Propozycja takiego rozwiązania znajdzie się założeniach budżetowych administracji, które zostaną przesłane w przyszłym tygodniu do Kongresu – poinformował Biały Dom. Pomysł ma jednak niewielkie szanse na realizację, bo w obu izbach na Kapitolu dominują Republikanie.

10-dolarową opłatą miałyby być obciążane spółki naftowe. Poprzez jej nałożenie, „prezydencki plan stwarza mechanizm motywacji dla sektora prywatnego zmierzający do ograniczenia naszego uzależnienia od ropy oraz do inwestowania w czyste technologie pozyskania energii, które będą wykorzystywane w przyszłości” – czytamy w oświadczeniu Białego Domu. Projekt miałby być wprowadzany w życie stopniowo w ciągu najbliższych 5 lat.

W założeniu administracji, 10-dolarowa opłata przyniosłaby w przyszłym roku budżetowym 22 miliardy dolarów dochodu z czego 20 mld dol. zostałoby wykorzystane na projekty transportu publicznego w całych Stanach Zjednoczonych, a 2 miliardy dolarów na badania nad czystymi technologiami energetycznymi oraz innymi rozwiązaniami, jak na przykład samochody bez kierowców.

Uniezależnienie od paliw kopalnych oraz promocja czystej energii – to jedno z głównych zadań administracji w ostatnim roku prezydentury Baracka Obamy. To jednak także poważny przedmiot sporu z republikańskim Kongresem, krytykującym Biały Dom za niewspieranie w wystarczającym stopniu amerykańskiego przemysłu naftowego. Nic więc dziwnego, że przedstawiciele tej partii krytycznie odnieśli się do pomysłu Obamy.

– Propozycję 10-dolarowej opłaty za baryłkę ropy można uważać za martwą już w samym momencie jej zgłoszenia w Izbie Reprezentantów – oświadczył przewodniczący republikańskiej większości w tej izbie, kongresman Steve Scalise, reprezentujący bogatą w ropę Luizjanę.

Pomysł prezydenta przyjęły z kolei z entuzjazmem organizacje i środowiska proekologiczne.