Były prezes PGNiG i przyszłości spółki

Oby naszym następcom wystarczyło determinacji w podejmowaniu trudnych decyzji, w tym inwestycyjnych, gdyż dotychczas największym grzechem w tej branży jest grzech zaniechania – piszą były prezes i wiceprezes PGNiG.

Publikacja: 12.11.2013 04:47

Były prezes PGNiG i przyszłości spółki

Foto: Bloomberg

Jesień to w przemyśle gazowniczym okres szczególny. Jest to bowiem moment podsumowania przygotowania systemu gazowniczego do nadchodzącego szczytu zimowego. Pamiętać należy, że branża ta ma swoją specyfikę, której kluczowym elementem jest nierównomierność zapotrzebowania klientów w okresach letnim i zimowym. Przeważająca część gazu sprzedawanego przez PGNiG i innych dostawców jest bowiem wykorzystywana na cele grzewcze. Oznacza to, że zapotrzebowanie na gaz w czasie zimy rośnie ponad czterokrotnie w stosunku do lata. Latem napełniane są magazyny gazu, aby zimą zapewnić klientom niezakłócony dostęp do "błękitnego paliwa". W tym roku gazownicy są spokojni, zapotrzebowanie na dostawy gazu na sezon 2013-2014 jest zapewnione poprzez wydobycie krajowe oraz kontrakty importowe. Ale nie zawsze tak było ! Począwszy od 2003 roku, kiedy to w wyniku podpisania kolejnego porozumienia międzyrządowego między rządami Federacji Rosyjskiej i Rzeczypospolitej Polskiej zmniejszono dostawy z "kontraktu jamalskiego", kolejne zarządy PGNiG (największego importera gazu w Polsce) borykały się z problemem zbilansowania dostaw na kolejne szczyty zimowe. Przez pewien czas problem ten rozwiązywano poprzez krótkoterminowe dostawy gazu od pośredników ukraińskich. Eksport gazu przez Ukrainę zawsze jednak był przyczyną wielu kłopotów i kontrowersji. Z jednej strony Gazprom wielokrotnie oskarżał ukraińskich pośredników o kradzież rosyjskiego gazu transportowanego przez terytorium tego kraju do Zachodniej Europu, z drugiej pośrednicy z udziałem kapitału rosyjskiego pozostawali dyspozycyjni wobec poleceń strony rosyjskiej nie dając Polsce gwarancji dostaw. Obie te sytuacje skutkowały częstymi zmianami dostawców oraz okresowymi napięciami we wzajemnych relacjach PGNiG - Gazprom.

W tym roku, dzięki podpisanym w listopadzie 2009 roku porozumieniom, to jest aneksom do porozumienia międzyrządowego oraz do kontraktu jamalskiego, zagrożenia braku dostaw nie ma. Za to pojawił się na stronach internetowych Najwyższej Izby Kontroli raport z analizy kontraktów na dostawy gazu do Polski zawartych w latach 2006-2009, a w ślad za nim artykuł redaktora Andrzeja Kublika poświęcony temuż raportowi. Z tymi dwoma publikacjami chcielibyśmy na łamach niniejszego artykułu podjąć polemikę, ponieważ kategorycznie nie zgadzamy się z przedstawionymi w nich tezami. Przede wszystkim nasze zdziwienie budzi fakt, że NIK swoją informację dla szerokiej publiczności objawił dopiero teraz. Prace analityczne kontrolerzy zakończyli bowiem w czerwcu 2012 roku, a wraz z trybem odwoławczym, z którego skorzystało PGNiG, ostateczny protokół został przedstawiony w październiku ubiegłego roku. Dlaczego dopiero po roku dokument ten został opublikowany? Dlaczego nie wspomina się w nim o stanowisku jakie wobec tak ewidentnie nieobiektywnego raportu zajęło wówczas PGNiG ?

Pierwsza teza, która wymaga komentarza dotyczy cen gazu w imporcie z Rosji. Nie jest prawdą, że Polska płaci najwyższe ceny w Europie. Ten "fakt medialny" urósł już do rangi mitu. Prawdą jest, że do 2006 roku ceny te były znacząco (ok. 10%) lepsze, mimo jednak dramatycznej klęski negocjatorów z PGNiG w 2006 roku, ceny jakie płaciła Polska przez długi czas pozostawały w korytarzu cen innych klientów Gazpromu. Porównanie cen gazu jest wbrew pozorom dość trudne, a to z uwagi na fakt, że ceny nie są wyrażone w konkretnych nominałach, a w postaci formuł cenowych opartych na giełdowych notowaniach ropy i produktów ropopochodnych. Formuły te mają różny skład i różne parametry korygujące, a przede wszystkim rożne okresy obliczeniowe. Polska formuła należy do formuł "długich", to znaczy opartych na dziewięciomiesięcznych notowaniach giełdowych. Zachodnia Europa zazwyczaj korzystała z krótszych np. trzy- i sześciomiesięcznych. Oznacza to tyle, że w okresach gwałtownych wzrostów cen ropy na giełdach ceny gazu dla Polski rosną wolniej i przez długi czas płacimy mniej niż importerzy z Zachodu. Za to przy spadających cenach ropy trend jest odwrotny, ceny dla Polski dłużej pozostają wyższe niż dla klientów o krótkookresowych formułach. Dodatkowo dochodzi problem przeliczania cen z waluty kontraktu na wspólną walutę stosowaną do porównań. Dla większości krajów strefy euro to właśnie euro jest walutą kontraktu, dla Polski – dolar, a zatem jakiekolwiek porównywanie cen będzie również silnie zależało od wzajemnych notowań tych walut. Widać z tego, że w zależności od tezy jaką chce się udowodnić, odpowiednio dobierając okresy sprawozdawcze można pokazać różny bardzo obraz cenowy.

Ale to nie jedyna nieobiektywna opinia wyrażona w obu publikacjach.

Podobieństwa i różnice

Raport NIK słusznie konkluduje, że zarówno w roku 2006 jak i w 2009 z powodu zaniedbań w rozbudowie infrastruktury, PGNiG nie dysponował alternatywnymi możliwościami zakupu gazu z kierunków innych niż wschodni. Faktem nie budzącym wątpliwości jest również to, że zarówno w 2006 roku jak i w 2009 roku w sytuacji, kiedy PGNiG chciał zakontraktować dodatkowe dostawy, Gazprom wykorzystał tę sytuację i swoją zgodę uzależnił od spełnienia jego żądań.  W 2006 roku za dodatkowe dostawy Gazprom zażądał podwyżki ceny, w 2009 roku natomiast uregulowania spornych kwestii dotyczących spółki EuRoPol Gaz.

Ale na tym podobieństwa się kończą. Raport NIK całkowicie pomija fakt, że rozmowy w 2006 roku toczyły się w sytuacji pełnego zbilansowania dostaw gazu do Polski, zawarte umowy gwarantowały pokrycie zapotrzebowania do końca 2006 roku i można było co najwyżej mówić o ryzyku wystąpienia deficytu dostaw kolejnej zimy. Z zupełnie odmienną sytuacją mieliśmy do czynienia w 2009 roku, kiedy to rozmowy ze stroną rosyjską musiały się rozpocząć na skutek wystąpienia deficytu dostaw paliwa gazowego. Były one prowadzone w sytuacji stałego zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego kraju będącego wynikiem dwóch zdarzeń – wstrzymania przez Gazprom dostaw gazu na Ukrainę (w wyniku czego zostały ograniczone dostawy do innych krajów Europy, w tym Polski), a następnie - wyeliminowania z rynku, na podstawie rosyjsko-ukraińskich porozumień, pośrednika w dostawach, jakim była spółka RosUkrEnergo (dalej: RUE). O powadze ówczesnej sytuacji najlepiej świadczy fakt wprowadzenia przez PGNiG na początku 2009 roku poważnych ograniczeń w dostawach gazu do największych swoich klientów.

Ponadto oczekiwania podniesione przez Gazprom w 2009 roku wykraczały poza relacje dwustronne PGNiG-Gazprom, co dodatkowo komplikowało negocjacje. Wymusiło to prowadzenie rozmów na dwóch płaszczyznach – angażując zarówno firmy, jak i rządy obu Państw.

To co różniło te dwie sytuacje, to również dynamika zdarzeń. Jeśli chodzi o negocjacje z 2006 roku ówczesny Zarząd PGNiG z dużym wyprzedzeniem wiedział, kiedy wygasa kontrakt z RUE i że rodzi to konieczność zakontraktowania nowych dostaw. Analogicznie od jesieni 2005 roku wiedział o żądaniach cenowych Gazpromu, miał zatem wiele miesięcy aby przygotować właściwą strategię negocjacyjną w obu tematach, pozyskać sojuszników na arenie międzynarodowej i podjąć działania minimalizujące negatywne skutki. Czy można to w jakikolwiek sposób porównać do sytuacji z 2009 roku, kiedy to bez ostrzeżenia, z dnia na dzień PGNiG pozbawione zostało blisko 20% dostaw na pokrycie swojego zapotrzebowania na gaz ziemny?

Podkreślić należy, czego nie zrobił NIK w swoim raporcie, pomimo stosownego uzupełnienia wnioskowanego przez PGNiG, że negocjacje w 2006 roku trwały niespełna 2 miesiące, podczas gdy w drugim przypadku ponad 22 miesiące od stycznia 2009 do 29 października 2010 roku.

Pytania bez odpowiedzi

Ponieważ źródłem problemów z bilansem, jakie pojawiły się w roku 2009 były nietrafione działania i decyzje związane z negocjacjami 2006 roku, zwracaliśmy uwagę NIK na konieczność postawienia kilku oczywistych pytań. Z przykrością stwierdzamy, że w raporcie NIK zabrakło głębszej refleksji nad tymi kwestiami (być może zechce wyjaśnić je kolejna kontrola). Oto one:

Dlaczego w 2006 roku zdecydowano o zakupie gazu od pośrednika jakim było RUE, a nie prowadzono rozmów bezpośrednio z Gazpromem? Dlaczego preferowano kontrowersyjnego pośrednika, tym bardziej że powszechnie było wiadomo, iż jedynym dostawcą gazu dla RUE jest Gazprom? Pytania o tyle istotne, że od 2005 roku w prasie polskiej, ale i międzynarodowej, ukazało się wiele niepochlebnych artykułów dotyczących tej spółki wskazujących na jej nieprzejrzystą strukturę. Biorąc pod uwagę, że de facto finalne ceny zarówno w umowie z RUE jak i Gazpromem pozostawały na tym samym poziomie, przedkładanie umowy z RUE nad umowę z dużym dostawcą-producentem związanym umowami z wieloma partnerami w Europie musi budzić zdziwienie i pytania.

Dlaczego w sytuacji kiedy Gazprom połączył kwestię podwyżki ceny w kontrakcie jamalskim z przedłużeniem umowy z RUE nie zażądano gwarancji Gazpromu dla tych dostaw? Przecież już wcześniej PGNiG miał nie najlepsze doświadczenia ze współpracy z pośrednikami, byli wśród nich i tacy, którzy po podpisaniu stosownych umów nigdy nie rozpoczęli dostaw.

Dlaczego w 2006 roku, przy pełnym zbilansowaniu dostaw, PGNiG tak szybko ustąpił i zaakceptował rosyjskie żądania? Dlaczego nie próbował przeciągać negocjacji na 2007 rok wykorzystując możliwość szybszego odbioru gazu z kontraktu jamalskiego, tak jak zrobił PGNiG w 2010 roku?

Dlaczego w 2006 roku w obliczu żądania Gazpromu dotyczącego podwyższenia ceny w kontrakcie jamalskim PGNiG nie skierował sprawy do sądu arbitrażowego, choć prawo takie przysługuje każdej ze stron kontraktu? Możliwość zgłoszenia do arbitrażu wniosku Gazpromu istniała od 30 kwietnia 2006 roku, a zatem blisko 6 miesięcy przed podpisaniem aneksu zwiększającego cenę. Trudno uznać, za wystarczające tłumaczenia, że w owym czasie PGNiG przyjął stanowisko, że pismo Gazpromu nie jest wnioskiem w rozumieniu kontraktu jamalskiego, skoro 6 miesięcy później swoimi działaniami ówczesny Zarząd całkowicie zaprzeczył tej argumentacji. A przecież wystarczyło zwrócić się do sądu arbitrażowego z prostym jednopunktowym żądaniem, aby sąd potwierdził, że pismo Gazpromu nie spełnia przesłanek żądania renegocjacji w świetle kontraktu. Istniała też możliwość oddania pod ocenę arbitrażu zasadności podwyżki i jej wysokości, czemu również z tej opcji nie skorzystano ?

Dlaczego nie wykorzystano możliwości wynikających z członkostwa Polski w Unii Europejskiej, dlaczego nie próbowano zainteresować żadnego organu UE sytuacją grożącego Polsce niezbilansowania i zachowaniem Gazpromu w tej sytuacji?

W trakcie kontroli Zarząd PGNiG zwracał inspektorom NIK uwagę na powyższe zagadnienia. Wnioski te jednak zostały zignorowane, a lakoniczna konkluzja, że w 2006 roku Spółka była w sytuacji bez wyjścia, budzi uzasadnione wątpliwości co do obiektywizmu osób prowadzących kontrolę.

Bilans zysków i strat

Ponieważ na własnej skórze doświadczyliśmy długofalowych skutków złych decyzji jakie zapadły w negocjacjach prowadzonych 2006 roku budzi nasze zdziwienie rażąca dysproporcja NIK w ocenie skutków negocjacji prowadzonych w 2006 roku i w latach 2009-10.

Wynikiem uzgodnień jakie zapadły w 2006 roku był wzrost ceny zarówno w przedłużonym kontrakcie z RUE jak i w kontrakcie jamalskim – skutkujący dla PGNiG, a w efekcie dla polskiej gospodarki dodatkowymi kosztami w wysokości ok 2,5 mld USD. Na ten wygórowany rachunek musieli się zrzucić wszyscy odbiorcy gazu w Polsce. Ponadto mając świadomość ile czasu trwa uzyskanie wszystkich niezbędnych zgód dla inwestycji w sektorze gazowym, zwłaszcza inwestycji liniowych, podpisując z RUE umowę jedynie do końca 2009 narażono PGNiG na ponowne znalezienie się w analogicznie fatalnej sytuacji negocjacyjnej za kolejne 3 lata.

Nie możemy zgodzić się ze stwierdzeniem, że PGNiG nie wykorzystało w pełni swoich możliwości negocjacyjnych w latach 2009-10. Zakładane na początku negocjacji cele zostały osiągnięte. W latach 2009-10 PGNiG zwrócił się z wnioskiem o sprzedaż gazu i pomoc w zaaranżowaniu dostaw gazu do Polski do wszystkich liczących się firm w Europie. Jeśli ich reakcją nie była natychmiastowa odmowa, to w najlepszym razie pomoc sprowadzała się do nierealizowalnych propozycji sprzedaży PGNiG gazu gdzieś w Europie z sugestią, że uzyskanie wstępnej zgody rosyjskiego dostawcy oraz dostawa do Polski leży po stronie PGNiG. Pomysł NIK aby w sytuacji gdy PGNiG był „na musiku" z permanentnym deficytem dostaw gazu, który mógł zagrozić ciągłości dostaw do klientów, dorzucał do listy gazowych problemów w relacjach polsko-rosyjskich jeszcze obniżkę ceny gazu brzmi mało profesjonalnie. Przykład negocjacji cenowych jakie PGNiG rozpoczął w marcu 2011 roku, a zakończył w listopadzie 2012 roku, wyraźnie pokazuje, że tego typu rozmowy o ile mają się zakończyć sukcesem, muszą przebiegać w myśl bardzo wyważonej taktyki, którą presja zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego kraju uniemożliwia. Ironicznie można powiedzieć, że analogiczną konkluzję NIK mógłby równie dobrze sformułować w odniesieniu do negocjacji w 2006 roku, iż ówcześnie negocjatorzy powinni nie tylko uzyskać nowy kontrakt ale jeszcze obniżkę cen.

W wyniku negocjacji jakie prowadzono równolegle na szczeblu międzyrządowym i na szczeblu spółek  w latach 2009-10 po stronie zysków możemy zapisać pozyskanie dostaw gazu do Polski, co pozwoliło uniknąć negatywnych konsekwencji deficytu paliwa gazowego skutkującego kryzysem energetycznym na niewyobrażalną skalę. Według analiz PGNiG wysokość kar należnych tylko klientom przemysłowym, z tytułu niedotrzymania warunków dostawy liczona była w miliardach złotych. Sukcesem negocjacyjnym było też uzyskanie dodatkowego kontraktu na dostawy letnie w 2009 roku, co pozwoliło bezpiecznie kontynuować negocjacje aż do jesieni 2010 roku. Ponadto w ramach prowadzonych uzgodnień zniesiono klauzulę zakazującą PGNiG reeksportu gazu rosyjskiego  z terytorium RP, uzyskano istotny rabat cenowy na lata 2010-14 (włącznie) dla wielkości gazu odebranych ponad minimalne ilości roczne. A przede wszystkim, co jest z niewiadomych przyczyn pomijane, dzięki zaangażowaniu w te negocjacje przedstawicieli Komisji Europejskiej, doprowadzono do powierzenia funkcji operatorskich na gazociągu jamalskim spółce OGP Gaz-System. W naszej ocenie bez tego sukcesu, uruchomienie wirtualnego rewersu na gazociągu jamalskim nie nastąpiłoby na jesieni 2011 roku i jesteśmy przekonani, że tym samym PGNiG nie dysponowałby tym korzystnym argumentem w toku postępowania arbitrażowego, jakie zainicjował w listopadzie 2011 roku.

Po stronie potencjalnych strat negocjacji 2009-10 strona polska może zapisać co najwyżej zwolnienie RUE z kary umownej za niewykonanie dostaw w 2009 roku i odstąpienie od dochodzenia przez EuRoPol Gaz od Gazpromu spornych roszczeń (przy czym mowa jest o roszczeniach spornych zarówno co do zasady, jak i co do wysokości). W tym miejscu trzeba jednakże nadmienić, że upust cenowy jaki w tych negocjacjach uzyskał PGNiG rekompensował PGNiG zarówno kary umowne od RUE jak i proporcjonalnie należną PGNiG jako akcjonariuszowi, część spornych roszczeń EuRoPol Gaz.

Dobra pięciolatka 2008-2012

Poczynając od 2008 roku Zarząd PGNiG podjął wiele działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa energetycznego Polski, aby sytuacje z jakimi mieliśmy do czynienia w 2006 i 2009 roku już się nie powtórzyły. W 2008 roku podpisano umowy na rozbudowę magazynu gazu Wierzchowice i budowę kopalni ropy i gazu Lubiatów-Międzychód-Grotów. Kolejne decyzje dotyczyły budowy magazynu Kosakowo, rozbudowy magazynów Husów i Strachocina. Kontynuowano prace nad projektem budowy terminala regazyfikacyjnego LNG, który to projekt w wykonaniu decyzji Rady Ministrów przekazano do OGP Gaz-System. W okresie tym wzorowo układała się współpraca z OGP Gaz-System w zakresie budowy nowej i wzmocnienia istniejącej infrastruktury przesyłowej. PGNiG był uczestnikiem wszystkich aukcji na nowe moce przesyłowe i istotnie zwiększył dostawy z kierunków innych niż wschodni (z 8% w 2008 roku do 18% w 2012 roku). W okresie tym zakontraktowano też, nie bez dużej pomocy i zaangażowania Ministra Skarbu Państwa i Premiera Rządu RP, pierwsze dostawy LNG z Kataru. W okresie tym wzmocniono obecność PGNiG na szelfie norweskim poprzez zakup i objęcie nowych licencji oraz rozpoczęto wydobycie ze złoża Skarv. PGNiG wyszło z handlem gazem poza granice RP, budując od podstaw spółkę handlową w Niemczech i pozyskując tam pierwszych klientów (w roku 2012 dostarczono do nich ok. 350 mln m3 gazu). Ponadto rozpoczęto i z sukcesem zakończono negocjacje z Gazpromem skutkujące zmianą sposobu indeksacji ceny gazu i bardzo istotną obniżką ceny gazu. Najlepszym przykładem osiągniętego sukcesu jest trwałe uzyskiwanie przez PGNiG zadowalających wyników finansowych przy utrzymywaniu ceny gazu dla odbiorców poniżej benchmarku do rynku w Niemczech.

Pomimo, iż w latach 2008-2012 skład Zarządu ulegał niewielkim zmianom, to niezależnie od tego realizowaliśmy jasną strategię, a każdy dobry projekt zasługiwał na realizację lub kontynuację niezależnie kto był jego pomysłodawcą. Pozostaje nam życzyć aby naszym następcom starczyło odwagi i determinacji w podejmowaniu trudnych decyzji, w tym inwestycyjnych, gdyż, jak dotychczas bywało, największym grzechem w tej branży jest grzech zaniechania.

Jesień to w przemyśle gazowniczym okres szczególny. Jest to bowiem moment podsumowania przygotowania systemu gazowniczego do nadchodzącego szczytu zimowego. Pamiętać należy, że branża ta ma swoją specyfikę, której kluczowym elementem jest nierównomierność zapotrzebowania klientów w okresach letnim i zimowym. Przeważająca część gazu sprzedawanego przez PGNiG i innych dostawców jest bowiem wykorzystywana na cele grzewcze. Oznacza to, że zapotrzebowanie na gaz w czasie zimy rośnie ponad czterokrotnie w stosunku do lata. Latem napełniane są magazyny gazu, aby zimą zapewnić klientom niezakłócony dostęp do "błękitnego paliwa". W tym roku gazownicy są spokojni, zapotrzebowanie na dostawy gazu na sezon 2013-2014 jest zapewnione poprzez wydobycie krajowe oraz kontrakty importowe. Ale nie zawsze tak było ! Począwszy od 2003 roku, kiedy to w wyniku podpisania kolejnego porozumienia międzyrządowego między rządami Federacji Rosyjskiej i Rzeczypospolitej Polskiej zmniejszono dostawy z "kontraktu jamalskiego", kolejne zarządy PGNiG (największego importera gazu w Polsce) borykały się z problemem zbilansowania dostaw na kolejne szczyty zimowe. Przez pewien czas problem ten rozwiązywano poprzez krótkoterminowe dostawy gazu od pośredników ukraińskich. Eksport gazu przez Ukrainę zawsze jednak był przyczyną wielu kłopotów i kontrowersji. Z jednej strony Gazprom wielokrotnie oskarżał ukraińskich pośredników o kradzież rosyjskiego gazu transportowanego przez terytorium tego kraju do Zachodniej Europu, z drugiej pośrednicy z udziałem kapitału rosyjskiego pozostawali dyspozycyjni wobec poleceń strony rosyjskiej nie dając Polsce gwarancji dostaw. Obie te sytuacje skutkowały częstymi zmianami dostawców oraz okresowymi napięciami we wzajemnych relacjach PGNiG - Gazprom.

Pozostało 90% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro