Tajemnica arktycznej platformy Gazpromu

Arktyczna platforma wydobywcza, którą oprotestował Greenpeace, to najbardziej kontrowersyjny projekt Gazpromu. Różne wpadki tej dziwacznej konstrukcji ciągną się od samego jej powstania.

Publikacja: 08.10.2013 13:55

Transport platformy Prirazłomnaja w styczniu 2011 roku ze stoczni do złoża o tej samej nazwie na Mor

Transport platformy Prirazłomnaja w styczniu 2011 roku ze stoczni do złoża o tej samej nazwie na Morzu Peczorskim

Foto: AP

Rosja zareagowała na pokojowy protest młodych ludzi jak na akt terroryzmu, aresztując ekologów, załogę holenderskiego statku, a sam statek holując do Murmańska. Teraz będzie sądzić aresztowaną trzydziestkę za piractwo, za co grozi do 15 lat łagru.

Dla świata to dowód, że nie wszystko z platformą Gazpromu jest w porządku.

Kierunek: Ocean Lodowaty

Choć Rosja ma największe zasoby gazu na świecie i piąte lub siódme ropy (według różnych źródeł), to rosyjscy geolodzy nie ustawali w poszukiwaniu nowych złóż. W końcu lat 80. odkryli wielkie złoża ropy i gazu pod morskim dnem szelfu Rosji w Arktyce.

Były tak duże, że według ówczesnych ocen, dostanie się do nich miało istotnie zmienić globalny układ sił na rynku surowców energetycznych. Zasoby szelfu ciągną się przez arktyczne morza – Berentsa, Peczorskie, Karskie, Łaptiewów, Wschodniosyberyjskie, Czukockie i Ochockie. W sumie to ponad 42 mld ton naftowego ekwiwalentu i 3,5 bln m sześc. gazu.

Jednak surowców może być  więcej, część szelfu bowiem w ogóle nie została zbadana, szczególnie w rejonie wschodnioarktycznym.

Najlepiej poznane są zasoby wokół wyspy Sachalin na Morzu Ochockim. Przyjęty dwa lata temu przez Kreml program rządowy zakłada inwestycje w morski szelf na poziomie do 220 mld dol. Za takie pieniądze Rosja chce do 2030 roku umocnić swoją pozycję na rynku surowców energetycznych na świecie. Oznacza to podwojenie poziomu wydobycia w ciągu 19 lat – do 1250 mln ton ropy i 1–2,6 bln m sześc. gazu.

Jak zauważają autorzy programu, na razie tak finansowanie, jak i poziom inwestycji na szelfie jest niewystarczający. A Rosja nie ma dziś ani wystarczającej wiedzy, ani technologii, by samodzielnie spróbować sięgnąć po to, co skrywa Ocean Lodowaty.

Tonie platforma

Mimo tych braków Rosjanie bez zahamowań rozpoczęli prace w Arktyce. Z trudnymi warunkami oswoili się przez dziesięciolecia robót na Syberii.

Jednak Ocean Lodowaty okazał się wyzwaniem z innej bajki. Noc polarna i zima przez dziewięć miesięcy; temperatury do minus 46 stopni Celsjusza; wody pełne gór lodowych i kry; lodowe sztormy i dryf pól lodowych – to wszystko muszą wytrzymać pracujące na morzu konstrukcje platform wiertniczych.

I nie wytrzymują. W 2011 roku na najbardziej wydawałoby się poznanym i oswojonym Morzu Ochockim u wybrzeży wyspy Sachalin doszło do tragedii. Zatonęła ruchoma platforma wiertnicza podwykonawcy Gazpromu. Zginęło 62 ludzi.

Władze wszczęły dochodzenie prokuratorskie. To, co ustalili śledczy, powinno zapalić czerwone światło w Gazpromie. „Jako główne przyczyny zatonięcia platformy bierze się pod uwagę: naruszenie zasad bezpieczeństwa przy holowaniu urządzenia; holowanie pomimo trudnych warunków pogodowych (silny sztorm)",  czytamy w oświadczeniu rządowym.

Przed platformą płynął lodołamacz Magadan, który ją holował. Statki wpadły w silny sztorm. Fale były tak potężne, „że stłukły iluminatory na statku z platformą; zmyły z pokładu szalupy ratunkowe, a do wnętrza platformy zaczęła się dostawać lodowata woda. Sztorm uszkodził linę holowniczą.

Przyroda nie ucierpiała, ponieważ do katastrofy doszło podczas holowania. A gdyby nastąpiła ona podczas wydobycia...

Platforma należała do spółki wydobywczej Arktikmornieftiegazrazwiedka (AMNGR), pracującej na Szelfie Ochockim dla Gazfłot –spółki córki Gazpromu. Została wybudowana w 1985 roku w Finlandii. Miała więc 26 lat.

Dół własny, góra ze złomu

Złoże Prirazłomnaja na Morzu Peczorskim jest korzystnie położone – 60 km od brzegu, do tego dno jest tylko 20 m pod powierzchnią morza. To dobrze dla wydobycia i niezwykle niebezpiecznie w wypadku awarii.

Przy należącej do brytyjskiego koncernu BP platformie Deep Horizon, która zatonęła w Zatoce Meksykańskiej u wybrzeży Stanów Zjednoczonych, powodując katastrofę ekologiczną, ropa skaziła morze i plaże, tryskając 80 km od brzegu i z głębokości ponad kilometra.

Złoże Prirazłomnaja znajduje się też na terenie Rezerwatu Nienieckiego, miejsca postoju tysięcy polarnych ptaków, a także na drodze migracji rzadkiej ryby omula.

–Warunki, jakie są w rejonie złoża Prirazłomnaja sprawiają, że to, co Gazprom próbuje tam robić, nie ma odpowiednika w światowym wydobyciu – mówi Aleksandr Poliwanow, komentator ekonomiczny portalu Lenta.

– Dlatego z punktu widzenia prestiżu państwa, rozpoczęcie pompowania w Morzu Peczorskim to sprawa niezwykle ważna. Jednocześnie na dążeniu do ustanowienia tam swoistego rekordu może stracić ekonomiczna efektywność tego projektu – dodaje Poliwanow.

Platformę Prirazłomnaja  zaczęto budować jeszcze w latach 90. w Rosji (firma Sewmasz), ale projekt został zamrożony z powodu braku finansowania.

Na początku lat 2000 Sewmasz wrócił do projektu. Zdecydowano, że Rosjanie zbudują część dolną, czyli podwodny keson, a górę, czyli część mieszkalną i wydobywczą, „gdzieś" dokupią.

W 2002 r. wypatrzyli czekającą na pocięcie na żyletki starą platformę Hutton, pracującą na Morzu Północnym. Postanowili ją kupić.

I tu zaczyna się pierwszy skandal. Transakcja okazała się nieprzejrzysta. Złom kupiła firma z raju podatkowego Monitor TLP Ltd (należąca do Norwega) i z dnia na dzień sprzedała Rosjanom za 67 mln dol. Norweskie gazety pisały, że Rosjanie przyglądali się też innym platformom, w tym jednej wciąż pracującej na Alasce. Ale jej cenę – 60 mln dol. – uznali za... zbyt wysoką.

Do tego dziennikarze z Archangielska dowiedzieli się, że platforma Hutton okazała się radioaktywna i Rosjanie, zanim przystąpili do modernizacji części naziemnej, musieli wyłożyć grube pieniądze na oczyszczenie jej z promieniowania.

Potem firma Sewmasz budowała keson i łączyła go z zakupioną częścią platformy norweskiej. Latem 2011 r. prace zostały zakończone. Powstała kwadratowa platforma o boku długości 126 m; dolny keson ma 24,3 m wysokości.

Platforma została tak zbudowana, by mogła wywiercić w morskim dnie 36 otworów. 19 z nich to odwierty zapewniające wydobycie.

Wytrzyma atak torpedowy

Równolegle z platformą posiadającą własny zbiornik (ok. 100 tys. ton) na ropę zbudowane zostały dwa tankowce-lodołamacze, które będą na przemian odbierać tankowany tam surowiec, co pięć, sześć dni. Roczne wydobycie to 6 mln ton.

