Koncern BP poinformował dziś, że na platformie Clair, stojącej 75 km od brzegów Szetlandów, doszło 2 października ok. 10 rano czasu lokalnego do wycieku ropy. Jako przyczynę BP podaje „techniczne problemy w systemie, przeznaczonym do rozdzielania wody od wydobywanej ropy i gazu”.
W godzinę po zauważeniu wycieku pompy zostały zatrzymane. Teraz koncern analizuje sytuację i poszukuje najlepszego sposobu neutralizacji skutków wycieku.
Najlepszym ma być taki, że ropa „rozpłynie się po morzu w sposób naturalny, czyli nic nie robienie. Plama ropy przemieszcza się na północ oddalając od brzegów Szetlandów – podkreśla BP.
Wiosną tego roku sąd USA ukarał koncern rekordową grzywną 20,8 mld dol. za doprowadzenie do ogromnego wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej w 2010 r. Ropa z płonącej platformy Deep Horizont przez miesiąc zalewała wybrzeża amerykańskich stanów nad zatoką zabijając wszystko co żyje.
Koncern BP był głównym właścicielem odwiertu Macondo w dnie Zatoki Meksykańskiej, nad którym pracowała platforma Deepwater Horizont. Jej pożar w kwietniu 2010 r oraz wyciek ropy który w jego wyniku nastąpił, kosztował życie 11 ludzi i miliony morskich organizmów oraz ptaków.
Do wody dostało się 5 mln baryłek ropy, koncern zebrał ok. 800 tys. baryłek. Swoje straty bezpośrednie BP ocenił na 17 mld dol. Skażone zostały wybrzeża dwóch stanów USA (Floryda i Luizjana). Koszty likwidacji wycieku zostały oszacowane w sumie na 41 mld dol.
Katastrofa skutkowała lawiną pozwów tak w stosunku do właścicieli złoża (oprócz BP to firma Anaderko – 25 proc. i japoński Mitsui – 10 proc.). A także do partnerów – Transocean (właściciel platformy) i Halliburton – projektant cementowej plomby, która zdaniem ekspertów pozwoliła gazom dostać się na platformę i spowodować wybuch a potem pożar. W 2011 r. Anadarko i Mitshui zapłaciły BP odpowiednio 4 mld dol. i 1,06 mld dol.