi się więc od nadmiaru gazu. Przyznają to nawet sami Rosjanie. W czwartek Siergiej Czełpanow, wicedyrektor Gazprom Eksport, podał, że firma sprzeda w tym roku o 5 proc. gazu mniej, bo na Starym Kontynencie jest „przewaga podaży nad popytem".
Ta sytuacja nie skutkuje jednak ograniczeniem rosyjskich inwestycji gazociągowych. Przeciwnie – Rosja prowadzi zmasowany atak gazociągami: ruszyła druga nitka Nord Stream do Niemiec pod dnie Bałtyku, a dwie kolejne są w planach. Odnoga ma biec w kierunku Wysp Brytyjskich.
– Wykonane według najnowszych technologii rury gazociągu północnego są obliczone na minimum 50 lat pracy i wniosą znaczący wkład w energetyczne bezpieczeństwo Europy – zapewniał prezes Nord Stream Matthias Warnig. A na bezpieczeństwie ten były major Stasi zna się naprawdę dobrze.
W grudniu Gazprom rusza z budową jeszcze większą – liczącego ponad 3 tys. km gazociągu południowego (South Stream). Ominie Ukrainę i połączy rosyjskim gazem Bałkany, Węgry, Włochy i Austrię. Koszt to dziś 15 mld euro.
Koszty się nie liczą
– To ogromne pieniądze, wydawane mimo złej koniunktury popytowej. Ale nawet kryzys ubiegłego roku, i 10-proc. spadek konsumpcji, nie zahamował rosyjskiego parcia na Zachód. Gaz to produkt bardzo istotny geopolitycznie, stąd tak duże inwestycje w bezpieczeństwo przesyłu – ocenia Andrzej Szczęśniak, ekspert ds. energetyki. – To polisa na bezpieczne dostawy gazu dla krajów będących największymi konsumentami, które chcą rozwijać współpracę z Rosją i oprzeć na rosyjskim gazie rozwój odnawialnej energii (przede wszystkim Niemcy – red.).
O determinacji Rosjan w budowie tej rury świadczy fakt, że wzięli na siebie koszty budowy odcinka bułgarskiego (ok. 1,5 mld dol.), gdy premier Bojko Borysow stwierdził, że Sofia nie ma na tę inwestycję pieniędzy. W środę prezes Aleksiej Miller osobiście przekonywał w Budapeszcie premiera Victora Orbana do South Stream. Ten uznał go za „strategiczny". Do końca października ma zapaść ostateczna decyzja o budowie węgierskiego odcinka. Widać i Węgry mogą liczyć na tańszy gaz z Rosji, jeżeli pójdą Gazpromowi na rękę i pozostaną w projekcie.
Podobnego zdania są rosyjscy analitycy. Od dawna zwracają uwagę, że Gazprom coraz mniej ogląda się na ekonomię, a coraz mocniej na politykę. Koncern jest bezpośrednio sterowany przez Kreml, a jego menedżerowie już tylko powtarzają to, co usłyszeli w gabinetach prezydenta.
Michaił Korczemkin, szef założonego w USA East European Gas Analysis, podliczył, że gwarantowany kontraktami na lata 2020–2025 eksport gazu z Rosji do Europy wynosi 158 mld m3 rocznie. Tymczasem łączna moc wszystkich gazociągów Gazpromu wyniesie wtedy... 319 mld m3 rocznie.
– Gazprom silnie ryzykuje, wkładając ogromne środki w rozwój transportu gazociągowego. To znacząco zmniejszy w przyszłości zyski koncernu – uważa Korczemkin.
Na razie jednak Gazprom wygrywa bitwę z europejskim projektem Nabucco – gazociągiem, który miał zmniejszyć od niego zależność i ominąć Rosję. Zrodził się w 2009 r. podczas wojny gazowej Rosji z Ukrainą. Dziś funkcjonuje jako projekt Nabucco West. Po korekcie moc gazociągu zmniejszono o połowę, a długość trzykrotnie, do 1300 km. Europa nie ma już determinacji ani pieniędzy, by realizować tak duży i drogi projekt. Woli, by za wszystko zapłacił i wybudował Gazprom.
Na inwestycji zarobi też kilku wybrańców Kremla. Rury do większości gazociągów Gazpromu dostarczy jedna spółka – należąca do braci Borysa i Arkadija Rotenbergów z St. Petersburga, a są to trener i sparringpartner w judo prezydenta Władimira Putina.
To nic, że Gazprom zapłaci za nie nawet o 30 proc. drożej niż w wypadku innych producentów. To koncern państwowy i zgodnie z dekretem Putina z września nawet o cenie swojego gazu nie może decydować samodzielnie.
Azjatycka rozgrywka
Świat kontratakuje na rynku azjatyckim – kluczowym dziś dla dostawców gazu. Tu Gazprom radzi sobie dużo gorzej. Od czterech lat negocjuje dostawy gazu do Chin, dwoma projektowanymi gazociągami z Syberii. Ale Chińczycy nie chcą płacić tak dużo jak Europa. Kontraktów i nowych gazociągów więc nie ma.
Na sytuacji korzysta Turkmenistan, który ma drugie po rosyjskich zasoby na świecie i oferuje tańszy od rosyjskiego gaz. Prowadzi też prace przygotowawcze do budowy gazociągu do Indii i Pakistanu (przez Afganistan). Budowa ma się zakończyć w 2015 r.
Azersko-turecki gazociąg TANAP ma być gotowy za pięć lat. Choć gazociąg będzie mniejszy od inwestycji Gazpromu, może Rosjanom odebrać klientów, bo azerski gaz jest dużo tańszy od rosyjskiego.
Wielki gazociąg na Alasce zbudują wspólnie Exxon, Conoco Phillips i BP. Rura długości 1278 km przetransportuje gaz z gór do zakładów skraplania na wybrzeżu. Budowa ma potrwać dziesięć lat i kosztować ponad 40 mld dol. Ale zwróci się w ciągu dwóch, trzech lat. Cały gaz zostanie wyeksportowany do Azji. Koncerny chcą rocznie zarabiać ok. 20 mld dol. Plan uderza nie tylko w rosyjskie negocjacje z Chińczykami, ale i w koreański projekt Gazpromu. Rosjanie chcą zbudować gazociąg do Korei Południowej przez Północną, bo nie są w stanie zaspokoić koreańskich zamówień na LNG.
To z kolei efekt opóźnienia projektu Sztokman – wydobycie gazu na Morzu Barentsa i przerobu na LNG w zakładzie w Murmańsku. Po pięciu latach na morzu stoi jedna platforma z planowanych czterech, a zakładu LNG nie ma w ogóle. Z projektu wycofują się Norwegowie ze Statoilu – koszty wzrosły dwa razy.
Jednak z punktu widzenia rosyjskiej geopolityki Sztokman to jedynie inwestycja biznesowa. A więc taka, którą nie da się wygrać żadnej wojny. Można ją więc opóźnić.