Spółki energetyczne stoją w obliczu narastającego konfliktu regulacyjno-politycznego wokół kalkulacji taryf i poziomu rezerw finansowych. Ustalenie taryfy poniżej progu 600 zł/MWh, a w szczególności w okolicach 500 zł/MWh wymusi na podmiotach takich jak Tauron, PGE, konieczność zawiązania rezerw sięgających od 400 mln zł do 600 mln zł (w przypadku Enei i Energi te kwoty mogą być mniejsze ze względu na mniejszą grupę klientów), co zepchnie wyniki obrotu energią do zerowego progu rentowności lub generowania strat. Równolegle ujawnia się głęboki spór lub, jak kto woli, ożywiona dyskusja między Ministerstwem Aktywów Państwowych, dążącym do ochrony bilansów spółek, a Ministerstwem Energii, które forsuje obniżanie cen dla odbiorców. Regulator, a więc Urząd Regulacji Energetyki (URE) znajduje się w trudnym położeniu. Jakakolwiek decyzja taryfowa wywoła negatywne konsekwencje (albo obciążenie spółek rezerwami, albo uderzenie w odbiorców). Zdaniem naszych rozmówców, składowe, które musi brać pod uwagę prezes URE przy weryfikacji wniosków taryfowych nie przemawiają za utrzymaniem taryf na poziomie z tego roku.
600 zł kontra 495 zł: co chcą spółki
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, spółki energetyczne (PGE, Enea, Tauron, Energa) miały przedłożyć do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki wnioski taryfowe na sprzedaż samej energii (bez dystrybucji) za 2027 r. na poziomie ok. 600 zł za MWh. Na ten rok obowiązuje stawka rzędu 495,16 zł za MWh. Oznaczałoby to podwyżki w rachunkach za prąd. Spółki muszą także wziąć pod uwagę, że już ceny na ten rok – względem ich szacunków – nie pozwalały w pełni pokryć taryfy G11 z której korzysta kilkanaście mln gospodarstw domowych. Mowa o kwocie ok. 50 zł za MWh. Stąd też podwyżki mogłyby wynieść 100 zł za MWh. Zainteresowane strony na obecnym etapie nie chcą komentować sprawy. Podwyżki cen prądu są możliwe, ale mało prawdopodobne. Spółki energetyczne niemal jednym chórem odpowiadają na nasze pytania: Do zakończenia procesu taryfikacyjnego firmy nie przekazują szczegółowych informacji dotyczących wniosków. Informacji nie udziela także URE. Taryfy obowiązujące od 1 stycznia 2027 r. powinny zostać zatwierdzone przez prezesa URE i opublikowane w biuletynie urzędu do 17 grudnia.
Pytanie o ceny na przyszły rok jest tym bardziej zasadne, że obserwowane na Towarowej Giełdzie Energii ceny energii na 2027 r. wzrosły we wrześniu (średnia miesięczna) do ponad 550 zł za MWh. W październiku sięgają już ok. 600 zł. Jak tłumaczyła Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Renata Mroczek, bieżące ceny energii na TGE nie przekładają się bezpośrednio na wysokość przyszłych taryf, ponieważ spółki kontraktują energię z wyprzedzeniem, więc aktualne ceny giełdowe nie determinują wprost wysokości taryf. - URE prowadzi własne, niezależne analizy kosztów zakupu energii w oparciu o modelowy, idealny portfel zakupowy, nie przyjmując bezrefleksyjnie danych ze spółek – powiedziała.
To właśnie możliwość kupowania energii na przyszły rok wcześniej (nie po cenach z sierpnia i września) jest argumentem, aby zmniejszyć poziom zaproponowanych stawek przez spółki. Co do zasady firmy kontraktują się na poziomie ok. 80 proc. zapotrzebowania dla klientów na rok następny. Okres kontraktacji kończy się zwyczajowo w październiku. Wówczas spółki podejmują decyzję, czy zabezpieczają portfel dostaw energii w 100 proc. czy jednak zakładają, że w przyszłym roku może być taniej i zamierzają kupować brakujące wolumeny na rynku spotowym.
Analitycy nie mają jednak wątpliwości, że utrzymanie taryfy na poziomie z tego roku rzędu 495 zł za MWh będzie wręcz niemożliwe. – Żadne argumenty ekonomiczne nie przemawiają za takim poziomem. Ceny energii na giełdzie rosną od marca. Nawet jakby prezes URE uzasadniała, że spółki mogły kupować energię na giełdzie wcześniej przy niższych cenach, to to okienko zakupowe ograniczało się praktycznie do I kw. tego roku. Później było już tylko drożej. Jednocześnie polska waluta się osłabia, ceny gazu, węgla czy uprawnień do emisji CO2 idą w górę. Spółki energetyczne zapłacą zapewne więcej za węgiel. Nie widzę żadnych merytorycznych argumentów, które byłyby po stronie prezesa URE, aby tegoroczne stawki taryfowe dla gospodarstw domowych, utrzymać także w 2027 r. – mówi Krzysztof Hrywniak, doradca i ekspert rynku energii
600 zł to próg bólu dla spółek. Inaczej będą duże rezerwy
Jak wynika z naszych rozmów z analitykami, kalkulacja progu rentowności stawek taryfowych wskazuje, że poziom 600 zł/MWh stanowi techniczny break-even (próg rentowności) dla handlu energią w taryfie G (gospodarstwa domowe) na przyszły rok.
Jak mówi nam Michał Sztabler, analityk Noble Securities, wnioski taryfowe spółek energetycznych na kolejny rok mogą wynieść faktycznie realnie około 600 zł/MWh z powodu wyższych kosztów zakupu energii na rynku hurtowym oraz drastycznie rosnących kosztów profilu. Jeśli ostateczne taryfy będą niższe, to spółki będą musiały utworzyć rezerwy adekwatnie do różnicy między realnym kosztem (ok. 600 zł) a zatwierdzoną taryfą.
Czytaj więcej
Ruszył nabór wniosków o dotacje do przydomowych magazynów energii i ciepła. Do podziału jest 1 mld zł, a właściciele fotowoltaiki mogą otrzymać naw...
Jego zdaniem, jeśli pojawi się oczekiwanie utrzymania taryfy poniżej 500 zł/MWh (np. na poziomie 495 zł) wymusi to na spółkach (PGE, Tauron, Enea, Energa) utworzenie rezerw na przyszłe straty o łącznej wartości rzędu setek milionów złotych na podmiot. – Koszt zakupu energii na rynku hurtowym wzrósł o ok. 50 zł/MWh w relacji rok do roku. Jeśli URE utrzyma taryfę na poziomie ok. 495 zł/MWh, spółki poniosą straty ok. 100 zł na MWh, co przełoży się na podwojenie rezerw finansowych względem poprzedniego roku – mówi Sztabler.
Te oceny nie są odosobnione. Jak mówi nam Michał Kozak, analityk DM Trigon, biorąc pod uwagę uwarunkowania rynkowe, w tym obserwowane ceny energii, każda cena poniżej tego pułapu generuje wg naszego rozmówcy brak pokrycia pełnych kosztów w segmencie obrotu i wymusi tworzenie rezerw w IV kw. 2026 r. – Potencjalny brak podwyżki taryfy z poziomu 495 zł/MWh implikowałoby lukę kosztową rzędu 100 zł/MWh, która nie byłaby pokryta przez taryfę – mówi Michał Kozak. Oznaczałoby to – zdaniem analityka – konieczność zawiązania rezerw finansowych (łącznie PGE, Tauron, Enea) w wysokości do 1,5-2 mld zł. – Uważamy, że URE może większy nacisk położyć na interes gospodarstw domowych (akceptując taryfę bliżej 500 zł niż 600 zł/MWh), zwłaszcza biorąc pod uwagę wybory w przyszłym roku – uważa Michał Kozak.
Koszty bilansowania OZE coraz mocniej wpływają na rachunek
Jak dodaje Michał Kozak, URE w obecnym procesie taryfowym nadal nie uwzględnia kosztu profilu w kalkulacji taryfy, który obciąża wyniki w tradingu w coraz większym stopniu.
Michał Sztabler w tym samym duchu dodaje, że wpływ na wysokość stawek sprzedażowych za sam prąd mają także koszty profilu OZE. – Koszty te wzrosły z kilku/kilkunastu złotych do kilkudziesięciu zł za MWh, co w skali sektora generuje około miliarda złotych kosztów rocznie. Magazyny energii mogą w przyszłości ustabilizować koszty profilu poprzez ograniczenie konieczności zakupu drogiej energii w szczytach zapotrzebowania, ale to jeszcze melodia przyszłości – dodaje analityk.
Czytaj więcej
Wypłata dywidendy, większe zwrócenie uwagi na atom oraz wskazanie poziomu produkcji energii z węgla za 10 lat – PGE zaprezentowało aktualizację str...
Na rosnące koszty profilu zwraca uwagę także Enea, która podała, co wpływa na wysokość stawek taryfowych za energię. Głównym składnikiem ceny sprzedaży energii są koszty jej zakupu. Jak zwraca uwagę Enea, istotny wpływ na wysokość kosztów zakupu energii mają koszty profilu odbiorców na taryfie G – sprzedaż do klientów taryfowych zabezpieczana jest na rynku terminowym głównie kontraktami pasmowymi, a zmienny profil odbiorców taryfowych zabezpieczany jest transakcjami na rynku spotowym. – Wysoka zmienność cen na tym rynku powoduje wzrost kosztów profilu. Duży wpływ na te koszty mają prosumenci, którzy w sposób naturalny najwięcej energii pobierają w godzinach szczytowych, a w najtańszych godzinach – przypadających na szczyt generacji PV – wprowadzają energię do sieci – tłumaczy nam spółka.
Michał Kozak podkreśla także składowe innej taryfy na naszym rachunku, taryfy dystrybucyjnej. Na finalną decyzję trzeba będzie poczekać do połowy grudnia, tak jak na decyzję dot. WACC (średni ważony koszt kapitału) z premią za reinwestowanie w dystrybucji, gdzie zakładane są spadki w sektorze na poziomie ok. 10 proc. w tym roku do 9 proc. w 2027 r. (przy minimalnym obowiązującym progu do 2028 r. 8,5 proc.).