Koszt inwestycji to według Gazprom Neft (to spółka koncernu odpowiadająca za wydobycie ropy) – 200 mld rubli (6,21 mld dol.), z czego Prirazłomnaja kosztował ok. 60 mld rubli (1,86 mld dol.). W ciągu 25 lat Rosja chce stamtąd wypompować 72 mln ton ropy. Ale to wcale nie musi gwarantować opłacalności projektu.

– Ekolodzy tak z Greenpeace, jak i WWF podkreślają, że Rosja ma wielkie zasoby ropy i nie musi jej wydobywać w tak ekstremalnych warunkach – ostrzega Aleksandr Poliwanow.

– Zwracają też uwagę na wykorzystanie w konstrukcji starej platformy Hutton. Była ona bardzo nowoczesna w połowie lat 80. Ale teraz? Po upływie ponad 25 lat, przy ekstremalnie niskich temperaturach Hutton może nie uratować nawet najlepsza modernizacja. A w to, że była ona właściwa, wątpi nawet zamawiający: w ubiegłym roku szef spółki „Gazprom wydobycie szelf", mówił dziennikarzom w Murmańsku, że rosyjski przemysł nie jest gotowy do morskich projektów i 80 proc. urządzeń dla platformy okazało się brakami – dodaje Poliwanow.

Teraz dyrektor już nie pamięta tamtej oceny. Gennadij Lubin zapewnia, że platforma wytrzyma nawet atak torpedowy.

Ekolodzy najbardziej obawiają się o zamontowany na Prirazłomnaja zbiornik. Alaska do dziś odczuwa skutki katastrofy sprzed 30 lat, gdy do morza dostało się 40 tys. ton ropy z tankowca Exxon Valdez. Na rosyjskiej platformie otoczonej przez dryfujący lód będzie jej aż 100 tys. ton.

„Porównania z platformą Deep Horizon są chybione"

Rosjanie utrzymują, że wydobycie z platformy Prirazłomnaja będzie całkowicie bezpieczne. Giennadij Lubin, dyrektor wykonawczy Gazprom neft szelf, operatora platformy, tak mówił w wywiadzie dla agencji Prime: – Wszystkie analogie z katastrofą platformy w Zatoce Meksykańskiej (2011 r. – red.) są skierowane do ludzi, którzy nie mają wiedzy technicznej. Nasz platforma waży pół miliona ton i została ustawiona bezpośrednio na dnie. (...) Ruszyć jej z miejsca jest niemożliwością. Podstawa może wytrzymać bezpośredni atak torpedowy! Tymczasem platforma BP, która zatonęła w Zatoce Meksykańskiej, była ruchoma, do tego miała skomplikowaną konstrukcję pośredniczącą między urządzeniem wiercącym a otworem w dnie. U nas wszystkie odwierty są wewnątrz platformy. Jej podstawa jest buforem między odwiertami a morzem. Mamy też cały system zabezpieczeń przed wyciekiem ropy. (...) Nie wiem skąd się wzięła informacja, że górna część platformy była budowana przez 30 lat! To nie odpowiada prawdzie. Aktywna budowa zaczęła się w 2008 r. Dwa razy przeszliśmy pomyślnie ekspertyzę ekologiczną; żadnych starych urządzeń na platformie nie ma. Wszystko zostało zakupione po 2008 r. u najlepszych światowych producentów, m.in. u norweskiego Aker Kvaerner. Mamy od nich m.in. system awaryjnego zatrzymania tankowania na statki w wypadku stwierdzenia wycieku. Same tankowce, jak i platforma to wyjątkowe konstrukcje przystosowane do pracy w arktycznych warunkach. (...) Nasza firma prowadzi prace za własne środki i bankowe kredyty. Bez finansowania z budżetu państwa. (...) Wydobycie z pierwszego odwiertu zacznie się w tym roku.

Rosja zareagowała na pokojowy protest młodych ludzi jak na akt terroryzmu, aresztując ekologów, załogę holenderskiego statku, a sam statek holując do Murmańska. Teraz będzie sądzić aresztowaną trzydziestkę za piractwo, za co grozi do 15 lat łagru.

Dla świata to dowód, że nie wszystko z platformą Gazpromu jest w porządku.

Pozostało 96% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie