Reklama

Mniej chętnych na prąd ze słońca. Rewolucja w energetyce zwalnia

Rekordom produkcji energii ze słońca nie towarzyszy rekordowe zainteresowanie dotacjami w ramach programu „Mój prąd”. Trend ten mogą zmienić wysokie ceny energii, które na powrót skłonią kolejnych Polaków do nowych inwestycji.

Publikacja: 09.09.2022 03:00

Mniej chętnych na prąd ze słońca. Rewolucja w energetyce zwalnia

Foto: Adobe Stock

Mamy kolejny rekord w produkcji energii elektrycznej ze słońca. W środę 7 września było to 6711 MWh w szczycie produkcji, a więc o godzinie 13, co stanowiło 33 proc. produkcji energii w tym momencie. Razem z wiatrem dało to 38 proc. – 7 września 2022 r. odnotowano rekord generacji z PV. O 12.30 instalacje pracowały z mocą 6785,7 MW, a o godz. 13 wyprodukowały 6711,3 MWh energii elektrycznej – informują Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Poprzedni rekord wyznaczono 25 lipca. Wówczas wyprodukowano ponad 6600 MWh.

Rewolucja w energetyce jednak zwalnia. Chętnych na domową fotowoltaikę jest mniej, choć wysokie ceny energii dopingują do inwestowania w nią.

Mniej chętnych

Z dostępnych danych wynika, że między lutym a marcem – kiedy to był ostatni moment na podłączenie instalacji na starych, korzystniejszych zasadach rozliczenia – nowych instalacji przybyło 75 tys. w jeden miesiąc. A już między marcem i czerwcem takich instalacji przybyło ledwie 100 tys. Spada także tempo i liczba składanych wniosków, co widać po czasie ich rozpatrywania w kolejnej, trwającej właśnie czwartej edycji programu „Mój prąd”. Dotacje sięgają dziś też 3000 zł, w poprzednich edycjach była to kwota 5000 zł. To osłabia zainteresowanie.

W czwartej edycji programu „Mój prąd” do 7 września br. wpłynęło 7799 wniosków o dofinansowanie. Pierwsze dotacje z tego naboru są przygotowywane do wypłaty, która nastąpi w ciągu najbliższych kilku dni. Dotyczy ona 400 wniosków o dofinansowanie na łączoną kwotę dotacji 1 686 329,86 zł.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Powietrze, ścieki i odpady to nasze słabości. KE krytykuje Polskę

W poprzednim naborze czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku i na wypłatę środków wynosił nawet 300 dni. – Wynikało to z liczby wniosków, tj. ponad 178 000 aplikacji, które wpłynęły do Funduszu – tłumaczy nam przedstawiciel biura prasowego Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Teraz, licząc od momentu złożenia wniosku do wypłaty dotacji, czas oczekiwania na rozpatrzenie wynosi ok. pięciu miesięcy. W proces weryfikacji wniosków składanych w ramach czwartej edycji programu zaangażowanych jest obecnie ponad 60 pracowników. – Ci sami pracownicy biorą także udział w rozpatrywaniu odwołań złożonych przez beneficjentów programu priorytetowego „Mój prąd 3.0”, których wnioski zostały odrzucone – tłumaczy Fundusz.

Mniej korzystny system

Spadające tempo przyrostu nowych instalacji wynika ze sposobu rozliczania się z wyprodukowanej energii. Wszystkich, którzy zdecydowali się na montaż fotowoltaiki po 31 marca 2022 r., obejmuje już nowy system rozliczeń nadwyżek energii, tzw. net-billing. Podobnie jak wcześniejszy obowiązuje przez 15 lat każdego, kto przyłączył do sieci swoją mikroinstalację. W net-billingu osobno rozliczana jest wartość energii elektrycznej wprowadzona do sieci oraz z niej pobrana. W praktyce oznacza to, że każda kilowatogodzina energii przekazana do sieci jest wyceniana w oparciu o cenę rynkową według ujednoliconego kursu notowań z Rynku Dnia Następnego. Ilość nadwyżek energii z PV jest przeliczana na złotówki i trafia na indywidualne konto danego prosumenta w postaci tzw. depozytu prosumenckiego.

Właścicieli instalacji zamontowanych przed końcem marca obowiązuje stary system. Prosument oddaje do sieci 100 proc. wyprodukowanej energii, a pobiera 80 proc. z tej wartości. Ministerstwo Klimatu i Środowiska tłumaczy zmianę potrzebą uświadomienia prosumentów, aby ci zużywali energię na miejscu jej wytworzenia, a więc w domu. Stąd dotacje do pomp ciepła czy magazynów energii.

Czytaj więcej

Mariusz Janik: Pyrrusowe zwycięstwo
Reklama
Reklama

Nie jest tajemnicą, że tempo przyrostu domowej fotowoltaiki przewyższało oczekiwania. Poziom ponad 10 GW w całej fotowoltaice, jaki mamy obecnie, mieliśmy osiągnąć za niecałe 20 lat. Nie było więc – zdaniem rządu – szans, aby tak szybko nadgonić inwestycje w modernizacje sieci dystrybucji. Spółki to wiedzą i przeznaczają na to coraz więcej pieniędzy. Nie dalej jak w czwartek Tauron, który przyłącza najwięcej instalacji prosumenckich, przekazał, że przeznaczy w tym roku na dystrybucję ponad 50 proc. swoich nakładów inwestycyjnych, co da kwotę 878 mln zł. Słońce jako niestabilne źródło energii potrzebuje jednak wsparcia.

Zdaniem posła PSL Marka Sawickiego w sukurs może przyjść biogaz. – Biogazownie mogą idealne wesprzeć produkcję prądu z wiatru, nawet przy założeniu starych sieci. Biogaz z wiatrem mogą lokalnie produkować prąd i konsumować energię na miejscu bez konieczności przesyłu energii dalej. Decyzji o przyłączeniu biogazowni jednak nie ma – mówi Sawicki.

Wysokie ceny energii powinny zachęcać dziś do fotowoltaiki. Przy dynamicznych zwyżkach cen na rynku hurtowym, które decydują o cenie sprzedaży energii przez prosumentów, okazuje się, że cena zakupu prądu według obecnych taryf (zatwierdzonych jeszcze w ubiegłym roku przez URE) jest niemal o połowę niższa niż cena sprzedaży energii do sieci. Zatem w ostatnich dwóch miesiącach prosumenci całkiem dobrze wyszli na rozliczeniu w nowym systemie – mówi Bartosz Stępak, specjalista ds. analiz rynku energii elektrycznej w Columbus Obrót.

OZE
Ustawa sieciowa porządkująca przyłączenia OZE musi poczekać
OZE
Wielki Słoneczny Mur wyrośnie na pustyni. Oprócz prądu da dodatkową korzyść
OZE
Donald Trump przegrywa z wiatrakami na morzu
OZE
20 tys. zł dla mieszkańców? Rząd planuje kolejne podejście do ustawy wiatrakowej
OZE
Rząd chce sprawdzić wydane już warunki przyłączenia OZE do sieci. Branża protestuje
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama