Kataklizm albo katastrofa. Oto alternatywy dla największego złoża gazu w Europie

450 mld m sześc. gazu o wartości biliona dolarów - tak najkrócej można opisać niewykorzystany jeszcze potencjał holenderskiego złoża Groningen. Tyle że dni tego największego europejskiego rezerwuaru gazu naturalnego wydają się być policzone.

Publikacja: 18.02.2023 12:40

Mark Rutte, premier Holandii

Mark Rutte, premier Holandii

Foto: Bloomberg

Dlaczego? Najkrótszej odpowiedzi udzielił jeden z okolicznych mieszkańców, Wilnur Hollaar, w rozmowie z dziennikarzami agencji Bloomberg. - Gdy kupowałem ten dom w 2004 r., to był pałac - opowiadał, oprowadzając po wybudowanej blisko stulecie temu rezydencji. - Teraz to ruina - dorzucał, wskazując na liczne pęknięcia w ścianach i cieknącą fasadę budynku. Wszystko za sprawą trzęsień ziemi.

Mieszkający na pobliskiej farmie Bastiaan Jeroen opisuje to inaczej. - Mam w domu kolumny ze zbrojonego betonu. Podczas jednego z trzęsień zobaczyłem, jak się chwieją. Jeśli taki betonowy krążek z którejś wypadnie, przetnie cię w pół. Żyjemy ze świadomością tego - mówił Jeroen reporterowi brytyjskiego dziennika "The Guardian".

Czytaj więcej

Putin zezwolił filii Gazpromu Neft na zakup udziałów należących do Shella

Kataklizmy zaczęły dotykać ten region w latach 80., pierwszy w 1986 r. i Niderlandczycy przypisują je działalności wydobywczej na rodzimym złożu. Wstrząsy początkowo nie były poważne, zwykle - podobnie jak na niektórych obszarach Polski - wykrywalne były jedynie dla czułej sejsmograficznej aparatury. Ale w 2012 r. doszło do trzęsienia, które miało już magnitudę 3,6 stopnia w skali Richtera. Na mniej więcej 327 tysięcy domów w okolicy 127 tysięcy doznało większych lub mniejszych uszkodzeń, 3300 uznano za zniszczone - i to pomimo faktu, że niderlandzkie domy to całkiem solidne budynki, również jak na europejskie standardy.

Dla kolejnych rządów w Amsterdamie, kierowanych przez Marka Ruttego, był to twardy orzech do zgryzienia: z jednej strony, wizja potencjalnej awarii czy eksplozji instalacji w Groningren była przerażająca, z drugiej jednak strony - chodzi o olbrzymie bogactwo, ważne tak finansowo, jak i w obecnej sytuacji z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego całej Europy. W pierwszym odruchu zdecydowano się na salomonowe rozwiązanie: systematycznie redukowano wydobycie, "schodząc" z 54 do 2,8 mld m sześc. w latach 2013-2022. W końcu lwia część zarobku z jego działalności wpada do kasy państwa: od 1963 do 2022 r. była to równowartość w sumie 363,7 mld euro.

"Zamykamy". Byle jak najpóźniej

Ale w końcu z ust władz w Amsterdamie padło długo wyczekiwane "zamykamy". Tyle że w tym samym czasie nad Europą zaczęły zbierać się czarne chmury: najpierw Gazprom zakręcał kurki jesienią 2021 r., a kilka miesięcy później Kreml najechał Ukrainę. Pewność decyzji Niderlandczyków znowu nieco się zachwiała: w tej chwili z jednej strony rząd podtrzymuje wolę zamknięcia pola Groningen, z drugiej strony - zarówno w łonie gabinetu Rutte, jak i w ramach dyskursu w parlamencie i mediach.

Hans Vijlbrief, odpowiedzialny w gabinecie Ruttego za górnictwo, na początku lutego potwierdził jedynie, że ostateczna data zamknięcia Groningen zostanie przedstawiona parlamentowi jeszcze przed letnią przerwą w jego pracach. - W tej chwili nie potrafię podać definiwtynej odpowiedzi na pytanie, czy zamkniemy Groningen w 2023 czy w 2024 roku - napisał niderlandzki minister na stronach internetowych gabinetu Ruttego.

Czytaj więcej

Gaz wrócił do normalności. Cena znów jest taka, jaką Polska płaciła Gazpromowi

Niewątpliwie, Vijlbrief i jego pryncypał muszą dokonać trudnego wyboru, bowiem zewsząd niderlandzki rząd jest straszony potencjalną katastrofą - tyle że energetyczną. Presję wywiera zapewne rząd Niemiec, które były znacznym odbiorcą paliwa z tego złoża. Jesienią ubiegłego roku otwarcie zachęcał Niderlandczyków do ponownego rozpatrzenia swojej decyzji komisarz ds. rynku wewnętrznego UE, Thierry Breton. Groningen jest wyeksploatowane, co prawda, w 60 proc. - ale potencjał wciąż tkwiącego pod ziemią surowca jest olbrzymi. A na dodatek w Groningen można szybko zwiększyć produkcję, gdyby pojawiła się taka potrzeba na lokalnym lub europejskim poziomie.

Własne subtelne ultimatum postawił niderlandzki operator sieci przesyłowych gazu, koncern Gasunie. "Ostateczne zamknięcie pola Groningen pozostaje ostatecznym celem" - cytuje firmę branżowy portal Upstreamonline.com. - "Ale całkowite zawieszenie importu gazu rosyjskiego i niepewność na międzynarodowych rynkach gazu i innych paliw energetycznych oznacza, niestety, że należy rozważać rozmaite scenariusze, w których bezpieczeństwo dostaw dla Niderlandów już następnej zimy nie może być należycie zapewnione bez zaplecza pod postacią dostępności złoża Groningen" - kwitowała firma. Koncern, jak łatwo zgadnąć, opowiada się za utrzymaniem minimalnego wydobycia ze złoża oraz dokonaniem ponownej oceny sytuacji przed zimą 2023/2024.

Presja frustracji i mediów

Zatem kataklizm naturalny lub katastrofa energetyczna, utrata zysków ze sprzedaży surowca lub wydawanie ich na odszkodowania i odbudowę domów sąsiadów instalacji wydobywczych - Amsterdam stoi w tej sprawie niemal wyłącznie przed diabelskimi alternatywami.

A presja jest tym większa, że kiedy jeszcze musiał uporać się wyłącznie z drugim z tych kłopotów, chciał wybrnąć z sytuacji w mało elegancki sposób - właścicielom niszczejących posesji zaproponowano odszkodowania, ale wyjątkowo niskie. Przykładowo, cytowany na wstępie Wilnur Hollaar dostał ofertę wsparcia rzędu 12 tys. euro - podczas gdy on sam szacował skalę zniszczeń na 550 tysięcy euro.

Bagażu społecznych oczekiwań - podobnie jak presji niderlandzkich mediów, stojących po stronie straumatyzowanych mieszkańców - pewnie już ułagodzić się nie da. Groningen jest jak niemieckie elektrownie atomowe: wegetację tej inwestycji wydłużyć mogą jedynie potencjalne kłopoty i niedobory na europejskim rynku, które - miejmy nadzieję - jednak nie wystąpią. Jak lakonicznie podsumowują eksperci z branży: o tym, ile czasu zostało koncernom Shell i Exxom Mobil (które pracują w Groningen), zdecyduje poziom zapełnienia magazynów gazu w Europie oraz rozwój sytuacji na rynku LNG. Można jednak śmiało przypuszczać, że na wartym wciąż wiele miliardów złożu wkrótce zapanuje cisza. Pytanie tylko, czy wraz z maszynami wydobywczymi znikną wstrząsy.

Dlaczego? Najkrótszej odpowiedzi udzielił jeden z okolicznych mieszkańców, Wilnur Hollaar, w rozmowie z dziennikarzami agencji Bloomberg. - Gdy kupowałem ten dom w 2004 r., to był pałac - opowiadał, oprowadzając po wybudowanej blisko stulecie temu rezydencji. - Teraz to ruina - dorzucał, wskazując na liczne pęknięcia w ścianach i cieknącą fasadę budynku. Wszystko za sprawą trzęsień ziemi.

Mieszkający na pobliskiej farmie Bastiaan Jeroen opisuje to inaczej. - Mam w domu kolumny ze zbrojonego betonu. Podczas jednego z trzęsień zobaczyłem, jak się chwieją. Jeśli taki betonowy krążek z którejś wypadnie, przetnie cię w pół. Żyjemy ze świadomością tego - mówił Jeroen reporterowi brytyjskiego dziennika "The Guardian".

Pozostało 89% artykułu
Surowce i Paliwa
Hubert Kamola, prezes Grupy Azoty Puławy: Azoty chcą rosnąć szybciej niż rynek
Surowce i Paliwa
Popyt na ropę wzrośnie mimo transformacji
Surowce i Paliwa
Te paliwa jeszcze długo będą potrzebne
Surowce i Paliwa
Były zarząd Azotów nie otrzymał absolutorium. Rosły straty i wydatki na PR
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Surowce i Paliwa
Nieoczekiwany efekt sankcji: Rosja importuje z Indii… aluminium