Wstępnie plany wyglądały tak, że Rosja i OPEC zdejmą z rynku przynajmniej 1,8 mln baryłek dziennie do końca 2018 roku. Początkowo miał to by milion baryłek dziennie, a od kwietnia 2018 już pełne cięcia. Tymczasem okazało się, że zapasy tego surowca zaczęły się zmniejszać w znacznie szybszym tempie, niż OPEC prognozował, tym samym ceny rosły też szybciej, niż przewidywano. Rosyjski minister ds ropy, Aleksander Novak przyznał, że ceny poszybowały w górę, bo w rzeczywistości w maju ropy było o 2,7 mln baryłek mniej, ponieważ Wenezuela nie jest w stanie wydobywać tyle, ile wynosi limit przyznany temu krajowi przez kartel. A pojawiło się jeszcze zagrożenie, że Irańczycy, z powodu powrotu sankcji, mogą ograniczyć dostawy.
Na razie wiadomo, że oficjalna decyzja o zmianie poziomu wydobycia zapadnie dopiero na konferencji ministerialnej OPEC 22-23 czerwca w Wiedniu. Ropa jednak tanieje, bo oczekuje się, że Rosjanie i Saudyjczycy rzeczywiście będą pompować więcej i ta zwiększona podaż jest już wliczona w dzisiejsze niższe ceny.
Oczywiście droższa ropa jest korzystna dla producentów, ale jednocześnie poziom 80 dol., a nawet i 70 dol. za baryłkę otwiera drogę do zyskownego wydobycia ropy z łupków i w ten sposób zmniejsza się udział rynkowy kartelu.