Ekolodzy przeciwko wydłużeniu wsparcia dla współspalania

Greenpeace pisze do szefa kancelarii rady ministrów, Jacka Cichockiego i przedstawia raport Instytutu Energetyki Odnawialnej dotyczący współspalania. To efekt zapowiedzi utrzymania do 2017 r. wsparcia dla współspalania węgla z biomasą na dotychczasowym poziomie

Publikacja: 13.04.2013 10:46

Ekolodzy przeciwko wydłużeniu wsparcia dla współspalania

Foto: Bloomberg

Od ponad dwóch lat Ministerstwo Gospodarki pracuje nad projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii. Projekt ten ma transponować zapisy dyrektywy unijnej w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych (OZE). Od momentu opublikowania dyrektywy, czyli od prawie czterech lat, polski rząd wiedział, że za jej niewdrożenie grozić będą pokaźne kary finansowe. Chodzi o nawet 4 mln euro miesięcznie, co już dziś jest realnym zagrożeniem. Ustawa jednak nadal nie weszła w życie. A Komisja Europejska skierowała przeciwko Polsce sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wnioskując o wyznaczenie kary w wysokości 133 228,80 euro kary za każdy kolejny dzień zwłoki.

Z raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej autorstwa jego prezesa Grzegorza Wiśniewskiego (dokument trafił do ministra Cichockiego) wynika, że w 2005 r. Polska musiała przystosować swoją legislację do systemu obowiązującego w UE. Obowiązujący obecnie system wsparcia dla odnawialnych źródeł energii został zapisany w z tzw. dużej nowelizacji Prawa energetycznego z 2005 r. W raporcie czytamy, że zaproponowane w niej ułatwienia dla producentów energii odnawialnej zostały wykorzystane przez koncerny energetyczne, które szybko zauważyły, że dzięki przystosowaniu kotłów węglowych do produkcji „zielonej energii" w ramach tzw. spalania wielopaliwowego (chodzi właśnie o współspalanie węgla z biomasą), można zrealizować zobowiązania unijne dotyczące OZE w sposób niskonakładowy, a dodatkowo generujący znaczące zyski (analizy ekonomiczne pokazują, że wystarczające do zapewnienia opłacalność inwestycji współspalającej byłoby wsparcie czterokrotnie niższe niż stosowane obecnie.

„Dotychczasowy rozwój współspalania ma bardzo negatywny wpływ na cały sektor energetyki odnawialnej oraz na możliwości modernizacji sektora wytwarzania energii w krajowej elektroenergetyce. W ciągu kilku lat współspalanie zdominowało polski rynek OZE z jednej strony nie tworząc nowych mocy wytwórczych, z drugiej dodatkowo blokując rozwój innych technologii odnawialnych, a co najważniejsze przyczyniając się bezpośrednio do wystąpienia wielu Ocena skutków ekonomicznych wynikających z utrzymania wsparcia dla technologii współspalania węgla z biomasą, przygotowana na podstawie analiz Instytutu Energetyki Odnawialnej

niekorzystnych, nakładających się na siebie wzajemnie zjawisk, które w przyszłości mogą zagrozić stabilności systemu energetycznego państwa" – czytamy w raporcie.

Zagrożenia wynikające z niekontrolowanego rozwoju współspalania, na które zwrócono uwagę w dokumencie to przede wszystkim pogorszenie bilansu wymiany handlowej w grupie surowców energetycznych. W latach 2006-2010 nastąpił bowiem skokowy wzrost zużycia biomasy w procesach współspalania - z 1,6 mln ton do 4,5 mln ton. W roku 2011 zużycie biomasy w energetyce wyniosło już 8,4 mln ton. Ze względu na niemożliwość zaspokojenia zapotrzebowania surowcem krajowym import biomasy zaczął gwałtownie rosnąć. Zdaniem ekspertów przy utrzymaniu trendu obserwowanego w ostatnich latach wartość prognozowanego przez koncerny zapotrzebowania na biomasę w roku 2015 (17,6 mln ton) byłaby zbliżona lub nawet wyższa od kosztów importu gazu ziemnego do Polski w roku 2010 (licząc koszty importu w sposób w sposób umiarkowany - ok. 5,7 mld zł).

Kolejnym problemem jest zatrzymanie inwestycji w nowe moce energetyczne ze źródeł odnawialnych w wyniku ugruntowania się zjawiska trwałej nadpodaży świadectw pochodzenia, czyli tzw. zielonych certyfikatów, ponieważ są one dziś bardzo tanie.

Obowiązujący system wsparcia wytwórców energii z OZE jest oparty o wydawanie świadectw pochodzenia (tzw. zielonych certyfikatów). Obrót prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia umożliwia producentom energii odnawialnej pozyskanie dodatkowych przychodów z tytułu produkcji zielonej energii. Zielony certyfikat wydawany jest przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, na wniosek wytwórcy a za pośrednictwem operatora energetycznego. Niezależni inwestorzy, którzy na budowę nowych mocy energii odnawialnej zaciągnęli długoterminowe kredyty, handlują certyfikatami na Towarowej Giełdzie Energii (TGE) lub sprzedają je przedsiębiorstwom energetycznym w ramach umów bilateralnych. Z kolei koncerny energetyczne produkując „zieloną energię" w procesie współspalania (daje on Polsce ponad 50 proc. energii z OZE) wymagającym znikomych nakładów inwestycyjnych czerpały ze sprzedaży certyfikatów ogromne zyski. Dlatego grupy energetyczne i poszczególne elektrownie węglowe niemalże masowo rozwijały tę technologię wpuszczając na rynek coraz więcej świadectw pochodzenia. Z tego powodu pod koniec 2012 r. nastąpiło załamanie rynku świadectw pochodzenia i zatrzymanie wszelkich inwestycji w nowe moce wytwórcze OZE. Ryzyko utraty płynności finansowej i zdolności niezależnych inwestorów do obsługi zaciągniętych kredytów, gwałtownie wzrosło. Doraźne próby poprawy sytuacji na rynku świadectw pochodzenia (jak np. podniesienie celu lub też wykup zielonych certyfikatów przez państwo) nie poprawią sytuacji.

Kolejna sprawa to dodatkowe obciążenie budżetu państwa w wyniku wzrostu kosztów importu energii. Dyrektywa unijna nakłada na państwa członkowskie nowe obowiązki, zgodnie z którymi Polska będzie musiała rozliczyć się z wypełnienia celu udziału minimum 15,5 proc. OZE w bilansie zużycia energii finalnej brutto na rok 2020. Biorąc pod uwagę dane statystyczne za rok 2012 wydaje się, że Polska znajduje się na dobrej drodze do realizacji celów krajowych określonych w „Krajowym Planie Działań w zakresie energii ze źródeł odnawialnych". Z tego powodu, pomimo załamania rynku nowych inwestycji, ocena wypełnienia celów cząstkowych na pierwszym etapie realizacji zobowiązań dyrektywy 2009/28/WE wystawiana nam przez KE może być pozytywna. Dzieje się tak dlatego, że obecnie rozliczamy się z realizacji celów na podstawie umorzonych świadectw pochodzenia.

Tymczasem jak twierdzi IEO koncerny energetyczne rozwijając współspalanie nie wypełnią zasadniczego celu regulacji, jakim jest zapewnienie wyprodukowania określonej ilości energii z OZE w roku 2020. Realizując inwestycje, korporacje energetyczne nie liczyły się z koniecznością zapewnienia trwałości poczynionych inwestycji. Istnieje realne ryzyko, że od 25% do 50% kluczowych obiektów współspalających będzie musiało być wyłączone z systemu przed końcem roku 2019 ze względu na wiek oraz niemożliwość wypełnienia innych unijnych dyrektyw dot. tzw. emisji przemysłowych. Tak więc utrzymanie obecnej sytuacji może zmusić polski rząd do zakupu brakującej ilości zielonej energii.

Dlatego – jak czytamy w raporcie - przygotowany przez Ministerstwo Gospodarki projekt ustawy o OZE, wprowadzający rozwiązania systemowe, otworzył możliwość wyeliminowania z systemu patologii powstałych w wyniku niekontrolowanego rozwoju współspalania. Bez ich wykluczenia Polsce nie uda się osiągnąć celu unijnego – 15,5 proc. udziału energii z OZE w bilansie zużycia energii finalnej brutto. Blokowanie lub też odsuwanie w czasie wprowadzenia kompleksowej regulacji prowadzić będzie do kumulowania się wyżej wymienionych zagrożeń prowadzić, a co za tym idzie do wzrostu deficytu budżetowego, pogorszenia się kondycji polskiej gospodarki oraz osłabienia bezpieczeństwa energetycznego kraju poprzez zwiększenie importu energii i surowców energetycznych. A co znalazło się w piśmie ekologów  do ministra Cichockiego?

„W nawiązaniu do wtorkowej wypowiedzi Pana Premiera: „Projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii nie będzie pisany pod zamówienie czy oczekiwania Greenpeace", zwracam uprzejmie uwagę na następujące kwestie : Greenpeace nie lobbował i nie lobbuje w Polsce za żadną z technologii pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. Od ponad dwóch lat zwracamy uwagę opinii publicznej na problem patologii w systemie wsparcia dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Mówimy otwarcie, że w wielu przypadkach koszty wsparcia dla poszczególnych technologii przewyższają jakiekolwiek korzyści. Podkreślamy przy tym potrzebę racjonalnego podejścia do zasobów biomasy, które ze względu na swoją specyfikę powinny być wykorzystywane lokalnie i przede wszystkim na potrzeby wytwarzania ciepła, co pozwoliłoby na zmniejszenie emisji zanieczyszczeń oraz obniżenie kosztów wsparcia" – czytamy w liście podpisanym przez Roberta Cyglickiego, dyrektora programowego Fundacji Greenpeace Polska. „Popieramy wszelkie rozwiązania likwidujące bariery rozwojowe dla przydomowych elektrowni, służące przebudowie sektora energetycznego w oparciu o syntezę nowoczesnych technologii, ekonomii i regulacji prawnych. Przydomowe elektrownie są częścią jednego z najciekawszych projektów cywilizacyjnych XXI w." – czytamy dalej w liście datowanym na 5 kwietnia.

Od ponad dwóch lat Ministerstwo Gospodarki pracuje nad projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii. Projekt ten ma transponować zapisy dyrektywy unijnej w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych (OZE). Od momentu opublikowania dyrektywy, czyli od prawie czterech lat, polski rząd wiedział, że za jej niewdrożenie grozić będą pokaźne kary finansowe. Chodzi o nawet 4 mln euro miesięcznie, co już dziś jest realnym zagrożeniem. Ustawa jednak nadal nie weszła w życie. A Komisja Europejska skierowała przeciwko Polsce sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wnioskując o wyznaczenie kary w wysokości 133 228,80 euro kary za każdy kolejny dzień zwłoki.

Pozostało 92% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie