Spór o ostateczny kształt projektu ustawy o OZE

Aż 129 osób przyszło wczoraj do Sejmu na publiczne czytanie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Pokaźny pakiet uwag trafi do posłów. Oni zadecydują o ostatecznym kształcie prawa.

Publikacja: 16.09.2014 03:53

Aż 129 osób przyszło wczoraj do Sejmu na publiczne czytanie ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Aż 129 osób przyszło wczoraj do Sejmu na publiczne czytanie ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Foto: Bloomberg

Publiczne czytanie ustawy jest  bardzo rzadko wykorzystywaną formą prezentowania poglądów. Wystarczy wspomnieć, że w ciągu ostatnich trzech lat dopiero po raz dziesiąty obywatele mogli skorzystać z tej formuły umożliwiającej bezpośrednie uczestnictwo w procesie tworzenia prawa. Okazją do tego była wzbudzająca wiele kontrowersji społecznych ustawa o odnawialnych źródłach energii. Prace nad jej zapisami, określającymi zasady wsparcia ekologicznych elektrowni, trwają już cztery lata, a mimo to dokument nie wydaje się być gotowy i – zdaniem branży – wymaga wprowadzenia wielu poprawek.

Przemysł bardzo zainteresowany

Nic więc dziwnego, że zabraniem głosu na temat przyszłego systemu wsparcia zielonej energetyki zainteresowane były nie tylko organizacje zrzeszające ekologów, ale także stowarzyszenia branżowe i przedstawiciele największych spółek z tego sektora, m.in. PGE, Energi, CEZ i PGNiG.

– Tak liczna reprezentacja spółek giełdowych świadczy o tym, że spółki te dbają o swoje interesy i lobbują za korzystnymi dla nich rozwiązaniami w każdy prawnie dopuszczalny sposób. Co więcej, zatrudniając wiele tysięcy osób, mogą sobie po prostu pozwolić na delegowanie kilku pracowników do prac analitycznych i nakłaniać do przyjęcia dobrych z ich punktu widzenia rozwiązań prawnych – tłumaczy mec. Eligiusz Krześniak, partner w kancelarii Squire Patton Boggs Święcicki Krześniak.

Jego zdaniem dotychczasowe doświadczenia nie wskazują na to, aby głosy z dyskusji w zasadniczy sposób wpływały na późniejszy kształt ustaw. Posłowie nie mają bowiem obowiązku ustosunkowania się do zgłoszonych zastrzeżeń i postulatów.

Dlatego, zdaniem Krześniaka, wysłuchanie publiczne w przypadku ustawy o OZE może spowodować wydłużenie procesu legislacyjnego o kolejne miesiące i dalsze blokowanie inwestycji w zieloną energię.

Każdy w swoją stronę

Jakie są postulaty branży? Uwagi Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej skupiają się na dwóch aspektach. PKEE wnioskuje o jak najszybszą notyfikację całego projektu przez Komisję Europejską, ale prosi też o doprecyzowanie wielu regulacji i pojęć występujących w dokumencie. Wątpliwości budzi np. definicja „dedykowanej instalacji współspalania".

PKEE chce, by dla realizacji unijnego celu co do udziału OZE w miksie energetycznym współspalanie nadal dopełniało produkcję z innych ekologicznych instalacji. To z kolei nie podoba się organizacjom związanym z branżą m.in. wiatraków.

– Ustawa nie promuje ciepła z OZE wytworzonego w wysokosprawnej kogeneracji (produkcja ciepła i prądu – przyp. red.). Projekt ustawy nie powinien też zniechęcać do modernizacji instalacji OZE – wyliczał dyrektor PKEE Andrzej Kania. Ale to tylko kilka z katalogu kilkunastu postulatów propozycji, które przedstawiło PKEE.

Niektóre były zbieżne z wnioskami spółek energetycznych – m.in. Energi, która ponosi największe koszty związane z obowiązkowym odkupywaniem zielonych megawatogodzin z instalacji działających na jej terenie.

Gdańska spółka chce, by Operator Rozliczeń Energii Odnawialnej odpowiedzialny za przeprowadzanie aukcji (mają być trzonem nowego systemu wsparcia OZE) pokrywał ujemne saldo związane z tym obowiązkiem. Zdaniem jej przedstawicieli konieczne jest też częstsze np. kwartalne publikowanie ceny urzędowej (dziś jest ona ustalana na rok), po której sprzedawcy z urzędu odkupują energię z OZE. PGNiG Termika we wspólnym stanowisku z Polskim Towarzystwem Elektrociepłowni Zawodowych zwracał uwagę na restrykcyjny warunek dla węglowych jednostek kogeneracyjnych przebudowanych na jednostki biomasowe. Chodzi o ograniczenie ilości energii objętej wsparciem tylko do 75 proc. Termika proponuje 85–90 proc.

Koszty wsparcia zapłaci odbiorca

Zgodnie z projektem ustawy o OZE to rząd ma decydować, ile zielonej energii potrzebujemy do spełnienia unijnych celów polityki klimatycznej. Trzonem nowego systemu wsparcia mają być aukcje na „ekologicznie wyprodukowane" megawatogodziny. Wygra ten, kto zaproponuje najniższą cenę, a w zamian dostanie gwarancję wsparcia przez 15 lat.

Regulacje przewidują oddzielne aukcje dla dużych i małych instalacji. Minister gospodarki będzie podawał tzw. cenę referencyjną, czyli maksymalną, za jaką będzie można zakupić w danym roku energię z odnawialnych źródeł.

Ich wspieranie zostanie przerzucone na konsumentów, którzy mają mieć doliczoną do rachunku tzw. opłatę OZE.

W przyszłym roku ma ona wynieść 2,27 zł za każdą zużytą megawatogodzinę.

W ocenie skutków ustawy oszacowano, że koszt systemu wsparcia projektowanego w ustawie o OZE wyniesie ?ok. 4 mld zł rocznie.

Publiczne czytanie ustawy jest  bardzo rzadko wykorzystywaną formą prezentowania poglądów. Wystarczy wspomnieć, że w ciągu ostatnich trzech lat dopiero po raz dziesiąty obywatele mogli skorzystać z tej formuły umożliwiającej bezpośrednie uczestnictwo w procesie tworzenia prawa. Okazją do tego była wzbudzająca wiele kontrowersji społecznych ustawa o odnawialnych źródłach energii. Prace nad jej zapisami, określającymi zasady wsparcia ekologicznych elektrowni, trwają już cztery lata, a mimo to dokument nie wydaje się być gotowy i – zdaniem branży – wymaga wprowadzenia wielu poprawek.

Pozostało 87% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro