Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe czeka na wydanie przez generalnego dyrektora ochrony środowiska ostatecznej decyzji środowiskowej. Jeśli będzie pozytywna, lokalizacja Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo zostanie potwierdzona, a inwestycja będzie mogła ruszyć. Od kilku lat z badań wynika, że „za” inwestycją w tym miejscu jest ok. 70 proc. mieszkańców: gmina uzyska ogromny podatek od przedsiębiorstwa i stworzy nawet 12 tys. miejsc pracy. Budowa, a potem sama elektrownia, ma zagwarantować tanią energię i uniezależnienie się od rosyjskich surowców – głównie węgla.

Czytaj więcej

Rząd zapowiada rychłe umowy atomowe z Amerykanami

Tanie kilowatogodziny

– Energia jądrowa nie tylko jest niezawodna, jeśli chodzi o ciągłe dostarczanie energii, ale też tania i dość przyjazna środowisku – podkreśla dr Bart Kołodziejczyk, naukowiec zajmujący się innowacyjnymi nowymi technologiami energetycznymi. Jak dodaje, szacuje się, że „polski atom może dostarczyć energię elektryczną na poziomie od 12 do 17 groszy za kilowatogodzinę”. – Co w porównaniu z dzisiejszymi cenami energii elektrycznej jest ceną bardzo niską. Wielu przeciwników energii jądrowej używa argumentów, że będziemy musieli się uzależnić w dostawach uranu od innych państw. Jednak na świecie jest wielu producentów uranu więc problemy z dostawami będą raczej znikome – dodaje ekspert. I przypomina, że w latach 1947–1967 także w Polsce wydobywano uran, głównie w kopalniach zlokalizowanych w Kowarach w Karkonoszach. Złoża znajdują się także m.in. w Sudetach, Górach Świętokrzyskich, na Podlasiu i na Warmii.

Obecnie w Polsce nie ma czynnej kopalni uranu. – Nie wiadomo, ile tego surowca posiadamy w Polsce, ale niektóre źrodła mówią nawet o 100 tys. ton uranu naturalnego – twierdzi dr Kołodziejczyk.

Czytaj więcej

Atomowe otwarcie polskiego rządu

Spółka na obecnym etapie nie zdradzi kosztów wyprodukowania kWh z pomorskiej elektrowni jądrowej. Na pewno uran wykorzystywany w polskich elektrowniach jądrowych będzie pochodził z importu. – Istotne jest, że jest wiele możliwości jego zakupu, a uran jako „paliwo”, jest stosunkowo łatwo dostępny, również dla Polski – mówi „Rzeczpospolitej” Joanna Szostek, zastępca dyrektora w pionie komunikacji i relacji z interesariuszami Polskie Elektrownie Jądrowe.

Paliwo z wody morskiej

Obecnie największymi producentami uranu są Kazachstan, Namibia, Kanada i Australia, których łączny udział w światowej produkcji wynosi ok. 80 proc. – To o tyle istotna informacja, że nie mamy tu do czynienia z geograficzną koncentracją, a wśród największych producentów znajdują się kraje o stabilnej sytuacji politycznej, z którymi Polska ma dobre relacje. Rozkład dostępności rud uranu gwarantuje, że nie będzie on wykorzystywany – jak w przypadku choćby paliw kopalnych – jako broń polityczna służąca do nacisków na inne państwa – wyjaśnia Szostek.

Uran jest niezwykle efektywnym źródłem energii – tylko 1 gram uranu generuje jej tyle, ile 3 tony węgla kamiennego. Złoża tego pierwiastka na świecie szacowane są na około 6 mln t. PEJ podkreśla, że oprócz tego „rozwijają się silnie technologie recyklingu paliwa jądrowego, pozwalające na redukcję zapotrzebowania” i „technologie umożliwiające pozyskiwanie uranu z niekonwencjonalnych źródeł, na przykład wody morskiej”.

– W tym wypadku zasoby są praktycznie nieograniczone, mówi się nawet o 4 mld t uranu w złożach morskich – mówi nasza rozmówczyni.

Czytaj więcej

Na świecie przybywa sympatyków energetyki nuklearnej

Za dostawę paliwa jądrowego zgodnie z powszechną praktyką odpowiada dostawca technologii reaktora. W przypadku pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, która będzie budowana na Pomorzu, współwłaścicielem wybranego przez rząd dostawcy technologii – firmy Westinghouse Electric Company – jest kanadyjskie przedsiębiorstwo Cameco, jeden z liderów wśród producentów paliwa uranowego na świecie, posiadający ok. 20 proc. udziału w światowym rynku. A to oznacza, że w polskiej elektrowni zapewne będzie używany atom z Kanady. – Paliwo jądrowe jest integralną częścią konstrukcji samego rdzenia reaktora – tłumaczy Szostek.

Uran ma jeszcze jedną zaletę. Jak podkreśla dr Bart Kołodziejczyk, z raportu amerykańskiego National Renewable Energy Laboratory wynika, że ślad węglowy elektrowni jądrowych bywa nawet niższy niż ślad węglowy OZE.