„Zielony Pakiet” zakłada między innymi zakaz sprzedaży aut z silnikami spalinowymi od 2035 roku, ale jednocześnie wielomiliardowe rekompensaty dla biedniejszych obywateli, którzy ucierpią z powodu wprowadzenia nowego prawa. Pakiet ustaw wejdzie w życie dopiero wówczas, gdy zostanie zatwierdzony w krajach członkowskich (w niektórych może być z tym potężny kłopot) oraz w Parlamencie Europejskim.

Negocjacje trwały ponad 16 godzin, po których ministrowie ds. środowiska ostatecznie przystali na uchwalenie 5. ustaw, które będą częścią szerszego pakietu klimatycznego i wesprą walkę z ociepleniem globu jeszcze w tej dekadzie. — Kryzys klimatyczny jest dzisiaj oczywistością, więc wprowadzenie odpowiedniego prawa jest nieuniknione — mówił komisarz Frans Timmermans, który odpowiada w UE za politykę klimatyczną. Jego zdaniem rosyjska inwazja przyspieszy odchodzenie od gazu jako źródła energii, ponieważ to Rosja jest głównym dostawcą gazu do UE.

Generalnie ministrowie ds. środowiska poparli główne założenia pakietu klimatycznego, który został przyjęty latem 2021, w tym założenia, że wszystkie auta, jakie będą sprzedawane w 27 krajach Wspólnoty w roku 2035, będą zeroemisyjne. To oznacza zakaz sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi już za 13 lat, co jest w tej chwili mocno kontestowane nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech, czyli największym europejskim rynku motoryzacyjnym. Włochy i Słowacja, w których motoryzacja ma ogromny udział w PKB, chciały, aby ten zakaz został wprowadzony dopiero w 2040 roku. Ostatecznie zaakceptowany został wniosek niemiecki, aby mimo wszystko utrzymać rok 2035, jako datę graniczną zakazu sprzedaży. Jednocześnie jednak w roku 2026 zdecydować, czy auta z napędem hybrydowym bądź z innym neutralnym dla środowiska, nie powinny czasowo zostać wyłączone z tego zakazu.

Czytaj więcej

Świat po pandemii wrócił do pożerania węgla i ropy

Tyle że kraje, które oponują przeciwko takiemu zapisowi stoją praktycznie na straconej pozycji, bo zakaz dotyczący aut spalinowych i data 2035 zostały już zaakceptowane w Parlamencie Europejskim. Z kolei Frans Timmermans obiecał, że Komisja Europejska podejdzie do problemu z „otwartą głową”, ale dzisiaj auta z silnikami hybrydowymi nie spełniają warunków zeroemisyjności, a paliwa alternatywne są zdecydowanie zbyt drogie, by mogły wejść do masowej motoryzacji.

Według pierwszych reakcji na brukselskie ustalenia jest ogromne prawdopodobieństwo, że „Zielony Pakiet” ostatecznie zostanie zaakceptowany i wejdzie w życie.

Dzisiaj 27 krajów Unii Europejskiej łącznie są globalnie 3. największym emitentem gazów cieplarnianych. To dlatego zostały podjęte ambitne działania, które te emisje do roku 2030 mają obniżyć do poziomu 55 proc. zanotowanego w roku 1990. A to z kolei wymaga ogromnych zmian w przemyśle, postawieniu na energię odnawialną oraz produkcję aut z napędem elektrycznym.

Unijni ministrowie poparli stworzenie systemu opłat za emisje dwutlenku węgla w tych branżach, które wykorzystują paliwa kopalne, czyli budownictwie oraz transporcie. Ten obowiązek miałby obowiązywać dopiero od roku 2027, czyli o rok później, niż było to planowane. Zdecydowano jednocześnie stworzenie funduszu specjalnego przeznaczenia wartego 59 miliardów euro, który w latach 2027-2032 osłoniłby najbiedniejszych obywateli UE przed skutkami wprowadzonych zmian.

Jedynym krajem, który sprzeciwił się wprowadzeniu wszystkich nowych zapisów była ostatecznie Litwa, która również wspólnie z Polską i Łotwą starały się wywalczyć zwiększenie środków z funduszu osłonowego. Kraje te argumentowały, że wprowadzone zmiany znacząco podwyższą rachunki za energię, jakie płacą gospodarstwa domowe. Z kolei Finlandia, Dania i Holandia wnioskowały, aby ten fundusz został okrojony, ponieważ kraje „czystsze” i bogatsze będą do tego funduszu wpłacały więcej, niż z niego otrzymają.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Nie było już jednak różnic zdań wobec postanowienia, że firmy przemysłowe i producenci energii, którzy zatruwają środowisko muszą być obciążone kosztami jego ratowania. Podobnie było w przypadku propozycji Komisji Europejskiej, która domaga się, aby do roku 2030 emisje CO2 zostały zmniejszone o 61 proc., a do obowiązku walki z ociepleniem klimatu włączyć także transport morski. Nikt także się nie sprzeciwił, aby w każdym z krajów członkowskich zwiększyć naciski na ograniczenie emisji przy jednoczesnych zachętach do zwiększenia areału upraw leśnych.