Pod koniec kwietnia, po wielu miesiącach negocjacji rząd i przedstawiciele górniczych związków zawodowych podpisali umowę dotyczącą przyszłości kopalń węgla kamiennego. Strony ustaliły m.in. harmonogram zamykania zakładów wydobywczych, sięgający maksymalnie 2049 r., a także pakiety socjalne dla górników, którzy stracą pracę. Związkowcy podkreślali jednak, że podjęcie rozmów w sprawie kopalń zostało wymuszone przez protesty górników.
– Natomiast we wszystkich pozostałych branżach sektora paliwowo-energetycznego tego dialogu kompletnie nie ma – przekonywał Jarosław Grzesik, szef Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki Solidarności. Jako przykład podał Tauron i PGE. Zaznaczył, że rząd nie skonsultował ze związkami zawodowymi, jak długo będą działały poszczególne bloki węglowe i ile miejsc pracy zostanie zlikwidowanych w tej branży. Związkowcy walczą też o możliwość dalszego funkcjonowania odkrywki węgla brunatnego Turów, która stała się obiektem międzynarodowego sporu.
Protest przed PGE w 2020 r. fot. Michał Niewiadomski

Proponowana reforma energetyki zakłada powołanie państwowej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE), która ma skupiać krajowe elektrownie węglowe i kopalnie węgla brunatnego, należące dziś do Polskiej Grupy Energetycznej, Tauronu i Enei. NABE będzie prowadzić jedynie inwestycje oraz modernizacje niezbędne dla bieżącego utrzymania sprawności eksploatowanych bloków węglowych. Nie będzie budować nowych jednostek. Wraz z wprowadzeniem do systemu nowych nisko oraz zeroemisyjnych źródeł wytwórczych będzie stopniowo wycofywać bloki węglowe z użycia. NABE potrzebować będzie finansowego wsparcia, bo produkcja energii z węgla w wyniku drożejących kosztów emisji CO2 staje się nieopłacalna. Ta koncepcja będzie wymagała jeszcze zgody Komisji Europejskiej.